Śmierć setek dzieci mało kogo obchodzi, bo są daleko. Tragiczna twarz syryjskiej wojny

Katarzyna Chojnowska aktualizacja: 16:35 wyślijdrukuj
fot
Zamiast filmować zaczęli pomagać rannym (fot. fb/CRGV Ciudad Bolivar)

W 2016 roku co najmniej 652 dzieci zostało zabitych, w tym 255 spośród nich zginęło w szkołach lub w ich pobliżu. Ponad 850 dzieci zostało wcielonych do grup zbrojnych. Najbardziej charakterystyczne fotografie obrazujące syryjski konflikt, zdjęcia, które stały się symbolami, to właśnie te z udziałem najmłodszych.

Wyjące klaksony płonących samochodów, poskręcanych tak, że markę trudno rozpoznać i krzyki przerażonych dzieci. Chmura pyłu i ciała porozrzucane na przestrzeni kilku metrów. Biegające, zdezorientowane maluchy z krwią na przerażonych twarzach i dorośli szukający tych, które jeszcze dają oznaki życia – tak wyglądały pierwsze minuty po bombardowaniu konwoju w Syrii. Zginęło 69 dzieci.

– Słowa nie potrafią opisać tego, co się stało. Stałem obok samochodu, z którego rozdawane były posiłki dzieciom. Byłem zaledwie kilka metrów obok, gdy nastąpił wybuch. Mój aparat upadł na ziemię, ja poleciałem kilka metrów do tyłu – opowiada Abd Alkader Habak, jeden z reporterów, który był na miejscu.


Na miejscu było kilku reporterów. Mieli robić zdjęcia uchodźcom uciekającym z Syrii. Część z nich zostawiła swój sprzęt i zamiast filmować zaczęli pomagać rannym. Aparat, który miał przy sobie Abd Alkader Habak nadal robił zdjęcia, gdy on wynosił jedną z ofiar. – Spojrzałem na jego twarz i zobaczyłem, że nadal oddycha. Podniosłem go i zacząłem biec w stronę karetki. Nie wiem, co się z nim stało – wspomina.

Scenę zarejestrował inny dziennikarz – Muhammad Alrageb.

Najpierw sam wynosił rannych, później zaczął robić zdjęcia. – Chciałem udokumentować wszystko, żeby mieć pewność, że ktoś kiedyś za to odpowie. Byłem dumny z młodego dziennikarza, który ruszył z pomocą – mówił reporterom CNN Alrageb.
Zdjęcia, które miały coś zmienić

Konflikt w Syrii trwa od niemal siedmiu lat, dwa lata temu przestał być „kolejnym konfliktem” i uzyskał twarz dziecka, Alana Kurdi, „chłopca z plaży”. To jego ciało morze wyrzuciło na brzeg w tureckim kurorcie Bodrum. Zdjęcie małego chłopca leżącego bezwładnie z twarzą w piasku obiegło cały świat.

Trzylatek uciekał z rodziną z Syrii. 500 metrów od brzegu łódź, na której się znajdowali, zaczęła nabierać wody. – Dłonie dzieci wymsknęły mi się z rąk, chcieliśmy wydostać się z łodzi, ale zabrakło powietrza. Wszyscy starali się uciec, nie mogłem nic zrobić, żeby żona i dzieci usłyszały mój głos – opowiadał ojciec chłopca, jedyny, który przeżył. Alan stał się symbolem ucieczki z opanowanej wojną Syrii. A Omran Daqneesh stał się symbolem samego konfliktu.

Zakrwawiona twarz i strach w oczach – tak wyglądał 5-letni chłopiec, który cudem przeżył bombardowanie w Aleppo. Zdjęcie oraz film z akcji ratunkowe opublikowała organizacja pozarządowa Aleppo Media Center.


Wymowne jest zachowanie rannego dziecka, które jest na tyle oszołomione, że nawet nie płacze, tylko przeciera co jakiś czas brudną od kurzu i krwi twarz. To wtedy zaczęto powtarzać stwierdzenie, że w Syrii „dzieci już nawet nie płaczą”.

Jednak żadnemu zdjęciu z Syrii, bez względu na to, jak są drastyczne, nie udało się tak mocno wbić w świadomość ludziom z Zachodu, jak to, które 45 lat temu młody fotoreporter Nicki Ut. zrobił słynnej „napalm girl”. Pod naciskiem poruszonej opinii publicznej przerwano wtedy jedną z największych i najkrwawszych militarnych interwencji zbrojnych w historii Stanów Zjednoczonych Ameryki – wojnę w Wietnamie.
Nowe czasy, nowe medium

„Proszę, niech ktoś nas uratuje”, „Aleppo teraz. Jesteśmy tacy przerażeni. Módlcie się za nas”, „Jesteśmy bombardowani, jeżeli zginę pamiętajcie, że jest nas tu jeszcze 200 tysięcy” – to pisała na Twitterze siedmiolatka z Aleppo. Przekazywała to, co dzieje się w jej oblężonym mieście.

„Nie mamy domu, jest w gruzach, omal nie zginęłam” – napisała m.in. Bana Alabed. Jej dramatyczne relacje o wojnie widzianej oczami dziecka śledzi ponad 360 tys. osób.

W grudniu dziewczynka została ewakuowana z Aleppo. Obecnie żyje z rodziną w Turcji. I nadal tweetuje. W rozmowie z BBC matka Bany powiedziała, że jej córka chce, by „świat usłyszał jej głos” i pomógł.

– Co możemy zrobić, by wam pomóc? – pytał młodą Syryjkę dziennikarz TVN24 podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. – Módlcie się za nas – odpowiedziała. Ta Syryjka to Rita. Jedna z pięciorga szczęśliwców z Aleppo, którym udało się dotrzeć latem do Polski. A film z tym nagraniem zrobił furorę w sieci.

Kilka miesięcy później, dwudziestoletnią już dziewczynę odwiedził Dariusz Malejonek, który ruszył z misją do Aleppo.
Dzieci giną tam, tu docierają dorośli

„W 2016 roku co najmniej 652 dzieci zostało zabitych, w tym 255 zginęło w szkołach lub w ich pobliżu. Ponad 850 dzieci zostało wcielonych do grup zbrojnych” – informuje UNICEF.

– Syryjskie dzieci są bardzo odważne. Wiele z nich przekroczyło linię frontu tylko po to, aby przystąpić do szkolnych egzaminów. Chcą się uczyć nawet w podziemnych szkołach – przekonuje Geert Cappelaere, dyrektor UNICEF ds. Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej.

„Ponad 2,3 mln syryjskich dzieci uchodźców żyje teraz w Turcji, Libanie, Jordanii, Egipcie i Iraku” – informuje UNICEF.

Tymczasem w połowie 2015 roku okazało się, że trzy czwarte uchodźców, którzy przybyli do Europy, stanową mężczyźni. W kolejnym roku ten trend zaczął się odwracać. W 2016 – dzieci stanowiły 60 procent nowo przybyłych uchodźców.

Wybrane dla Ciebie