Wielka burza w szklance ropy. Czarne chmury nad arabskim rajem

Katar to prawdziwy cud na pustyni (fot. PAP/EPA/YOAN VALAT)

Drapacze chmur, ekskluzywne hotele i wszechogarniający przepych. Katar, przynajmniej na folderach, to prawdziwy cud na pustyni i spełniony arabski sen o bogactwie. Blokada Dauhy przez koalicję państw arabskich to dla tego małego kraju potężny cios. Eksperci obawiają się, że może być jak na filmach Hitchcocka. Rozpocznie się od trzęsienia ziemi, po czym napięcie będzie nieprzerwanie rosło.

Arabia Saudyjska, Emiraty, Bahrajn i Egipt zerwały stosunki dyplomatyczne z Katarem

Arabia Saudyjska zerwała stosunki dyplomatyczne i konsularne z Katarem, zarzucając mu wspieranie terroryzmu. W ślad za Rijadem relacje z tym...

zobacz więcej

Kryzys wybuchł w poniedziałek. Arabia Saudyjska zerwała stosunki dyplomatyczne z Katarem. Oficjalnie - za wspieranie przez to państwo terroryzmu. W ślad za Rijadem poszły Zjednoczone Emiraty Arabskie, Egipt i Bahrajn. Później na taki krok zdecydowały się też Jemen, Libia, Malediwy oraz Nigeria. Niewykluczone, że do tego grona dołączy również Senegal.

Katalizatorem kryzysu było przejęcie przez hakerów kontroli nad katarską agencję prasową. Cyberwłamywacze opublikowali szereg fałszywych komentarzy emira Kataru na temat Iranu, Izraela oraz innych państw regionu. Nie wiadomo, kto stał za atakiem. Niektórzy eksperci wskazują na działania Rosji. Inni z kolei podkreślają wyjątkową (i tym samym podejrzaną) zgodność oraz szybkość reakcji Rijadu i innych arabskich stolic.

W ramach retorsji arabskie monarchie zerwały wszelkie połączenia lądowe, morskie i powietrzne z Katarem, a Katarczycy dostali nakaz opuszczenia tych krajów w ciągu 14 dni. W ten sposób to małe arabskie państwo zostało niemal odcięte od reszty świata.

Katar izolowany przez sąsiadów. A co z piłkarskim mundialem w tym kraju?

Ogłoszony w ostatnim czasie bojkot Kataru przez kilka arabskich krajów i zerwanie z nim stosunków dyplomatycznych daje się we znaki nie tylko...

zobacz więcej

Szturm na sklepy

Dla Kataru to był ciężki poranek. Informacje o blokadzie przyjęto z niedowierzaniem. Zaczęło się nerwowe sprawdzanie newsów. Królowała panika, szerzyły się spekulacje i domysły. Przed bankomatami ustawiły się kolejki, a przestraszni ludzie ruszyli do sklepów, aby zrobić zapasy. W koszykach i wózkach piętrzyły się góry produktów. Kurczaki, woda, mleko. Znikało dosłownie wszystko. Nic dziwnego. Ten pustynny kraj sprowadza z zagranicy aż 90 proc. żywności, z czego ponad 40 proc. z Arabii Saudyjskiej.

– Brakuje świeżego drobiu, który bardzo często jemy. Szukamy czegoś innego. Nie ma też świeżego mleka – powiedział jeden z klientów sklepu w Dausze. Inne relacje były podobne. – „Pod centrami handlowymi wzmożony ruch, aż trudno zaparkować. Z relacji świadków (w mediach społecznościowych, a jakże!) wynika, że ludność rzuciła się do sklepów w celu robienia zapasów żywności” – czytamy na blogu „Sky is not a limit”, pilota Qatar Airways.

Pomocna dłoń Teheranu

Szybko pomoc w dostawach żywności zaoferował Iran i Turcja. – „Po chwilowej panice w supermarketach toczy się dalej. Spotykamy się też oznakami sympatii ze strony zwykłych Katarczyków, a na blokadę granic drogowych błyskawicznie odpowiedział Iran, oferując pełne zaopatrzenie w ciągu 12h drogą morską” – czytamy z kolei na blogu „Latanie w Katarze”, również prowadzonym przez pilota Qatar Airways. Panikę udało się opanować.

– Zaistniała sytuacja ma przełożenie, ale głównie na ludzi podróżujących[...]Sklepy są otwarte, ludzie chodzą do pracy, a dzieci do szkoły. Część społeczeństwa zareagowała bardzo impulsywnie robiąc zapasowe zakupy w sklepach, obawiając się, że sytuacja będzie miała przełożenie na dostępność produktów – powiedziała na antenie TVP Info Edyta Giersz, Polka od 5 lat mieszkająca w Katarze.

