RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

10 lat przychodził do pracy i tylko odbijał kartę. Pobierał pensję dyrektora

Dyrektor tłumaczył, że jego działania były poufne (fot. pixabay.com/Matham315)

Dyrektor archiwum miejskiego w Walencji został przyłapany na oszukiwaniu urzędu, do którego od dziesięciu lat przychodził, lecz nie pracował. Urzędnik pojawiał się tylko, aby zarejestrować się w elektronicznym spisie obecności – poinformował dziennik „El Mundo”. Mężczyźnie grozi zwolnienie ze stanowiska oraz kara grzywny.

Rzymscy kierowcy gremialnie ozdrowieli. „Tego nie było nawet w Lourdes”

Przypadki cudownego uzdrowienia w zakładach komunikacji miejskiej w Rzymie. Dziesiątki kierowców autobusów, którzy przebywali na permanentnych...

zobacz więcej

Dziennikarze na podstawie rozmów z pracownikami urzędu i dzięki analizie listy obecności stwierdzili, że mężczyzna, choć figuruje wśród zatrudnionych, nigdy nie pracował w archiwum miejskim w Walencji. Nie zna go żaden z pracowników urzędu, a lista zadań wykonanych przez dyrektora w ciągu ostatniej dekady jest pusta.

„Wśród zadań, jakie powinien realizować dyrektor archiwum, jest kontrola źródeł bibliograficznych, sprawowanie pieczy nad wystawami i analizowanie wszelkich publikacji ukazujących się w regionie, a także utrzymywanie stosunków z miejscowymi bibliotekami. Urzędnik nigdy żadnego z tych zadań nie wykonał – ustalił „El Mundo”.

Jak potwierdzili strażnicy archiwum miejskiego w Walencji, dyrektor pojawiał się codziennie na krótko przed 7.30, aby odbić w czytniku przy wejściu swoją legitymację, po czym wychodził. Wracał na krótko przed zamknięciem urzędu o 16, aby ponownie „odbić” elektroniczną kartę obecności.

„Nie mogę ujawnić, co robiłem”

Szef archiwum, którego roczna pensja przekracza 50 tys. euro, potwierdził, że od 10 lat nie pracował w budynku urzędu. Przyznał, że nigdy nie miał w nim też sekretarki ani komputera. Twierdzi natomiast, że wykonał wiele ważnych zadań poza siedzibą archiwum.

„Realizuję powierzone mi zadania poza terenem urzędu. Nie mogę ujawnić, co robiłem, kiedy byłem poza biurem, gdyż charakter mojej pracy jest poufny” – powiedział urzędnik.

Sprawa może w najbliższych dniach trafić do sądu. Prawnicy przypominają, że przed rokiem w podobnych okolicznościach skazano byłego urzędnika ratusza w Kadyksie. Mężczyzna odpowiedzialny za kontrolę robót budowlanych przez sześć lat nie pracował, choć podpisywał listę obecności. W lutym ubiegłego roku sąd skazał go na karę grzywny w wysokości 27 tys. euro.

źródło:

Zobacz więcej