Wspomnienie o Helenie Kmieć. „Jak dla mnie, już teraz jest świętą”

– To była taka osoba, która zawsze była uśmiechnięta. Było w niej coś takiego, czego opisać się nie da. Są takie osoby, z którymi po prostu chce się przebywać. Są takie osoby, które mobilizują – prowokują ku dobremu – tak wspominał zmarłą tragicznie w Boliwii Helenę Kmieć, ksiądz Piotr Filas, prowincjał polskich Salwatorianów.

„ŚDM to niesamowita energia. Żadne zdjęcie nie uchwyci w pełni tej radości”

– Udało mi się zrobić zdjęcie, które echem odbiło się w internecie. Jest na nim para francuskich wolontariuszy, dziewczyna i chłopak. Trzymają...

zobacz więcej

Helena Kmieć była członkiem Wspólnoty Wolontariatu Misyjnego „Salvator” z siedzibą w Trzebini, grupy młodych ludzi skupionych przy zgromadzeniu Salwatorianów, którym przewodzi ksiądz Piotr Filas. W wywiadzie dla TVP Info, wyraźnie poruszony ks. Filas, wspominał Helenę jako osobę o niespożytej energii i pozytywnym wpływie na otoczenie: – wtedy kiedy pojawiała się Helena, albo zadzwoniła, albo stanęła obok, albo napisała maila, to przychodziła taka pozytywna chęć, by w coś się zaangażować, żeby dać z siebie coś więcej – wspominał.

Tragiczna wiadomość

– Taką zapamiętałem Helenę. Osobę, która nie tylko tryskała energią, ale przede wszystkim miała w sobie takie wartości, które pociągały ku drugiemu człowiekowi, a przede wszystkim, pociągały ku Bogu – dodał prowincjał.

Ks. Filas był pierwszą osobą, która otrzymała tragiczne wieści z Boliwii: – Tak naprawdę pamiętam ten moment, kiedy przed południem, około godziny 11.00, zadzwonił na sekretariat telefon – wspomina ksiądz – kiedy usłyszałem, że w Boliwii, gdzie przebywają nasze wolontariuszki, zdarzyła się sytuacja tragiczna, i w wyniku tej sytuacji zginęła Helena, to ja sam z wrażenia usiadłem – dodał.

Wiedziała dla kogo żyje

Salwatorianin jest wdzięczny, że poznał i miał możliwość pracy z taką osobą jak Helena. Niedługo po otrzymaniu informacji o śmierci Heleny, ksiądz zalogował się na Facebooka i wszedł na jej profil. – Muszę powiedzieć, że ta dziewczyna, mnie jako księdza, wiele nauczyła – stwierdził – kiedy czytałem te słowa, że po drugiej stronie ktoś na nią czeka, zapisane zupełnie nie dawno, o ile dobrze pamiętam 6 września, kiedy patrzyłem na to zdjęcie, zachód słońca, to sobie uświadomiłem, że ta osoba, tak naprawdę, wiedziała dla kogo żyje – podkreślił.

– Ona spalała się całkowicie, ale wiedziała, że to życie ma sens wtedy, kiedy zrobi coś, z czego będzie usatysfakcjonowana – stwierdził.

„ŚDM to niesamowita energia. Żadne zdjęcie nie uchwyci w pełni tej radości”

– Udało mi się zrobić zdjęcie, które echem odbiło się w internecie. Jest na nim para francuskich wolontariuszy, dziewczyna i chłopak. Trzymają...

zobacz więcej

Paulina Prucińska, koleżanka Heleny z rodzimego Libiąża uważa ją za wzór: – Helenka, wszędzie gdzie się pojawiała wnosiła bardzo dużo radości, była bardzo ciepłą osobą. Dla mnie osobiście to taki wzór pokory i dobra. Jak dla mnie, już teraz jest świętą – podkreśliła.

Pracowita, oddana innym

Paulina wspomina Helenę jako osobę bardzo pracowitą i oddaną pomocy innym. Razem pracowały w swojej parafii przy organizacji Światowych Dni Młodzieży: – Helenka była przewodniczącą komitetu w tutejszej parafii, także wiele spraw było na jej głowie, takich organizacyjnych, trudnych. Zawsze do każdego problemu, do każdego człowieka podchodziła z wielka cierpliwością i wyrozumiałością – mówiła. – Była dla nas dużym wsparciem, taka ostoją spokoju – podkreśla koleżanka.

Wypełniła misję

Znajomym Heleny ciężko się pogodzić z jej nagłą śmiercią, jednak pewną pociechę znajdują w wierze: – Jest to dla nas bardzo trudne, ponieważ to nasza bliska koleżanka, natomiast mamy takie przekonanie, taką wiarę, że jest już w niebie i widocznie Bóg już uznał, że wypełniła swoja misję do końca – stwierdziła.

Helena Kmieć została ugodzona nożem, gdy napastnik wtargnął do ochronki dla dzieci przy placówce Zgromadzenia Sióstr Służebniczek w boliwijskiej Cochabambie. Choć natychmiast podjęto reanimację, dziewczyna zmarła na miejscu. W najbliższych dniach do Polski wróci druga z wolontariuszek Anita Szuwald. Wolontariuszki przybyły do Cochabamby 8 stycznia i miały tam przebywać pół roku.
 

źródło:
Zobacz więcej