Trafiła go kula „prosto z nieba”. 13-latek zginął podczas meczu koszykówki

13-latek zginął na spokojnych jak na Chicago, południowo-wschodnich przedmieściach (fot. GoFundMeSource:Supplied/Shutterstock/Lano Lan)

Noah Inman grał z przyjaciółmi w koszykówkę, gdy nagle padł na ziemię, jakby go raził piorun. Świadkowie myśleli, że chłopak zemdlał i szybko wezwali pogotowie. W szpitalu okazało się, że 13-latka trafiła kula, wystrzelona przez kogoś w powietrze.

Strzelanina na boisku w Chicago

zobacz więcej

Tragedia wydarzyła się 1 lipca w Hammond na południowo-wschodnich przedmieściach Chicago. 13-letni Noah Inman grał w z przyjaciółmi w koszykówkę. Nagle osunął się na ziemię. Świadkowie wezwali pogotowie. Po przewiezieniu do szpitala lekarze stwierdzili, że chłopak został trafiony zbłąkaną kulą. Mimo reanimacji Noah zmarł.

Zdaniem policji pocisk był wystrzelony w czasie przygotowań do obchodów Dnia Niepodległości. Nieoficjalne „obchody” zaczynają się zwykle wcześniej i wielu podchmielonych Amerykanów strzela „na wiwat”.

Sprawców śmierci Noaha nie udało się schwytać. Funkcjonariusze nie są w stanie ocenić, skąd została wystrzela kula. Wielu mieszkańców tej okolicy ma broń.

– Nie wiem, co sobie myślą ludzie, którzy strzelają z broni w powietrze? Że kula znika jak kamfora? – burmistrz Tom McDermott w wywiadzie dla „Chicago Tribune” nie krył irytacji. Dodał, że śmierć nastolatka była strasznym zbiegiem okoliczności. – To tak bezsensowne, jakby uderzył piorun. To wstrząsająca tragedia – podkreślił.

Gorący weekend w Chicago. 43 ofiary strzelanin w zaledwie dwa dni

To był jeden z najgorętszych weekendów w Chicago. I chodzi nie tylko o temperatury. W ciągu dwóch dni na ulicach Wietrznego Miasta zginęło sześć...

zobacz więcej

900 ofiar w ciągu roku

Noah dorastał pół godziny drogi od Chicago, jednego z najbardziej niebezpiecznych miast w USA. W zeszłym roku zginęło tam prawie 900 osób, większość – w porachunkach gangów. Kule dosięgają jednak też niewinnych mieszkańców.

Policja chicagowska za wzrost przemocy wini nieskuteczne prawo, zbyt liberalne dla nielegalnych posiadaczy broni. Członkowie gangów dzięki temu czują się bezkarni, co ośmiela do dalszych występków.



Nie wjeżdża tam nawet policja

Chicago, głównie dzięki wschodnim i zachodnim dzielnicom, dorobiło się też przydomku „Chiraq”, bo od 2001 r. zginęło tam więcej Amerykanów niż łącznie w Iraku i Afganistanie. To prawdziwe piekło. Bezrobocie miesza się tam narkotykami, a brak perspektyw – z etnicznymi konfliktami. W mieście działa co najmniej 59 dużych gangów, które prowadzą brutalną wojnę o wpływy.

Na południe miasta policja wjeżdża bardzo rzadko; jeśli już musi, działa ostrożnie. W ostatnim czasie liczba zatrzymań spadła w mieście o 80 proc. Cierpią przez to mieszkańcy. – Nigdy wcześniej nie widziałem takiej kombinacji złości, nieufności i poczucia, że społeczność została porzucona – powiedział dla telewizji CBS proboszcz kościoła św. Sabiny w południowej dzielnicy miasta.

Do większości strzelanin dochodzi w dzielnicach South i West Side. Rzadziej w zamożnym centrum miasta i na północnym brzegu. Większość ofiar to mężczyźni, przeważnie ok. 20-letni.

źródło:
Zobacz więcej