Szantaż i „awaria”. Jak Sieczyn niszczył polską inwestycję w Możejkach

aktualizacja: 11:38 wyślijdrukuj
fot
Igor Sieczyn i depesza amerykańskich dyplomatów, którą ujawniły „Nowaja Gazieta” i Wikileaks (fot. Sefa Karacan/Anadolu Agency/Getty Images/Orlen Lietuva)

To miał być kolejny etap przejmowania aktywów Jukosu. Igor Sieczyn był święcie przekonany, że przejmie Możejki za grosze. Kiedy ubiegli go Polacy, postanowił się zemścić. Z relacji rosyjskich menedżerów i ustaleń amerykańskich dyplomatów wynika, że to ówczesny wiceszef kremlowskiej administracji próbował wykurzyć PKN Orlen z Litwy, odcinając dostawy ropy z Rosji. A mimo to, niecałą dekadę później, Sikorski wyszedł z pomysłem, by tegoż Sieczyna do Możejek zaprosić.

Wszystko zaczęło się na początku 2003 roku, gdy ówczesny zastępca administracji prezydenckiej rozpoczął likwidację imperium Michaiła Chodorkowskiego. Wtedy to, na zamówienie i pod dyktando Sieczyna, powstał raport Rady ds. Strategii Narodowej pt. „Państwo i oligarchia”. Wynikało z niego, że oligarchowie szykują pucz. Oczywiście Sieczyn podsunął raport Władimirowi Putinowi, a ten dał zielone światło do zniszczenia Jukosu, którego szef Chodorkowski coraz śmielej angażował się w politykę (choć rzecz jasna, o żadnym spisku mowy nie było).

Jak wiadomo, Chodorkowski został skazany na długi pobyt w łagrze, a co się stało z jego biznesem? W 2004 roku nieznana nikomu mała spółka Bajkałfinansgroup zakupiła najlepszą część imperium Jukosu: firmę Jugansknieftiegaz. Nie wiadomo, kim byli właściciele firmy-krzak, ani skąd mieli pieniądze na zakup. Wiadomo za to, że jeszcze tego samego dnia Bajkałfinansgrup kupiła państwowa Rosnieft’. Za 10 tys. rubli…

Podobnie było z innymi głównym aktywami Jukosu w Rosji. Dostały się Rosniefti, czyniąc ten państwowy koncern – którego prezesem był człowiek Sieczyna, Siergiej Bogdanczikow - największym naftowym potentatem Rosji, jednym z największych koncernów naftowych na świecie. W połowie 2004 r. na czele jego rady dyrektorów stanął Sieczyn.
Pycha ukarana

Jukos miał spore aktywa także poza granicami Rosji, najczęściej poprzez spółki zarejestrowane w państwach UE. Wspólnie z rządem Litwy był m.in. właścicielem przedsiębiorstwa Mazeikiu nafta (rafineria, terminal i łączący je rurociąg). Udziały w Możejkach Chodorkowski wykupił w 2002 roku od amerykańskiego Williams International.

W tym miejscu oddajmy głos ówczesnemu wiceprezesowi Gazpromu Aleksandrowi Riazanowowi. Kilka lat temu opowiedział on dziennikarzom gazety „Wiedomosti” o mało znanym wątku sprawy zakupu Możejek.

- Wiosną 2005 roku przyszła mi do głowy myśl: a czemu by Gazprom miał nie przejąć rafinerii Mazeikiu nafta (sprzedawano udziały Jukosu – 53,7%, a jeszcze 40,66% było w rękach rządu Litwy – red.). W tym czasie zawieraliśmy wspólnie z niemieckim Ruhrgas transakcję zakupu litewskiego dostawcy gazu Lietuvos dujos. Na Litwie mieliśmy dobre relacje z rządem. Porozmawiałem z ówczesnym premierem Algirdasem Brazauskasem. Długo go przekonywałem, zasadniczo się zgodził, ale powiedział, że trzeba to robić wspólnie z prywatną spółką, na przykład z TNK-BP (prywatna naftowa spółka rosyjsko-brytyjska) – wspominał Riazanow.

