TYLKO U NAS

Prokurator chce 15 lat więzienia dla „Salaputa”, bossa grupy markowskiej

Rafał Pasztelański aktualizacja: 18:08 wyślijdrukuj
fot
Andrzej P. po jednym z wielu zatrzymań przez policję (fot. policja)

Piętnastu lat więzienia chce prokuratura dla Andrzeja P. ps. Salaput, osławionego bossa gangu markowskiego, odpowiadającego m.in. za kierowanie gangiem, wymuszanie haraczu od przydrożnych prostytutek, handel narkotykami paserstwo. – Jestem, jaki jestem i się nie zmienię, niech nikt na to nie liczy – stwierdził „Salaput” w ostatnim słowie, zaznaczając jednocześnie, że jest niewinny. Dla kompana bosa, Wojciecha Sz. ps. Komandos, prokuratura zażądała dożywocia za udział w strzelaninie przed cmentarzem w Markach w 2009 r.

Kiedy prokurator Dariusz Żądło zażądał kary 15 lat więzienia dla Andrzeja P. ps. Salaput, ten był wyraźnie niepocieszony. A to dlatego, że w pierwszym procesie śledczy domagał się „tylko” 10 lat więzienia, ale sąd wydając wyrok podwyższył karę o 5 lat. Wyrok został jednak uchylony przez sąd apelacyjny i przez trzy kolejne lata trwała batalia o skazanie „Salaputa” oraz jego kompanów.Zrezygnowany boss

Andrzej P., wyraźnie rozgoryczony, stwierdził w ostatnim słowie, że jest niewinny. Jednak wygłosił zaskakującą dla wszystkich, zwłaszcza obrony, deklarację: – Jestem, jaki jestem i się nie zmienię, niech nikt na to nie liczy. Andrzej jest, jaki jest – stwierdził. Przeprosił jednocześnie za swoje ewentualne niestosowne zachowanie podczas procesu. Co ciekawe, z wypowiedzi gangstera wynikało, że nie przykłada on zbyt dużej wagi do rozstrzygnięcia sprawy przed sądem okręgowym, sugerując, że i tak wszystko rozstrzygnie się w sądzie apelacyjnym. A ten już raz uchylił wyrok na „Salaputa” i jego kompanię.

„Salaput” od ośmiu lat walczy o wyjście na wolność. W ostatniej dekadzie w więzieniu spędził 7 lat, a każdy pobyt za kratami kończył się zarzutami popełnienia kolejnych przestępstw. W czasie pierwszego procesu oskarżeni próbowali odwołać prokuratora i zmienić skład orzekający. Tuż przed wyrokiem zemdlał jeden z podsądnych.
Tragiczny atak

Znacznie surowszej niż dla „Salaputa” kary domaga się prokurator dla Wojciecha Sz. ps. Komandos. Zdaniem śledczych ten były żołnierz odpowiadał za zbrojne ramię bandy. Przed sądem odpowiadał za usiłowanie zabójstwa w czasie strzelaniny w Markach w marcu 2009 r. Gang markowski zdecydował się wówczas przejąć tirówki stojące w okolicach stolicy. „Opiekę” nad prostytutkami sprawowali najpierw gangsterzy z Mokotowa, a później z grupy „Szkatuły”. Bandyci z obu grup umówili się na spotkanie 18 marca w okolicach cmentarza w Markach. Kilka godzin przed spotkaniem, czterech markowskich gangsterów wzięło broń z meliny i postanowiło urządzić zasadzkę na konkurentów. Założyli kominiarki i schowali się w krzakach przed cmentarzem.

Bitwa pod cmentarzem rozegrała się w dwóch aktach. W pierwszym bandyci z Marek ostrzelali konkurentów. Cudem żaden z ośmiu „gości” nie został ranny. „Warszawiacy” uciekli, „Markowscy” siedzieli na terenie cmentarza i sprawdzali broń przed drugą turą walki, gdy nagle doszło do tragedii. Jeden z gangsterów postrzelił kompana w plecy. W tym momencie pod cmentarz podjechało ok. 15 samochodów z uzbrojonymi „Szkatułowymi”. Padły kolejne strzały, ale gang markowski zajęty był ewakuacją rannego kompana, którego podrzucili do szpitala przy ul. Szaserów. Na ratunek było już jednak za późno.

Prokuratura chce dożywocia dla „Komandosa”, ponieważ w przeszłości był już karany za usiłowanie zabójstwa dwóch policjantów.
Legenda półświatka

Andrzej P. to barwna postać stołecznego półświatka. Pierwsze notowania zaliczył, gdy miał 13 lat. Potem błyskawicznie robił karierę w przestępczym fachu. W połowie lat 90. nie wrócił do więzienia z przepustki i przez ponad rok ukrywał się, co nie przeszkadzało mu walczyć z gangiem Henryka Niewiadomskiego ps. Dziad. Poszło o kompana P. – Andrzeja Cz. ps. Kikir, na którego ludzie „Dziada” dokonali nieudanego zamachu. Wcześniej „Salaput” został uprowadzony przez gang pruszkowski. „Pruszkowiacy” chcieli rzekomo, aby wskazał miejsce ukrycia „Dziada”. Aby zmusić „Salaputa” do mówienia, przypalali mu stopy w ognisku. Nie wiedzieli, że obaj gangsterzy pałają do siebie serdeczną nienawiścią.

„Salaput” wyszedł z więzienia w czerwcu 2004 r. i – zdaniem policji – zaczął odtwarzać grupę markowską. Jego banda specjalizowała się w wymuszaniu haraczy od podwarszawskich przedsiębiorców. Opornym podpalono firmy lub domy. Pod koniec 2004 r. w Markach, Radzyminie czy Sulejówku doszło do 12 takich podpaleń. Gang nie stronił także od porwań. Rodzina jednej z ofiar musiała zapłacić 100 tys. dolarów. W styczniu 2005 r. „Salaput” został zatrzymany przez policję, a następnie oskarżony o wymuszanie haraczy i handel narkotykami. W listopadzie 2006 roku boss został postrzelony w rękę. Niedługo potem znowu trafił za kraty. Po krótkiej odsiadce, wyszedł na wolność, by w kwietniu 2009 r. ponownie wrócić za więzienne mury.

Kres grupy markowskiej miał miejsce po wspomnianej strzelaninie przed cmentarzem w Markach w marcu 2009 r. Od tego momentu większość członków bandy przebywa za kratami.

Wybrane dla Ciebie