TYLKO U NAS

Wybuch miny urwał mu nogi. Weteran przebiegł 250 km po Saharze

aktualizacja: 12:30 wyślijdrukuj
fot
Duncan Slater ukończył morderczy Maraton Piasków (fot. FB/Walking With The Wounded)

Chcieć to móc. Brytyjski weteran wojny w Afganistanie Duncan Slater stracił nogi w wyniku eksplozji miny, mimo to pokonał jeden z najtrudniejszych biegów na świecie – rozgrywany na Saharze Maraton Piasków. Zawodnicy mają do pokonania aż 250 km w temperaturze sięgającej 50 stopni Celsjusza.

Sierżant Slater służył w Afganistanie jako podoficer Królewskich Sił Lotniczych (RAF). W 2009 roku został ciężko ranny gdy pod wozem, którym jechał wybuchł improwizowany ładunek wybuchowy.

Anglik doznał straszliwych obrażeń całego ciała. Miał liczne złamania – jeżeli chodzi o kończyny jedynie prawe ramię było całe. Po roku lekarze zdecydowali, że niezbędna jest amputacja nóg, dzięki temu Slater mógłby się poruszać bez bólu.

Zaangażował się w pomoc innym

Po długiej rehabilitacji weteran zaangażował się w działalność charytatywną. Zbiera pieniądze na leczenie i pomoc dla innych żołnierzy, którzy odnieśli rany podczas misji wojskowych lub doznali urazów psychicznych.

Slater zaangażował się w działalność organizacji Walking With The Wounded. W jej ramach zaczął startować w zawodach biegowych, żeby zbierać pieniądze i wlewać nadzieję w serca poszkodowanych. – Chcę, żeby wiedzieli, że jest życie poza obrażeniami – wyjaśnił cytowany przez BBC. Jego osiągnięcia są imponujące. W 2013 roku pobiegł na nartach na Biegun Południowy, stając się pierwszym niepełnosprawnym, który tego dokonał. Na co dzień odwiedza szkoły i uczelnie opowiadając swoją historie i zwraca uwagę na problemy weteranów.
Anglik postawił sobie za cel ukończenie morderczego Maratonu Piasków, ekstremalnie trudnego biegu rozgrywanego na Saharze. W ciągu sześciu dni zawodnicy mają do pokonania aż 250 km w temperaturze nawet 50 stopni Celsjusza.

Zawody na Pustyni w Maroku po raz pierwszy zorganizowano w 1986 roku z myślą o miłośnikach ekstremalnych wyzwań. Na pomysł wpadł francuz Patrick Bauer, który w 1984 samotnie przeszedł po Saharze 350 km w 12 dni i stwierdził, że to idealne warunki dla ultramaratonu.

Ryzyko odwodnienia

Biegacze zmagają się nie tylko z dystansem czy wysoka temperaturą. Czyha na nich także odwodnienie, do tego muszą sami dźwigać kilkunastokilogramowe zapasy, łącznie z namiotami. Te są niezbędne, ponieważ w nocy temperatura spada nawet poniżej zera.

Warto przyjrzeć się liczbom, żeby ocenić jak wielkie jest wyzwanie. Najdłuższy etap Marathon des Sables liczy około 80 km i jest rozgrywany w przeciągu dwóch dni, także w nocy. Przyjemność taka kosztuje 5 tys. euro do tego trzeba doliczyć koszty przelotu i inne. Lista chętnych jest tak duża, że zapisy są przyjmowane na trzy lata do przodu.
Anglik wygrał walkę z najtrudniejszym maratonem na Ziemi (fot. FB/Walking With The Wounded)
Liczba uczestników jest limitowana do około tysiąca. Nad ich bezpieczeństwem czuwa około 50 lekarzy, mimo to zdarzają się przypadki śmiertelne. Do 2013 na trasie zmarły trzy osoby. Najczęstszą przyczyną śmierci jest odwodnienie, mimo że przed każdym etapem zawodnicy otrzymują nawet 10 litrów wody.

Zawiódł sprzęt

Slater z miasta Scole w hrabstwie Norfolk już w ubiegłym roku wystartował w tym ultramaratonie, ale nie zdołał dobiec do mety. Wycofał się czwartego dnia podczas najdłuższego etapu liczącego 81,5 kilometra. Organizm wytrzymał, ale zawiódł sprzęt.

– Niestety, uszkodzenia moich protez okazały się tak duże, że musiałem się wycofać – wyjaśnił 38-latek. – Ostatni rok spędziłem z włoskimi inżynierami pracując nad nowymi wytrzymalszymi protezami, które także poprawiają osiągi – opowiadał.

