RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

„A co, jak w bagażu będzie bomba?”. Kosztowny żart na warszawskim lotnisku

Dowcipniś zapłacił 1000 złotych mandatu i nie wsiadł do samolotu. – Żart powinien być śmieszny – mówią policjanci.

Alarm bombowy na lotnisku w Genewie okazał się „żartem”

Biuro Prokuratora w Genewie potwierdziło, że po alarmie bombowym został aresztowany mężczyzna, a samolot rosyjskiego przewoźnika – Aerofłotu –...

zobacz więcej

We wtorek podczas odprawy na warszawskim lotnisku Chopina jeden z pasażerów wybierających się do Londynu pozwolił sobie na żart, który obsłudze portu nie wydał się śmieszny, tylko groźny. Mężczyzna nadając bagaż zapytał bowiem pracownika lotniska: „A co, jak w bagażu będzie bomba?”. Dopytywany, czy w torbie jest coś, co może stwarzać zagrożenie, odpowiedział tylko, że raczej nie. I nie wdając się w wyjaśnienia odszedł. Ale problem pozostał. Obsługa lotniska, wyczulona na wszelkie podejrzane sytuacje, poinformowała o zdarzeniu policjantów. Na miejsce wezwano pirotechników. Odszukano właściciela bagażu. Ten - widząc, że robi się gorąco, a funkcjonariusze sprawę traktują poważnie - zaczął wyjaśniać, iż był to głupi żart. Tyle, że nikogo oprócz niego nie rozbawił.

Po pirotechnicznym sprawdzeniu bagażu mężczyzna został ukarany dwoma mandatami po 500 złotych za bezprawne wywołanie alarmu oraz zakłócanie pracy personelu lotniska. To nie koniec jego kłopotów. Przedstawiciel linii lotniczych zdecydował, że nie wpuści go na pokład samolotu.

źródło:
Zobacz więcej