RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

„Masa” pogrąży byłego senatora? Show skruszonego gangstera przed sądem

– Uciszyłem dziennikarza – tak według Jarosława Sokołowskiego ps. Masa, Aleksander Gawronik miał się przechwalać pod koniec lat 90. Dla krakowskiej prokuratury to poszlaka mająca wiązać byłego senatora z zabójstwem dziennikarza Jarosława Ziętary. Świadek koronny-celebryta zeznawał w świetle kamer przez półtorej godziny. Obrona próbowała wykazać, że nie można mówić, aby był do końca wiarygodny, skoro o rzekomych słowach byłego senatora przypomniał sobie po latach od zostanie koronnym.

Proces ws. śmierci Ziętary. „Masa” zdradzi, co mówił mu Gawronik

Jarosław Sokołowski ps. Masa, świadek koronny i autor wspomnień o mafii w Polsce, będzie zeznawać w czwartek przed sądem w procesie o zabójstwo...

zobacz więcej

Jarosław Sokołowski ps. Masa zeznawał w czwartek przed poznańskim sądem ws. zabójstwa dziennikarza Jarosława Ziętary. Jego pojawienie się w sądzie przyciągnęło wielu przedstawicieli mediów. Rozprawa odbyła się w świetle kamer.

Co ciekawe, „Masa”, który swoim zachowaniem i ostrym językiem bryluje w mediach społecznościowych, przyznawał po procesie, że czuł się w takich warunkach nieswojo. – Zeznawałem setki razy, ale nigdy w obecności mediów. To było trochę dziwne – stwierdził w rozmowie z portalem tvp.info.

Przed sądem Sokołowski opowiadał o swojej znajomości z Aleksandrem Gawronikiem i wielkich planach biznesowych, jakie były senator roztoczył przed pruszkowskim gangsterem. Panowie mieli się polubić do tego stopnia, że Gawronik pojawiał się w domu partnera w interesach.

Bez szczegółów

To właśnie podczas jednego z takich spotkań, eks-senator opowiadając o swoich możliwościach miał stwierdzić: „Uciszyłem dziennikarza”. Nie podał jednak nazwiska, a „Masa”, twierdził po latach, że wziął słowa gościa za przejaw mitomanii. Miał sobie o nich przypomnieć, gdy w 2015 roku przesłuchali go krakowscy śledczy badający sprawę zaginięcia i zamordowania Jarosława Ziętary.

Po przesłuchaniu „Masy”, Aleksander Gawronik nie zaprzeczał znajomości z byłym już gangsterem. Przekonywał jednak, że nigdy nie prowadził z nim żadnej firmy, o której świadek tak chętnie odpowiada od lat.

E-mafia, czyli Facebook i pozew zamiast bejsbola i rewolweru. „Masa” specjalne dla tvp.info

Były gangster, a obecnie świadek koronny w sprawie mafii pruszkowskiej, Jarosław Sokołowski ps. Masa jest pierwszym „skruszonym”, który uruchomił...

zobacz więcej

Po szczeblach mafijnej kariery

Jarosław Sokołowski to były kapitan mafii pruszkowskiej. Przestępcze szlify zdobywał w podwarszawskiej bandzie Ireneusza P. ps. Barabasz. Na przełomie lat 80. i 90. związał się powstającą grupą przestępczą z okolic Pruszkowa. Po upadku PRL banda wyrosła na najsilniejszą organizację przestępczą w Polsce – nazywaną potocznie „Pruszkowem”. „Masa” opowiadał, że pierwsze „duże pieniądze z przestępstw zarobił na okradaniu ciężarówek ze spirytusem i papierosami”.

W grupie pruszkowskiej Sokołowski miał odpowiednik „kapitana”. Podlegał bezpośrednio zarządowi gangu, ale sam też kierował swoja podgrupą i kontrolował kilka innych mniejszych gangów. Podlegali mu przede wszystkim tzw. silnoręcy, czyli bandyci wykorzystywani do rozwiązywania spraw siłowych.

Przez większość bandyckiej kariery był bliskim współpracownikiem Andrzeja Kolikowskiego, ps. „Pershing”. Co ciekawe, już od połowy lat 90. był tajnym współpracownikiem policji. Miał opowiadać głównie o konkurentach „Pruszkowa”, ale ponoć ujawnił także kulisy działania swoich kompanów i zwierzchników. Prawda o tym ujrzała światło dzienne dopiero po tym, gdy został świadkiem koronnym.