Praca przyniosła efekt. W niedzielę Anglik ukończył Maraton Piasków. Weteran biegł w parze z kolegą, z którym służył w Afganistanie Chrisem Moore’em.

Historyczny wyczyn

„Duncan Slater zrobił to. Ukończył Marathon des Sables stając się pierwszą historii osobą z podwójną amputacją nóg, która tego pokonała to brutalne wyzwanie. Osiągniecie Duncana jest niesamowite – to dowód, że wszystko jest możliwe, jeżeli się do tego odpowiednio przyłoży” – napisała na Instagramie organizacja Walking With The Wounded.
– Mam ogromną nadzieję, że moje wysiłki zainspirują innych poszkodowanych, rannych i chorych ze wspólnoty wojskowej i nie tylko, żeby nie chowali się ze swoimi problemami, tylko poprosili o pomoc. Świat nie kończy się na urazie – powiedział na mecie Slater.

Weteran miał problemy na trasie. Fundacja, dla której zbiera pieniądze wskazała, że w miniony czwartek – trzeciego dnia zawodów – zmagał się „ciężkim odwodnieniem”. Zaś ostatniego dnia wyruszył na trasę o pustym żołądku „Ostatni dzień zaczął się dramatycznie, ale porażka nie wchodziła w rachubę” – zaznaczono.

Pierwsze podium

Slater, który zebrał około 20 tys. funtów (ok. 100 tys. zł) na cele charytatywne, nie jest jedynym brytyjskim żołnierzem biorącym udział w tym ultramaratonie. Kapitalne trzecie miejsce zajął kapitan Thomas Evans. Miejsce Walijczyka jest najlepszym w historii startów Brytyjczyków w tych zawodach.



– Wyczyn tego żołnierza jest niesamowity. Oczywiście, przeszedł szkolenie wojskowe, ale nawet nie jestem sobie w stanie wyobrazić jak mocno się wycierpiał – mówi portalowi tvp.info polski ultramaratończyk Robert Sadowski, który w 2014 roku ukończył Marathon des Sables.

– Przebiegnięcie tego maratonu jest nadludzkim wysiłkiem nawet dla zaprawionych biegaczy. Widziałem zdrowych ludzi, dobrze przygotowanych pod względem fizycznym, którzy wycofywali się na trasie, albo prosili o kroplówki, a druga kroplówka oznacza automatyczne wycofanie zawodnika. Odwodnienie, ogromny wysiłek – nawet najwięksi twardziele wymiękają – wspomina.
Nie ma ucieczki przed piaskiem

Sadowski przyznaje, że utrudnień na trasie jest co niemiara. – Przede wszystkim jest wszechobecny piasek, który wdziera się wszędzie, do tego nogi w nim grzęzną. Są też etapy kamieniste, na których łatwo się przewrócić i mocno poranić – opowiada biegacz, który w maju wystartuje w maratonie na Mount Everest.

– Maraton Piasków to zresztą nie tylko bieganie czy trekking, ale także wspinaczka. W edycji, w której ja startowałem trzeba było wspinać się pod kilkusetmetrowe góry. W skałę były wbite łańcuchy jak na Orlej Perci i trzeba było się podciągać. Widoki były powalające, ale jeżeli Slater tego dokonał – czapki z głów – podkreśla.

Bez ketonalu ani rusz

– Te zawody noszą nazwę Maraton Piasków, ale ja bym go raczej nazwał maratonem bólu. Boli wszystko – nogi, ręce, plecy. Obciążenie kręgosłupa jest tak ogromne, że zawodnicy przed kolejnym etapem biorą ketonal, bez tego nie daliby rady – przyznaje Sadowski.

– Jak wielkie to wyzwanie niech świadczy fakt, że kilka tygodni po zawodach – gdy odbyło się spotkanie uczestników, żony wielu z nich opowiadały, iż mężowie już po powrocie do domu dalej śpią w śpiworze na podłodze. Ja sam pamiętam, że jeszcze miesiąc po maratonie, gdy już byłem w Polsce, mój umysł nadal błąkał się po bezkresnej pustyni – wspomina.

Hołd weteranowi złożyli na Twitterze książę Cambridge William i jego żona księżna Kate. „Ukończenie Maratonu Piasków to niezwykłe osiągniecie. Duncan jest ogromną inspiracją” – przyznała brytyjska para książęca.

Wybrane dla Ciebie