Marek M. nie cieszył się zbyt długo wolnością. Marek M. ps. Oczko, osławiony boss szczecińskiego półświatka lat 90, został zatrzymany przez policjantów CBŚP, gdy jechał sportowym samochodem w okolicach podwarszawskiego Piaseczna. 62-letni gangster nie chciał wyjść z samochodu i funkcjonariusze musieli wybić szybę w aucie. – Wiem, że od jakiegoś czasu utrzymywał kontakt z Ricardo Fanchinim. Krążyły pogłoski, że razem robią jakiś biznes, ale nie wiem, czy był on legalny, czy nie – mówi portalowi tvp.info jeden ze szczecińskich gangsterów. Z informacji portalu tvp.info wynika, że szczecińska Prokuratura Okręgowa przedstawiła Markowi M. „poważne zarzuty”. Śledczy nie chcą jednak ujawnić, czego mogą dotyczyć. <br /><br /><b>Tajemnicze śledztwo </b><br /><br />Jedno z naszych źródeł sugerowało, że chodzi o handel bronią, która miała trafiać na Bliski Wschód. To zastanawiające, bo Marek M. wcześniej nie zajmował się tego typu przestępstwami. <br /><br />Według innego informatora „Oczko” jeździł często do Berlina, gdzie spotykał się z Ricardo Fanchinim, jednym z najbardziej znanych polskich mafiosów. – Po tym, jak Fanchini poszedł na układ z Amerykanami w zamian za krótszą odsiadkę, nie ma już takiej pozycji jak przed laty. A Marek bardzo dużo o nim wie, a nie mając pieniędzy, mógł nakłonić Fanchiniego do współpracy, aby się odkuć po latach odsiadki – opowiada były szczeciński gangster. <br /><br />Osoba z otoczenia Marka M. określiła zarzuty prokuratury jako „bardzo poważne, ale niepoważnie przedstawione”.<b>Bohater kronik kryminalnych</b><br /><br />Marek M. od pół roku był na wolności. „Oczko” to żywa, choć już podstarzała legenda szczecińskiego półświatka. W latach 90 uchodził za „króla lokalnego podziemia kryminalnego”. W 2000 r. został skazany na 13 lat więzienia. W ubiegłym roku sąd uchylił wyrok 25 lat więzienia dla bossa, który odpowiadał za zlecenie zabójstwa Wiktora Fiszmana, domniemanego szefa białoruskiej mafii. Fiszman zginął w Szczecinie w styczniu 1997 r. <br /><br />Poznańska prokuratura oskarża „Oczkę” o pomocnictwo do zabójstwa ochroniarza w agencji towarzyskiej El Chico w Poznaniu w 1996 r. Jednym z kilerów miał być pochodzący z Tadżykistanu Aleksander S. Zarzucono mu, że postrzelił w nogę jednego z ochroniarzy, a wtedy kompani Tadżyka dobili ofiarę. Ani „Oczko”, ani Aleksander S. nie przyznali się do zarzutów.