Odwrócony

Pod koniec grudnia 1999 roku Sokołowski został zatrzymany w Korbielowie pod zarzutem wymuszenia haraczu. „Masa” ukrywał się tam po śmierci „Pershinga” zastrzelonego na polecenie zarządu „Pruszkowa”. Gangsterska dintojra wydała podobny wyrok i na niego. Między innymi z tego powodu w areszcie zdecydował się zostać świadkiem koronnym i w 2000 roku pogrążyć byłych towarzyszy.

– Jak zaczęli grozić rodzinie, to powiedziałem adwokatowi, aby dzwonił do prokuratury, że chcę zeznawać. Jak się prokurator o tym dowiedział, to tak podskoczył z radości, że mało co żyrandola nie zerwał. Gdy prokurator jechał po mnie do aresztu, to się pożegnał z rodziną – mówił w wywiadzie dla „Życia Warszawy” w 2005 roku

Sam Sokołowski twierdził, że zeznawał przeciwko 1000 przestępcom. Pewne jest, że za jego sprawą na wiele lat skutecznie rozbito mafię pruszkowską.

„Masa” w „GPC”: otoczenie Wałęsy wzięło pieniądze za ułaskawienie „Słowika”

– Wałęsa chodził po Belwederze, widział nas grających z ochroną w ping-ponga i niby na nas prychał. Ale to były żarty; mieliśmy tam układy i...

zobacz więcej

Gangster-biznesmen

„Masa” był jednym z najbardziej medialnych gangsterów lat 90. W przeciwieństwie do większości „Pruszkowiaków” lubił pokazywać się publicznie w znanych miejscach. Regularnie pojawiał się na meczach pruszkowskiej drużyny koszykówki. W drugiej połowie lat 90. stał się współwłaścicielem jednej z najpopularniejszych stołecznych dyskotek – „Planeta” na warszawskiej Woli. Pojawili się tam m.in. słynny amerykański koszykarz Dennis Rodman czy muzycy Modern Talking. W lokalu odbyły się także pierwsze w Polsce targi erotyczne.

Po tym jak został świadkiem koronnym w jednym z wywiadów przekonywał, że przeszedł transformację. – Walczę z mafią i łobuzami. Tak mi to weszło w krew, że czuję się jak funkcjonariusz. Najchętniej pracowałbym jako policjant i tępił bandziorów. Jak ja bym się wykazywał, gdybym dostał blachę i broń. Nawet pensji bym za to nie brał – przekonywał.

– Ja tak znienawidziłem świat przestępczy, że walczę z nim ze wszystkich sił. Jak widzę oprychów na mieście, to żona musi mnie trzymać, bym się do nich nie wyrwał. Ile razy zakapowałem kierowcę tira, bo za szybko jechał, albo jakiegoś pijaka za kółkiem! – chwalił się Sokołowski.

Mimo to po latach niektórzy inni skruszeni przestępcy przekonywali, że już jako świadek koronny „Masa” miał popełniać kolejne przestępstwa. Przez kilka ostatnich lat nie przedstawiono mu jednak żadnego zarzutu. Tak jak nie udało się udowodnić, że to on stoi za zabójstwem swego przyjaciela „Kiełbasy”, co przez lata starali się dowieść obrońcy pruszkowskich mafiosów.

„Masa” rekinem biznesu, ma już miliony

Jarosław Sokołowski, pseudonim „Masa", należący w latach 90. do mafii pruszkowskiej, inwestuje w różne branże i sukcesywnie pomnaża swój majątek....

zobacz więcej

Osobliwy celebryta

O „Masie” zrobiło się głośno, gdy na początku 2014 roku ukazał się wywiad-rzeka, w którym opowiadał Arturowi Górskiemu o kobietach polskiej mafii. Później ten sam duet wydał książki o pieniądzach i porachunkach półświatka. W listopadzie ma się ukazać czwarta publikacja, tym razem poświęcona bossom, zapewne także stanie się bestsellerem.

Ogromna popularność wspomnianych książek doprowadziła do tego, że świadek koronny, który pogrążył gang pruszkowski, stał się swoistym celebrytą. Od znanych twarzy z tzw. ścianki czy portali plotkarskich różni się tym, że zawsze występuje w kominiarce.

Sokołowski jako pierwszy polski „skruszony” założył na Facebooku swój fanpage. W rozmowie z portalem tvp.info wyjaśnił, że to jego sposób na obronę dobrego imienia.

– Ja na swoim fanpage’u tylko bronię się przed oszczerstwami. Nigdy, przez 15 lat mojej kariery świadka koronnego, żaden sąd nie udowodnił mi kłamstwa i nigdzie się nie minąłem z prawdą. Owszem, nie wszystkie procesy zakończyły się skazaniem, ale w moich głównych sprawach, gdy byłem głównym świadkiem, wszędzie tam zapadły wyroki skazujące – podkreślił Sokołowski.

źródło:
Zobacz więcej