TYLKO U NAS

Obrona przez atak. Sędzia Stanisław Biernat i jego problemy z prawem

aktualizacja: 14:22 wyślijdrukuj
Sędzia Stanisław Biernat nie złożył nadal oświadczenia majątkowego (fot. arch. PAP/Leszek Szymański)

– To niezdrowa sytuacja – mówi były wiceprezes Trybunału Konstytucyjnego, Stanisław Biernat o spotkaniach między konstytucyjnymi organami państwa. W ten sposób prof. Biernat - który ma problemy z prawem ws. swoich działań w TK – atakuje posłów i ministrów, którzy odwiedzili Trybunał. Były wiceprezes do dziś nie przedstawił swojego oświadczenia majątkowego, mimo że według prawa powinien to zrobić. Nie wytłumaczył się również z wypłaconych prof. Andrzejowi Rzeplińskiemu pieniędzy w wysokości 150 tysięcy złotych.

– Członkowie rządu oraz politycy PiS regularnie spotykają się z sędziami Trybunału Konstytucyjnego – zarzuca w rozmowie z Onetem były wiceprezes Trybunału Konstytucyjnego prof. Stanisław Biernat. Jego zdaniem to „niezdrowa sytuacja”, ponieważ „mają sprawy przed TK”.

Chodzi o posła Prawa i Sprawiedliwości Arkadiusza Mularczyka i wiceministra sprawiedliwości Marcina Warchoła, których jak twierdzi Biernat na własne oczy w TK widział oraz o ministrów: sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro i koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego – o których wizycie „słyszał”.

Współdziałanie władz, jako fundament konstytucji

„Trybunał Konstytucyjny z przykrością odnotowuje kolejną publiczną wypowiedź sędziego TK w stanie spoczynku Stanisława Biernata zawierającą nieuprawnione sugestie i interpretacje. Jednocześnie Trybunał Konstytucyjny przypomina, że współdziałanie i komunikowanie się konstytucyjnych organów władzy stanowi jeden z fundamentów demokratycznego państwa prawa, co explicite wynika z preambuły Konstytucji RP” – pisze w komunikacie przesłanym portalowi tvp.info Biuro Trybunału. Rzeczywiście, jak czytamy w Preambule: Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej to „prawa podstawowe dla państwa oparte na (…) współdziałaniu władz”.

Jakie sprawy przed TK ma na myśli Stanisław Biernat? Jedną z nich, o której mówi w wywiadzie, to postępowanie ws. sporu kompetencyjnego, które TK prowadzi. Tyle, że jak nie jest to – jak już informował portal tvp.info – „sprawa Mariusza Kamińskiego”, tylko spór między Sądem Najwyższym a prezydentem Andrzejem Dudą.
Z wizytą posła PiS, Arkadiusza Mularczyka były wiceprezes ma problem ponieważ, ten jest wnioskodawcą „w kontrowersyjnej sprawie”, czyli legalności wyboru prof. Małgorzaty Gersdorf na I prezesa Sądu Najwyższego.

– Wystąpiliśmy do Trybunału Konstytucyjnego z wnioskiem o stwierdzenie niezgodności przepisów, na podstawie których została powołana na funkcję prezesa (…) Mamy wątpliwości, czy aktem prawa wewnętrznego regulaminu, który podejmowany jest przez Zgromadzenie Ogólne sędziów SN, można dokonywać procedury wyboru kandydata na prezesa SN, a następnie przedstawiać go prezydentowi – tłumaczył w marcu br. na antenie TVP Info poseł Mularczyk.

Politycy zaatakowani przez prof. Biernata na prośbę Onetu tłumaczą swoje wizyty. – Występuję jako poseł w imieniu Sejmu w sprawach przed TK, stąd moje wizyty. Uczestniczyłem już w wielu rozprawach. Zresztą Biernat chyba ostatnio nie jest zorientowany w tym, co się dzieje w TK – wyjaśnia poseł Arkadiusz Mularczyk. Z kolei wiceminister Marcin Warchoł wyliczył powody spotkań, z których portal podał jeden: m.in. jest autorem artykułu do Księgi Jubileuszowej prof. Bogusława Banaszaka – prawnika, dziekana Wydziału Prawa Uniwersytetu Zielonogórskiego i sędziego Trybunału Stanu. W pracach nad księgą uczestniczy też wiceszef TK prof. Mariusz Muszyński.

– Omawiałem z nim tę publikację oraz konferencję z nią związaną, która ma się odbyć w dniach 16-17 października na uniwersytecie Zielonogórskim – wyjaśnia Warchoł.
Sędziego Biernata problemy z prawem

Działania byłego wiceprezesa można tłumaczyć również jego własnymi problemami z prawem. Jak ujawnił pod koniec lipca br. portal wpolityce.pl, sędzia Biernat odchodząc z TK nie złożył oświadczenia majątkowego, mimo, że powinien.

„Zgodnie z art. 14 ust. 1 ustawy z 30 listopada 2016 r. o statusie sędziów Trybunału Konstytucyjnego, »sędzia Trybunału jest obowiązany do złożenia oświadczenia o swoim stanie majątkowym. Oświadczenie to dotyczy majątku odrębnego oraz objętego małżeńską wspólnością majątkową«. W ustępie trzecim tego artykułu można przeczytać, że »oświadczenie, o którym mowa w ust. 1, składa się przed objęciem stanowiska, a następnie co roku do dnia 31 marca, a także w dniu opuszczenia stanowiska. Oświadczenie składa się według stanu na dzień złożenia oświadczenia«. 26 czerwca 2017 r. skończyła się kadencja sędziego i wiceprezesa TK Stanisława Biernata, który w dniu opuszczenia stanowiska powinien złożyć oświadczenie majątkowe” – informował portal.