Ale kiedy przedstawił pomysł Sieczynowi, ten go nie poparł. Sieczyn twierdził, że Gazprom nie ma co kupować udziałów w Możejkach od Jukosu, bo te aktywa i tak zostaną zlicytowane w ramach niszczenia koncernu Chodorkowskiego i dostaną się Rosniefti.

– Wtedy zacząłem wyjaśniać Sieczynowi, że to nie takie proste: kontrolny pakiet Mazeikiu nafta należy do holenderskiej Yukos Finance. Ale Sieczyn nie dał się przekonać: mówił, że ma dobrych prawników i wygra w holenderskich sądach – relacjonował Riazanow.

Sieczyn grubo się pomylił. Litewski rząd nie chciał w największym swym przedsiębiorstwie biznesu związanego z Kremlem. Możejki kupił w maju 2006 roku PKN Orlen. Tego Sieczyn nie mógł darować.
Naftowy zajazd na Litwie

Do tej pory rafineria zaopatrywała się w rosyjską ropę dwiema drogami: morską i lądową. Z rosyjskiego terminalu Primorsk tankowce przywoziły ropę do terminalu w Butinge i stamtąd surowiec płynął ropociągiem do Możejek. Taniej było jednak sprowadzać czarne złoto odnogą ropociągu Przyjaźń (przez Białoruś). Nie minęły dwa miesiące od zakupu Możejek przez Polaków, a ropa wspomnianym ropociągiem płynąć przestała. Oficjalnie: z powodu awarii na odcinku rury w obwodzie briańskim.

W styczniu 2011 roku rosyjska opozycyjna „Nowaja Gazieta” wspólnie z Wikileaks opublikowała depesze amerykańskich dyplomatów, rzucające sporo światła na kulisy nacjonalizacji Jukosu, w tym także na kwestię rafinerii w Możejkach. Wynika z nich, że to Sieczyn nakazał wstrzymać dostawy surowca ropociągiem do litewskiej rafinerii, licząc na to, że PKN Orlen wycofa się z Litwy.

Najciekawsze informacje zawiera depesza ambasady USA w Moskwie z 30 sierpnia 2006 r. pod tytułem „Rosyjska ropa dla Litwy – mieszanka biznesu i zemsty”. Amerykanie rozmawiali z przedstawicielem TNK-BP Shawnem McCormickiem. Powiedział im, że nie bacząc na przegraną jego firmy z Polakami w wyścigu o zakup Możejek, w maju-czerwcu 2005 TNK-BP zaproponowała Orlenowi dostawy ropy.

Szczegóły oferty odpowiadały też Transniefti, czyli operatorowi ropociągów w Rosji (Transnieft’ ma monopol na zarządzanie ropociągami, jego szefem był wtedy kolega Putina z rezydentury KGB w Dreźnie Nikołaj Tokariew).

„Po czym na początku lipca Igor Sieczyn, przewodniczący rady dyrektorów Rosniefti i wiceszef administracji prezydenta, zadzwonił do Germana Chana, dyrektora wykonawczego TNK-BP z pytaniem, czy podpisano porozumienie o dostawie ropy do Możejek” - czytamy w depeszy relację McCormicka. Gdy usłyszał że nie, Sieczyn „wydał polecenie” TNK-BP wycofać propozycję dla Orlenu, co firma oczywiście zrobiła. Sieczyn dzwonił do Chana na długo przed „awarią” ropociągu – co potwierdza tezę, że było to celowe działanie.

Ale to nie jedyne źródło wskazujące na decydującą rolę Sieczyna w próbach zniszczenia inwestycji polskiej na Litwie. „W rozmowie 29 sierpnia przedstawiciel Łukoilu Andriej Gajdamaka potwierdził nam, że Sieczyn występując w charakterze przedstawiciela Kremla był zainteresowany zaprzestaniem dostaw i że Łukoil i TNK-BP nadal odczuwały presję, mającą na celu uniemożliwienie im zawarcia umów z Możejkami”.

