„Wołyń” Wojtka Smarzowskiego doczekał się premiery. „Chuchałem w nim na zimne”

Akcja filmu „Wołyń” rozpoczyna się wiosną 1939 roku (fot. materiały prasowe)

Cztery lata trudnej pracy, walka o fundusze i wreszcie jest. „Wołyń” w reż. Wojtka Smarzowskiego w poniedziałek miał uroczystą premierę. A widzowie w całym kraju zobaczą go już 7 października. To film o bolesnych wydarzeniach, o rzezi wołyńskiej, film, o którym reżyser mówi, że jest nakręcony „przeciw nienawiści i nacjonalizmowi”.

Drugi zwiastun „Wołynia” Smarzowskiego. To będzie mocny film

7 października premierę mieć będzie długo oczekiwany film Wojtka Smarzowskiego „Wołyń”. Twórcy pokazali drugi zwiastun filmu. Możemy się przekonać,...

zobacz więcej

Na zakończonym niedawno Festiwalu Filmowym w Gdyni „Wołyń” dostał zaledwie trzy nagrody regulaminowe: za zdjęcia Piotra Sobocińskiego Jr., dla rewelacyjnej debiutantki Michaliny Łabacz, która zagrała główną rolę oraz za charakteryzację dla Ewy Drobiec.

Ten film musiał powstać

– Po projekcjach „Róży” ludzie milczeli ze ściśniętymi gardłami, a potem rozmawiali ze mną o swoich emocjach. Pomyślałem więc, że może kiedyś znowu nakręcę film historyczny. Wpadły mi wtedy w ręce relacje ocalałych z rzezi wołyńskiej. To było w 2012 r., długo przed ukraińskim Majdanem – mówi reżyser o początkach myślenia nad filmem, który opowiada o tym, co wydarzyło się przed laty na Wołyniu.

Scenariusz Smarzowski napisał sam, na kanwie opowiadań Stanisława Srokowskiego. – Poraziły opowiadania pana Stanisława Srokowskiego z tomu „Nienawiść”. Pojechałem do niego, dużo rozmawialiśmy. Był moim nauczycielem. Moja wiedza na ten temat była wtedy nieuporządkowana, a on mi wiele spraw wyjaśnił – powiedział Wojtek Smarzowski.

Jak podkreśla reżyser, ten film musiał powstać, bo ludzie tak naprawdę niewiele wiedzą o tym, co wydarzyło się w latach czterdziestych na Wołyniu. Film rozpoczyna cytat Jana Zaleskiego: „Kresowian zabito dwa razy, raz siekierami, drugi raz przez przemilczenie”.

Opowiedziana w filmie historia rozpoczyna się w 1939 r., tuż przed wybuchem II wojny światowej, w wiosce na południowym Wołyniu. 17-letnia Polka Zosia, zakochana w młodym Ukraińcu, dowiaduje się na weselu swojej siostry Heli, że ojciec postanowił wydać ją za mąż za bogatego sołtysa, Macieja Skibę (Arkadiusz Jakubik). Wesele siostry staje się więc jednocześnie końcem beztroskiego życia Zosi. Smarzowski tak po mistrzowsku skomponował fabułę, że w sekwencji weselnej skumulowane są wątki, które później mają w filmie wybrzmieć. Opowieść kończy się w 1943 r., gdy dochodzi do kulminacji rzezi.

Po wybuchu wojny na Wołyniu nasilają się antypolskie nastroje, do głosu dochodzą ukraińscy nacjonaliści. Mija kilka lat, narasta terror, rośnie niebezpieczeństwo – ze strony ukraińskiej, niemieckiej i rosyjskiej. W końcu zaczynają się masowe morderstwa. Zosia musi temu wszystkiemu stawić czoła. Nie ma tu podziału na dobrych i złych. Są Ukraińcy, którzy mordują, i tych jest oczywiście najwięcej, ale są też tacy, którzy pomagają. Są też Polacy, którzy mszczą się na mordercach stosując takie same jak oni metody.

„Film na pewno wzbudzi emocje”

– Musiało tu być skalowanie okrucieństwa. Nigdy nie robiłem takiego filmu, podczas pracy nad którym tak bardzo bym uważał, nie chuchał na zimne. Temat jest delikatny, a tajemnica tkwi w wyważeniu proporcji – powiedział Smarzowski.

Zwyciężyła frakcja „Nie zabijaj”. Ocaleni dzięki sprawiedliwym zdrajcom na Wołyniu

Gdy latem 1943 roku ukraińscy nacjonaliści bestialsko mordowali Polaków, dotychczasowi sąsiedzi musieli wybierać. Jedni Ukraińcy, ze strachu przed...

zobacz więcej

Praca nad filmem to było wiele godzin dokumentacji historycznych, narad z konsultantami. Reżyser doskonale zdaje sobie sprawę, że film, który opowiada o tak mocnych wydarzeniach, o sprawach, które nadal nie zostały oficjalnie do końca wyjaśnione, może budzić skrajne odczucia. Jak podkreśla, trzymał się w swoim scenariuszu prawdy historycznej.

– Ten film na pewno wzbudzi emocje, ale one opadną. Politycy powinni stworzyć dobry klimat do pracy dla historyków, polskich i ukraińskich, a naukowcy z kolei powinni skonfrontować dowody, a potem wydać wspólny komunikat, który trafiłby do podręczników naszych dzieci – mówi Wojtek Smarzowski. I dodaje: „wierzę, że po jakimś czasie ten film będzie pracował na oczyszczenie relacji polsko-ukraińskich

Wielka produkcja

80 dni zdjęciowych, 130 aktorów na planie, w tym wielu z Ukrainy, najnowsze kamery elektroniczne, kostiumy i charakteryzacja. Cztery sesje zdjęciowe – jesień 2014, zima 2015, wiosna 2015 i dokrętki na wiosnę 2016. Na produkcję zabrakło pieniędzy, film wisiał na włosku. Powstała więc Fundacja na Rzecz Filmu Wołyń. Udało się, ludzie przekazali ok. miliona złotych. Jednym z koproducentów filmu jest TVP.

Scenariusz napisał reżyser na motywach opowiadań Stanisława Srokowskiego. Autorem zdjęć jest Piotr Sobociński Jr. Występują m.in.: Arkadiusz Jakubik, Wasyl Wasyli, Lech Dyblik, Jacek Braciak, Izabela Kuna, Tomasz Sapryk, Wojciech Zieliński.

Na Wołyniu i w Galicji Wschodniej zginęło w latach 1943-1945 100 tys. Polaków. Zostali zamordowani przez oddziały Ukraińskiej Armii Powstańczej i miejscową ludność ukraińską, sąsiadów. Terror UPA spowodował, że setki tysięcy Polaków uciekło do centralnej Polski. Zbrodnia wołyńska spowodowała polski odwet – zginęło ok. 10 tys. Ukraińców.

źródło:
Zobacz więcej