Mimo, że na stronie Trybunału znajdują się oświadczenia majątkowe sędziów, sędzia Stanisław Biernat odchodząc z TK – łamiąc obowiązujące prawo – takiego oświadczenia prezesowi Trybunału nie złożył.

Wcześniej problemy z prawem prof. Stanisława Biernata dotyczyły pieniędzy wypłacanych z tytułu ekwiwalentów urlopowych. W TK panował niepisany zwyczaj, że zamiast wykorzystywać przysługujące urlopy, sędziowie umawiali się na „wakacje trybunalskie”, czyli miesiąc, albo dwa miesiące czasu wolnego, który formalnie nie był nigdzie rozliczany. W ten sposób np. były prezes TK, Andrzej Rzepliński przez kilka lat zebrał środków z tytułu ekwiwalentu urlopowego w wysokości 150 tysięcy złotych – co ujawnił portal tvp.info.

Na początku tego roku nowa prezes Trybunału Konstytucyjnego, sędzia Julia Przyłębska zwróciła się do sędziów TK o wykorzystanie zaległych dni urlopowych. Jednym z rekordzistów pod kątem zebranych dni urlopowych był wówczas właśnie sędzia Stanisław Biernat, który odchodząc z TK otrzymałby kwotę ok. 120 tys. złotych.
Walka o kosztowny ekwiwalent

Przez pół roku trwała gra Stanisława Biernata, której celem na początku było otrzymanie pieniędzy, kosztem Skarbu Państwa. W styczniu, tłumacząc swoje działanie, sędzia Biernat w rozmowie z TVP stwierdził: „Nie zrobiła się żadna maszynka do dodatkowych pieniędzy. Uważałem, że wtedy, kiedy są wakacje trybunalskie, że to jest mój urlop, po prostu nie zgłaszałem tego w kadrach, to mój błąd, no powinienem to zgłosić. Ja z przyjemnością bym się tych pieniędzy zrzekł, tylko okazuje się, że ja nie jestem w stanie ich się zrzec.”

Później, gdy został wysłany na zaległy urlop i zorientował się, że pieniędzy nie otrzyma – były wiceprezes zmienił zdanie. Publicznie żądał anulowania urlopu, a nawet przygotował specjalną analizę prawną, dokonując „wykładni przepisów kodeksu pracy, z której wynika, że niewykorzystane dni urlopu z ubiegłych lat uległy przedawnieniu”. – Nie przysługuje mi obecnie urlop ani ekwiwalent pieniężny za niewykorzystany urlop po zakończeniu kadencji – tłumaczył Biernat.

Idąc dalej, pod koniec lutego br. stwierdził, że chce przerwać swój urlop. 22 lutego przyjechał do Trybunału, zwołując nieformalne posiedzenie 8 sędziów TK, mimo iż formalnie przebywał na urlopie do końca marca.
W związku z jego woltą, w kwietniu 2017 r. obecny wiceprezes, wówczas zwykły sędzia TK, Mariusz Muszyński poprosił prof. Biernata o wyjaśnienia w tej sprawie.

– Przy zastosowaniu przedstawionej przez Pana (...) wykładni sposobu wyliczania urlopu wypoczynkowego, a w szczególności uwzględnianiu Pańskiej oceny sprawy przedawnienia urlopu, Pan Andrzej Rzepliński nie powinien otrzymać ekwiwalentu za urlop wypoczynkowy. (...) W świetle Pańskiej interpretacji przepisów (...) świadczenia wypłacone Panu A. Rzeplińskiemu może okazać się świadczeniem nienależnym, a Pańskie działanie może naruszać dyscyplinę finansów publicznych – napisał Mariusz Muszyński. Sędzia Biernat do dziś nie widzi niczego złego w swoim działaniu, mimo że w styczniu br. Państwowa Inspekcja Pracy, po kontroli, jaką przeprowadziła w TK w połowie grudnia ubiegłego roku – skierowała do Trybunału Konstytucyjnego wystąpienie o niezwłoczne udzielenie m.in. sędziom niewykorzystanych urlopów wypoczynkowych za lata 2014 i 2015.

– Zakresem przedmiotowym kontroli objęto zagadnienia dotyczące udzielania urlopów wypoczynkowych. Czynności kontrolne obejmowały zarówno sędziów Trybunału Konstytucyjnego, jak i pracowników Trybunału Konstytucyjnego – poinformowała Inspekcja.

Co ciekawe, podczas gdy prof. Andrzej Rzepliński odchodząc z Trybunału Konstytucyjnego wypłacił sobie ponad 150 tys. zł ekwiwalentu urlopowego, a na podobny liczył prof. Biernat - od pracowników TK wymagano, by na bieżąco realizowali niewykorzystany urlop. Jak ustalił portal tvp.info, najwyższa zaległość wśród 128 pracowników biura Trybunału to 45 dni wypoczynku. Jak udało nam się ustalić, mimo iż jest rekordzistą – nie tylko Rzepliński, jako prezes TK w ten sposób zarobił na niewykorzystaniu zaległych dni urlopowych. Zoll, Safjan, Stępień i Zdziennicki zarobili w ten sposób ok. 190 tys. zł.

Wybrane dla Ciebie