Wybory 2020

Jak głosować w wyborach prezydenckich [PORADNIK]

„Publikacja zbioru zastrzeżonego nie przewróci do góry nogami życia publicznego”

IPN udostępnił dokumenty z tw. zbioru zastrzeżonego (fot. arch.PAP/Adam Warżawa)

– Najważniejsze, że żadna podłość nie pozostaje ukryta na zawsze – powiedział w rozmowie z portalem tvp.info Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny tygodnika „Gazeta Polska” oraz dziennika „Gazeta Polska Codziennie”. Skomentował publikację dokumentów z tajnego zbioru IPN. W ocenie historyka IPN Grzegorza Wołka publikacja tej części archiwum odbywa się zbyt późno.

Spóźniona operacja

Zdaniem historyka i publicysty Jerzego Targalskiego to spóźniona operacja IPN. Podkreślił, że to tylko część z 350 metrów zbiorów zastrzeżonych, która w 2016 roku została przekazana do zbiorów jawnych. Przypomniał, że z zapowiedzi wynika, że aż 10 procent dokumentów nadal pozostanie tajna. – A my wciąż nie wiemy, jakimi kryteriami kierowano się podczas wyboru – mówił Targalski i dodał, że dokumenty te wciąż mogą być wykorzystywane do rozgrywek. Dlatego, jak podkreślił, należałoby ujawnić wszystkie archiwa IPN.

Dokumenty wyłączone ze „zbioru zastrzeżonego” IPN ujrzą światło dzienne

Szczegółowy opis dokumentów wyłączonych w 2016 r. z tzw. zbioru zastrzeżonego będzie dostępny dla naukowców i dziennikarzy w aplikacji Cyfrowe...

zobacz więcej

Decyzją prezesa i Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej 24 stycznia 2017 r. opublikowano pierwszą część wykazu dokumentów, wyłączonych z tajnego zbioru w archiwum Instytutu. To ok. 6,5 tys. jednostek archiwalnych.

Historycy i komentatorzy pozytywnie oceniają stopniowe odtajnianie przez IPN materiałów z byłego zbioru zastrzeżonego, ale są też głosy, że dzieje się to zbyt późno.

Tego zdania jest historyk Grzegorz Wołk z Biura Badań Historycznych IPN, który wyjaśnia, że bardzo duża część zbioru to teczki osobowe funkcjonariuszy SB, ich karty uposażeń, sprawy operacyjne np. dotyczące rozpracowań ambasad, sprawy szpiegowskie dotyczące lat sześćdziesiątych czy siedemdziesiątych.

Wołk uważa, że sporo dowiemy się o wywiadzie PRL i jego działalności. Podkreśla jednak, że teczki osobowe byłych współpracowników, czyli coś, co najbardziej rozpala oczekiwania opinii publicznej, stanowią niewielką część tego zbioru, który dzisiaj ujrzał światło dzienne. A nazwiska, jakie się tam pojawiają, nie są raczej znane szerzej i mogą bardziej zainteresować historyków niż dziennikarzy.

Mit zbioru zastrzeżonego

Grzegorz Wołk przyznał, że wiele dokumentów, które znalazły się w zbiorze zastrzeżonym, budziło zdziwienie historyków, dlaczego je tak zakwalifikowano, jak np. teczka aktora Jerzego Zelnika. – Trudno sobie wyobrazić, dlaczego krótki epizod z lat sześćdziesiątych miał mieć wpływ na bezpieczeństwo państwa dzisiaj – mówił.

Jego zdaniem tego typu wydarzenia zbudowały pewien mit zbioru zastrzeżonego, którego ujawnieni miałoby rzekomo przewrócić do góry nogami życie publiczne.

To jeszcze nie koniec

Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny tygodnika „Gazeta Polska” oraz dziennika „Gazeta Polska Codziennie”, dobrze ocenia ruch IPN, bo wszystko, co dotyczy PRL-owskich służb, powinno zostać przekazane opinii publicznej. – Zostały stworzone, by walczyć z niepodległością i narodem, by trzymać go w ryzach Moskwy – mówił i dodał, że to „wiedza potrzebna nie tylko historykom, ale także po to, by czerpać naukę na przyszłość”.

Sakiewicz przyznał, że gdyby cały zbiór ujrzał światło dzienne, to z pewnością opinia publiczna zostałaby zaskoczona jeszcze kilkoma nazwiskami osób, które miały niechlubną kartę w swoim życiorysie. Podkreślił, że najważniejszy dzisiaj jest fakt, że żadna podłość nie pozostaje ukryta na zawsze.

źródło:
Zobacz więcej