„Jeśli chcecie zabić prezydenta, jest tutaj”

Lotnisko w stolicy Ekwadoru Quito zostało zajęte przez protestujących żołnierzy i policjantów. Mundurowi sprzeciwiają się planom ograniczenia ich uposażeń przez rząd w ramach walki z deficytem. Zbuntowani funkcjonariusze zablokowali też drogi dojazdowe i most prowadzący do miasta.

Tomasz Liebner z polskiego konsulatu w Quito podkreśla, że podobne sytuacje zdarzały się już wcześniej w Ekwadorze i trzeba poczekać na rozwój wydarzeń:

Cztery tysiące ekwadorskich policjantów w pełnym rynsztunku demonstruje w kilku miastach kraju.

Chociaż w stolicy kraju rozpoczęło się plądrowanie sklepów, uczestnicy buntu przeciwko odebraniu policji prawa do rozmaitych premii pieniężnych zapowiedzieli, że nie powrócą do swych obowiązków. Nie uczynią tego, dopóki prezydent Rafael Correa ich nie przywróci.

Wprawdzie dowództwo naczelne ekwadorskich sił zbrojnych zapewniło prezydenta, że zachowuje lojalność wobec rządu, ale bunt policji zmilitaryzowanej nastąpił w bardzo delikatnym momencie. Nazajutrz po tym, jak Correia oświadczył, że zastanawia się nad rozwiązaniem Kongresu, który zwleka z zatwierdzeniem projektów ustaw redukujących wydatki państwa.

Rozwiązanie parlamentu i ogłoszenie przedterminowych wyborów pozwoliłoby prezydentowi na przeprowadzenie cięć budżetowych na podstawie dekretów.

Correia próbował nawiązać dialog ze zbuntowanymi członkami pułku policji zmilitaryzowanej w Quito. Pojawił się wraz z ministrem spraw wewnętrznych Gustavo Jalkhem w oknie koszar tego pułku i wygłosił do policjantów zebranych na dziedzińcu dramatyczne przemówienie. Odwoływał się do ich poczucia obowiązku.

– Jeśli chcecie zająć koszary - zajmujcie, jeśli chcecie zostawić obywateli bez ochrony, jeśli chcecie zdradzić swą misję policjantów, swą przysięgę – zdradzajcie, ale ten prezydent i ten rząd będą nadal wypełniali swój obowiązek – powiedział Correa. - Jeśli chcecie zabić prezydenta, jest tutaj do waszej dyspozycji - wołał do zbuntowanych policjantów wyraźnie przejęty i poruszony prezydent Correa. Przemówienie zakończył słowami: – Jeśli chcecie zniszczyć ojczyznę, zniszczcie ją, ale ten prezydent nie uczyni ani kroku wstecz. Niech żyje ojczyzna!.

Policjanci odpowiedzieli, rzucając w jego kierunku granatami z gazem łzawiącym. Według źródeł rządowych, prezydentowi trzeba było udzielić pomocy w szpitalu z powodu podrażnienia dróg oddechowych.

Protest policji zmilitaryzowanej i jego bezpośrednie konsekwencje w Quito, Guayaquil i innych miastach Ekwadoru sprawiają, że sytuacja w kraju stała się „delikatna”, ponieważ powoduje „destabilizację rządu i demokracji” – oświadczył minister koordynator bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego Miguel Carvajal.

W Quito pracodawcy odesłali do domów pracowników wielu zakładów, zamykane są sklepy, a młodzież odsyłana ze szkół do domów.

źródło:
Zobacz więcej