Według pani Edyty już następnego dnia sytuacja się uspokoiła. – Siódmego czerwca robiłam zakupy i wszystko bez problemu można było kupić – dodała. Jej słowa potwierdzają inni. – Pierwszy dzień był nerwowy, a ludzie zaczęli trochę panikować. Brakuje jednak tylko mleka. Nie zauważyłem, aby były problemy z innymi towarami – powiedział Jayesh, jeden z klientów sklepu w Dausze, dopytywany przez reporterów Reutersa.

Towary w sklepach były wykupywane hurtowo przez spanikowanych Katarczyków (fot. PAP/EPA/STR)

Sztuczne chmury ochłodzą Katar

Sztuczne chmury mają pomóc organizatorom piłkarskich mistrzostw świata w 2022 roku w walce z 50-stopniowymi upałami. Koszt jednej z nich wyniesie...

zobacz więcej

Kto bogatemu zabroni?

Katar to państwo na Bliskim Wschodzie o wielkości... województwa świętokrzyskiego. Rodowici mieszkańcy stanowią niecałe 300 tys. Reszta to przyjezdni z całego świata. Zdecydowanie najwięcej ofert pracy kierowanych jest do inżynierów budowlanych lub specjalistów od wydobycia ropy i gazu. To tzw. ekspaci, głównie z Europy i Ameryki Północnej. O wiele niżej w hierarchii są Hindusi i Pakistańczycy, którzy zwykle pracują na budowach. Wielką grupę imigrantów stanowią również Filipińczycy, specjalizujący się w usługach oraz pomocy domowej.

Najważniejszym miastem jest Dauha – metropolia zbudowana na ropie i za ropę. Podobnie jak pobliski Dubaj, to popis arabskiego monumentalizmu i rozmachu. Przepych nieraz ociera się o kicz. Ten z kolei sąsiaduje z dziurawymi ulicami, po których pędzą w terenowych samochodach nieznający strachu kierowcy.

Arabscy architekci chłoną przykłady z całego świata. Czasem jest wysoko jak w Nowym Jorku, czasem „elegancko” jak we Włoszech. Tak powstało m.in. centrum handlowe „Vilaggio” wybudowane w stylu neoweneckim. Wśród atrakcji jest przejażdżka z filipińskim lub hinduskim gondolierem. To się nazywa architektoniczno-kulturowy eklektyzm.



Ale kto bogatemu zabroni. Katar, w przeliczeniu na jednego mieszkańca, to najbogatszy kraj na świecie (146,01 tys dol. – przyp. red.). Szacuje się, że ten mały kraj ma aż 20 proc. zapasów światowej ropy! Benzyna na miejscu jest absurdalnie tania. Miejscowi żartują, że oszczędniej jest zatankować do pełna, niż kupić kawę. Dostatek hojnie idzie w brzuch i biodra. Mniej więcej połowa dorosłych i jedna trzecia dzieci ma problem z otyłością.



W Katarze nie ma podatków, świadczeń socjalnych oraz składek emerytalnych. Państwo nie pobiera też opłat za wodę i prąd. Dotyczy to oczywiście Katarczyków oraz części Europejczyków. Jak w każdym kraju muzułmańskim, w Katarze trudno o alkohol, który można dostać jedynie w lepszych hotelach i klubach. „Kulinarne” zachcianki Europejczyków i mniej ortodoksyjnych wyznawców islamu mogą więc być dyskretnie zaspokojone.

Co z połączeniami lotniczymi po bojkocie Kataru? „Lotnictwo jest globalne”

Do jak najszybszego rozwiązania powstałego kryzysu dyplomatycznego na Bliskim Wschodzie, który zagraża podróżom lotniczym w tym regionie, wezwał w...

zobacz więcej

Qatar Airways znika z radarów

Nad arabskich rajem zawisły jednak ciężki chmury, a polityczna burza już uderza w interesy Kataru. Agencje ratingowe korygują prognozy, a w poważne turbulencje wpadł lokalny przewoźnik – Qatar Airways.

Blokada to wielki problem dla tych linii, bo żaden samolot z Arabii Saudyjskiej, Kuwejtu i ZEA nie wyląduje na razie w Katarze. Dziesiątki połączeń odwołano, a tysiące podróżnych nagle zostało na lodzie. W biurach przewoźnika zrobiło się tłoczno, bo wielu pasażerów przyszło przebukować swoje bilety lub odzyskać pieniądze.

– Jak wiadomo, relacje są zerwane, a loty zostały wstrzymane, więc przyszliśmy zobaczyć, co się dzieje, czy zwrócą nam pieniądze za bilet. Przyszliśmy dziś rano na lotnisko i jest naprawdę tłoczno. – powiedział Mizar Shukri, syryjski nauczyciel pracujący w Rijadzie w Arabii Saudyjskiej.

Wielu podróżnych korzystało z katarskich linii ze względu na konkurencyjne ceny. Przewoźnik miał też świetne połączania z wieloma azjatyckimi krajami. – Kupiłem bilet przez internet. Muszę wylecieć 17 czerwca. Qatar Airways zwrócił mi pieniądze, ale będę miał problemy z kupnem nowego biletu. Jak mogę kupić nowy, tani bilet w tych niepewnych dniach? – pyta retorycznie Mohamed Azhar, robotnik z Pakistanu, który utknął w Arabii Saudyjskiej.