W komentarzu do powyższych informacji amerykańscy dyplomaci pisali do Waszyngtonu, że nie wykluczają, iż Sieczyn może w ostateczności próbować przerwać także drugą drogę dostaw rosyjskiej ropy do Możejek – z Primorska. Wówczas rafineria znalazłaby się w sytuacji dramatycznej. Jednak co udało się z TNK-BP i Łukoilem, nie wyszło z Gunvorem, potężnym traderem naftowym sprzedającym ropę Możejkom drogą morską. Też prywatna spółka, jak TNK-BP i Łukoil, wyróżniała się jednak tym, że należała do Giennadija Timczenki. A tego już wtedy nazywano „skarbnikiem Putina”. Z finansowymi interesami prezydenta przegrać musiała nawet żądza zemsty tak potężnego człowieka, jak Sieczyn. Ropa nadal płynęła do Możejek, choć oczywiście koszty wzrosły niepomiernie.
Cień Putina

– Po sprawie Jukosu dla wszystkich stało się jasne, że Sieczyn może dowolny dekret zatrzymać i dowolny projekt decyzji inicjować – mówił były urzędnik rządu. Właśnie wtedy zaczynała się wielka kariera i budowanie finansowo-politycznej potęgi Sieczyna, uważanego dziś za numer dwa putinowskiej Rosji, człowieka, który miał później śmiałość przeciwstawiać się samemu Putinowi.

A ten ufa mu niepomiernie od wielu lat. Gdy 31 grudnia 1999 roku został p.o. prezydenta, jeszcze tego samego dnia podpisał dekret o nominacji Sieczyna - którego poznał w czasach leningradzkich - na zastępcę szefa administracji prezydenta. Sieczyn był cieniem Putina. Gdy ten przyjeżdżał na Kreml, czekał na niego przed windą i potem przez tych kilka, kilkanaście minut, które pokonywał prezydent w drodze do gabinetu, Sieczyn miał dostęp do jego ucha. Wieczorem sytuacja się powtarzała, tylko w drugą stronę.

Sieczyn ograniczał dostęp do Putina ludzi pozostałych na Kremlu po Jelcynie. Szef administracji prezydenckiej Aleksandr Wołoszyn widział w nim rywala. Sieczyn był nazywany „Korżakowem Putina”, należał do rywalizującego z „liberałami” i Wołoszynem klanu siłowików. Do tej grupy zaliczano prokuratora generalnego Władimira Ustinowa, dyrektora FSB Nikołaja Patruszewa, Wiktora Iwanowa oraz kilku oligarchów, w tym ówczesnego prezesa Rosniefti Siergieja Bogdanczikowa i bankowca Siergieja Pugaczowa.

Sprawa Jukosu to okres, kiedy ukształtował się sieczynowski styl zarządzania. – To był przełom. Historia Chodorkowskiego to ważny przykład. Sieczyn wszystko zrobił własnymi rękami, ale przy tym nie podpisał nawet jednego papieru – opowiadał były kremlowski urzędnik.

Jeszcze przez cztery lata zajmował jednocześnie stanowisko doradcy prezydenta. Po wyborach prezydenckich został wicepremierem, a w 2012 roku, gdy Putin wrócił na Kreml, Sieczyn ostatecznie opuścił państwową pracę i został szefem zarządu Rosniefti. Wciąż jednak ma ogromne polityczne wpływy, a przede wszystkim atut w postaci lojalnych ludzi w strukturach bezpieczeństwa. To właśnie zbudowana za jego sprawą na Łubiance specjalna jednostka FSB odpowiada za wszystkie głośne antykorupcyjne sprawy ostatnich dwóch lat. W ten sposób Sieczyn eliminuje niewygodnych graczy i zastrasza innych.

Wybrane dla Ciebie