Wybory 2020

PKW: Andrzej Duda: 43,50, Rafał Trzaskowski: 30,46

„Ojciec Rydzyk dla lemingów”. Kim jest ksiądz Sowa?

– Uważam, że granicy partyjnego zaangażowania nie przekraczam. Być może jestem na jej obrzeżu, może nawet po niej chodzę. Ale wszystko po to, żeby powiedzieć: przykro mi, PiS nie ma monopolu na reprezentowanie Kościoła – tak mówił w 2015 roku w wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego” po tym, jak był uczestnikiem i koncelebrantem mszy św. w intencji Bronisława Komorowskiego.

W tekście Tomasza Krzyżaka „Sowa i przyjaciele” opublikowanym w „Rzeczpospolitej” w sierpniu 2015 roku można przeczytać, że ksiądz Kazimierz Sowa niemal od początku kapłaństwa nie stronił od świata ludzi mediów, biznesu i polityki. Nazywany jest ojcem Rydzykiem dla lemingów.

Często pokazuje się bez sutanny a nawet bez koloratki. Ten brak stroju duchownego jest powodem wielu donosów do krakowskiej kurii. Gdy się do niego dzwoni, odbiera i mówi: „Dzień dobry, Kazek Sowa”. Często pojawia się w mediach i chętnie zabiera głos nie tylko w sprawach wiary czy Kościoła, ale też polityki i spraw bieżących. Monika Olejnik i Tomasz Lis to dziennikarze, z którymi Sowa utrzymuje dosyć bliskie relacje. Ma opinię księdza, który sympatyzuje z dziennikarzami, ale głównie tymi bliżej lewej strony sceny politycznej.

Ks. Sowa, Petru, Graś, Janicki... Kolejne taśmy prawdy ujrzały światło dzienne

„Niedługo ciekawe informacje o Ryśku się ukażą… prezes, przewodniczący rady nadzorczej PKP”. Co o Ryszardzie Petru wiedział ks. Kazimierz Sowa?...

zobacz więcej

„Granicy partyjnego zaangażowania nie przekraczam”

Wśród jego przyjaciół można znaleźć także polityków z różnych ugrupowań, ale większość to członkowie PO. Udziela im ślubów, chrzci dzieci. Szanuje Jarosława Kaczyńskiego, ale potrafi krytycznie wypowiedzieć się na temat PiS-u. Tak jak w wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego”, w którym odpierał ataki na swoją osobę po tym, jak wziął udział w mszy w intencji Bronisława Komorowskiego.

– Uważam, że granicy partyjnego zaangażowania nie przekraczam. Być może jestem na jej obrzeżu, może nawet po niej chodzę. Ale wszystko po to, żeby powiedzieć: przykro mi, PiS nie ma monopolu na reprezentowanie Kościoła – mówił. Dodał wówczas, że „choćbyś nie wiem jak skrupulatnie kontrolował to, co robię i mówię, nie znajdziesz ani jednego momentu, w którym stojąc przy ołtarzu zrobiłbym choć aluzję do tego, na kogo należy głosować”. Gdy Komorowski przegrał wybory, ks. Sowa nie ukrywał, że było to dla niego szokiem.

Ks. Sowa o „Gazecie Polskiej”: nie polemizować, zniszczyć

Zamieszczamy fragmenty rozmów nagranych 7.02.2014 r. w restauracji „Sowa i przyjaciele”, dzień po publikacji „Faktu” nt. odbywającej się tam...

zobacz więcej

To nie on miał być księdzem

Pochodzi ze wsi Bobrek między Libiążem a Oświęcimiem. Ma dwóch braci, Marka i Andrzeja. Ten pierwszy miał być księdzem, ale został samorządowcem i politykiem, ten drugi został biznesmenem. Wpływ na wybór drogi przyszłego księdza Sowy miał miejscowy proboszcz, ks. Stefan Wyszogrodzki. – Nasz proboszcz był zaprzeczeniem wiejskiego proboszcza. Był bardzo nowoczesny, otwarty, o bardzo zdrowej i niezdewociałej pobożności. Poza tym był typem superorganizatora i mistrza samodyscypliny. Często go z bratem wspominamy. Bo wiadomo, jak się jest chłopakiem, to największą formą pobożności jest bycie ministrantem, a nasza ministrantura przypominała troszkę małe ćwiczenia szkolno-bojowe. Wszyscy stali na baczność, równo, od największego do najmniejszego. Ale mimo tego rygoru ksiądz Stefan dawał nam coś więcej niż dom i szkoła – opowiadał w jednym z wywiadów sam ks. Sowa.