Qatar Airways, aby ominąć blokadę, musi teraz latać przez Iran. Jest to rozwiązanie doraźne i w dłuższej perspektywie może oznaczać stratę klientów na rzecz innych lokalnych przewoźników.

Miliard dolarów okupu. Katar przyznał, że płacił terrorystom

To może być kolejna przyczyna zerwania stosunków dyplomatycznych z Katarem przez kraje Zatoki Perskiej. Dziennik „Financial Times” ujawnił, że...

zobacz więcej

Pomiędzy młotem a kowadłem

Katar od długiego czasu usiłuje prowadzić politykę niezależną od lokalnego hegemona – Arabii Saudyjskiej, a przy tym wspiera (bądź nie szkodzi) jej odwiecznego rywala – szyicki Iran. To zaś bardzo nie podoba się Rijadowi oraz innym arabskim monarchiom w regionie.

– Jako pierwsze państwo arabskie Zatoki Perskiej (Katar – przyp. red.) próbował prowadzić na przykład dialog z Izraelem – swego czasu w Dausze działało nawet izraelskie biuro handlowe. Jest to też państwo, które zasłynęło gestami humanitarnymi nie tylko wobec muzułmanów, ale też pomagało ofiarom huraganu Katrina w Nowym Orleanie. – zauważyła prof. Katarzyna Górak-Sosnowska ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Saudyjskie ambicje

Problemy Kataru rozpoczęły się po zawarciu przez ten kraj porozumienia z Iranem w sprawie eksportu gazu. Rozsierdziło to Saudów łakomie patrzącym na katarskie bogactwa i uczulonych na rozszerzanie wpływów przez wrogi Teheran. Zwłaszcza na Półwyspie Arabskim.

Przykładem zaciętej rywalizacji między Rijadem i Teheranem jest Jemen, w którym od 2015 r. toczy się krwawa wojna. Arabia Saudyjska popiera w tym konflikcie sunnitów. Iran z kolei sprzyja szyitom. Do tej pory w tej wojnie zginęło 10 tys. osób, a 100 tys. ociekło za granicę. W kraju szaleje też epidemia cholery, a końca walk nie widać.

Poplecznik terroryzmu czy ambitny przywódca? Kim jest emir Kataru

Gdy w wieku 33 lat Tamim ibn Hamad Al Sani przejmował władzę w Katarze, wszyscy myśleli, że będzie kontynuował wyważony kurs polityki ojca Hamada...

zobacz więcej

Antena niezgody

Kością niezgody jest też status panarabskiej telewizji Al-Dżazira z siedzibą w Katarze. Teoretycznie niezależnej, ale w praktyce finansowanej przez emira Kataru i często działającej na jego polityczne zamówienie.

– Niechęć wobec tej telewizji narastała latami. Niemal każde państwo arabskie miało jakieś zastrzeżenia wobec Al-Dżaziry i zdarzało się tak, że była blokowana. Zresztą jej działania były dosyć perfidne, bo różni opozycjoniści z państw regionu mogli tam przychodzić i narzekać na władzę, o ile nie dotyczyło to Kataru – twierdzi prof. Katarzyna Górak-Sosnowska ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Zdaniem ekspertki telewizja przyczyniła się jednak do pewniej zmiany społecznej na Półwyspie Arabskim. - W regionie, w którym panowała duża cenzura, w 1996 roku pojawiła się telewizja pozwalająca sobie na krytykę autorytarnych reżimów. Dzwonią do niej ludzie i wyrażają swoje opinie. W programach dyskutują ze sobą różne strony sporu politycznego, liberałowie i fundamentaliści. Wcześniej czegoś takiego w świecie arabskim nie było - podkreśliła.

„Ta kłótnia może doprowadzić do wojny”

Końca konfliktu na razie nie widać. Cztery kraje arabskie, które stoją za kryzysem dyplomatycznym w Zatoce Perskiej, trwają przy swym stanowisku i ogłosiły w piątek listę „osób oraz instytucji terrorystycznych związanych według nich z Katarem, od którego żądają wycofania poparcia dla nich.

Katar ponownie odrzucił te oskarżenia i zapewnił w komunikacie ministra spraw zagranicznych Muhammada ibn Abd ar-Rahmana as-Saniego, że „nigdy nie spotkał się z takim nasileniem wrogości, nawet ze strony wrogich państw”.

O wygaszenie napięcie w regionie apelują europejscy politycy. – Istnieje niebezpieczeństwo, że ta kłótnia doprowadzi do wojny – ostrzegł szef niemieckiej dyplomacji Sigmar Gabriel w rozmowie z dziennikiem „Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung”. Jeśli czarny scenariusz się ziści, to konflikt z pewności przekroczy granice Półwyspu Arabskiego, a ceny ropy znów mogą dramatycznie poszybować do góry.

źródło:
Zobacz więcej