W 1984 wstąpił do seminarium duchownego w Krakowie, choć wcześniej złożył papiery na prawo na UJ. Wykładowcami Sowy byli m.in. ks. Józef Tischner, ks. Tadeusz Pieronek czy kard. Kazimierz Nycz, który był opiekunem jego rocznika. To dzięki niemu nie wyleciał z seminarium, gdy kolportował bibułę wśród kleryków. Po święceniach w 1990 zaczął pracę w mediach. Jego teksty ukazywały się w „Czasie Krakowskim" i „Gościu Niedzielnym". W 1995 roku zaczął pracować w Radiu Mariackim i robił studia podyplomowe z dziennikarstwa na UW. To właśnie w połowie lat 90. zaczął chodzić bez koloratki i sutanny, bo jak tłumaczył, to przeszkadzało mu w pracy dziennikarskiej. – Mogłem biegać po konferencjach prasowych w koloratce, ale to od razu zupełnie inaczej ustawiało moje relacje z rozmówcami – wyjaśniał w wywiadzie.

Ksiądz Sowa z bratem (fot. arch.PAP/Jacek Bednarczyk)

Ks. Sowa: „Grad skończy ostatecznie na szefie Tauronu”

Fragmenty rozmów nagranych 7.02.2014 r. w restauracji „Sowa i przyjaciele”, dzień po publikacji „Faktu” nt. odbywającej się tam imprezy urodzinowej...

zobacz więcej

Radio i telewizja

Gdy został prezesem radia Plus, które miało być w założeniu łagodniejszą wersją Radia Maryja, pracowali u niego m.in. bracia Jacek i Michał Karnowscy, Beata Tadla, Piotr Gursztyn, Tomasz Terlikowski. To wtedy Sowa zaczyna bywać na salonach. Zaprzyjaźnia się z Tomaszem Arabskim czy Wiesławem Walendziakiem. Gdy radio zaczęło mieć kłopoty, Sowa bez zgody episkopatu sprzedał znak towarowy i 80 proc. udziałów w Radiu Plus platformie Ad-point, należącej do koncernu CR Media, kojarzonej z Włodzimierzem Czarzastym. Radio Plus upadło w atmosferze skandalu, a w 2005 roku Sowa przestał być prezesem spółki. Nie spotkała go jednak ze strony episkopatu żadna kara. Sukcesem nie była też stacja telewizyjna Religia.tv, która przerwała swoje produkcje jesienią 2012 roku.

Nigdy nie krył swoich sympatii politycznych, nie stronił od komentowania tej dziedziny życia. Mówił, że partią jego marzeń jest PO. Z politykami tego ugrupowania jeździł na rekolekcje oraz pielgrzymki do Watykanu. – Jestem od wielu lat pod wrażeniem stylu polityki w wykonaniu premiera Tuska. To właśnie on pokazał, że nie będzie tolerował wśród członków PO i współpracowników zachowań wątpliwych moralnie, nawet jeśli nie mają znamion prawnych nadużyć. Poradził sobie z największą bolączką polskiej polityki – z kolesiostwem, z »mordo ty moja«, z partykularnymi interesami politycznej grupy. Proszę pamiętać, że Platforma ma teraz w rękach niemal całą władzę. Politycy PO są więc szczególnie narażeni na pokuszenie, muszą sobie częściej zadawać pytania etyczne, nie mogą uśpić swojego sumienia – pisał na łamach partyjnego pisma.

„Kazek nigdy nie pracował w normalnym duszpasterstwie”

Na jego Facebooku pojawiały się takie wpisy jak ten: „Ależ to dzicz jednak ci PISowcy! Wstyd to mało. I niech mi nikt nie pisze, że za mocno, że obrażam, że nie przystoi. Po prostu mali, mściwi ludzie, którzy – oby – już nigdy Polską nie rządzili". Za te słowa przeprosił, a kilka miesięcy przed ostatnimi wyborami stwierdził, że gdy PiS dojdzie do władzy, nie będzie to koniec świata. „Zmiana będzie po prostu” – stwierdził.

Sympatii do PO nigdy nie porzucił. Jak wynika z tekstu Krzyżaka, ks. Sowa bardziej ceni sobie relacje osobiste, towarzyskie niż politykę. Ta jest dla niego drugorzędna. „Z Kazkiem jest taki problem, że on nigdy nie pracował w normalnym duszpasterstwie, nigdy nie był wikarym, proboszczem. Zawsze obracał się w specyficznych środowiskach. Wydawało mu się, że można zrobić duszpasterstwo w partii politycznej. Może chciał brać przykład z Tischnera, który swego czasu był kapelanem „Solidarności". Ale Kazkowi po prostu nie wyszło. Dziś wije się jak wąż i tłumaczy, że u wizytek wcale nie było tak, jak pokazały to media. I on z tego wyjdzie obronną ręką. Ja go znam. On nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Nawet jeśli kardynał wysłałby go na misje – w co wątpię – to w Polsce i tak o nim usłyszymy – tłumaczy w artykule jeden z krakowskich księży.

źródło:
Zobacz więcej