„Wołyń” i „Ostatnia rodzina” faworytami festiwalu w Gdyni. Dziś wieczorem nagrody

Andrzej Seweryn w „Ostatniej rodzinie” i Michalina Łabacz w „Wołuniu” (fot. materiały prasowe)

– „Wołyń” jest wymierzony przeciwko skrajnemu nacjonalizmowi, nienawiści – podkreśla reżyser Wojciech Smarzowski i dodaje, że jest to jednocześnie opowieść o miłości. Najbardziej oczekiwany film roku wzbudził gorące emocje wśród widzów 41. Festiwalu Filmowego w Gdyni. Na pokazy przychodziły tłumy, nie wszystkim chętnym udało się „Wołyń” obejrzeć. Premiera filmu zapowiedziana jest na 7 października.

Festiwal Filmowy Gdynia 2016 – otwarcie na nowe dziesięciolecie

16 filmów ma szansę na Złote Lwy i 100 tys. zł. W konkursie głównym oceni je jury pod przewodnictwem reżysera Filipa Bajona. Festiwal polskich...

zobacz więcej

Drugim faworytem do nagród na festiwalu jest „Ostatnia rodzina” Jana P. Matuszyńskiego, film którego fabuła jest oparta na historii rodziny malarza Zdzisława Beksińskiego. W sobotę wieczorem poznamy zdobywców gdyńskich Lwów. W konkursie głównym walczy 16 filmów.

Cztery lata walki o „Wołyń”

„Wołyń” to – jak mówi Smarzowski – cztery bardzo intensywne lata pracy i walki o ukończenie filmu. Reżyser dodaje, że ma świadomość, że ktoś może próbować wykorzystać „Wołyń” jako oręż w walce politycznej, ale podkreśla, że bestialstwo nie jest przypisane żadnej narodowości, a wypływa z natury człowieka. – Chciałbym, żeby ten film był mostem – dodaje.

Smarzowski zwraca również uwagę, że pracę nad „Wołyniem” zaczął na długo przed kijowskim Majdanem (przełom 2013/2014 r.). – Bardzo emocjonalna reakcja ludzi na „Różę” o wysiedlaniu Mazurów i bestialstwie wobec nich uświadomiła mi, że potrzebne jest kino historyczne, które opowiada o do tej pory przemilczanych wydarzeniach – powiedział reżyser portalowi tvp.info. Smarzowski podkreśla, że szkoda mu czasu na robienie kina rozrywkowego i zostawia to innym.

Weekendowe premiery kinowe: od wrocławskich tajemnic do Londynu Bridget Jones

W kinach po raz trzeci przesympatyczna i roztrzepana Bridget Jones, która nadal ma mnóstwo kłopotów. Jeśli ktoś za brytyjską singielką nie...

zobacz więcej

„Wołyń” to film epicki i jednocześnie liryczny. Smarzowski w tragiczną historię polskich Kresów wpisuje opowieść o miłości młodziutkiej Polki Zosi Głowackiej (Michalina Łabacz) do Ukraińca imieniem Petro (Vasyl Vasylik). Akcja rozpoczyna się latem 1939 r., podczas wesela starszej siostry Zosi. Atmosfera szczęścia i zabawy rozpływa się jednak w cieniu nadchodzącej wojny, narastających animozji narodowych i osobistego dramatu dziewczyny. Ojciec godzi się na to, by wyszła za bogatego gospodarza, sołtysa wioski Macieja Skibę (Arkadiusz Jakubik).

Po ślubie Zosia zostaje sama w domu, bo Skiba idzie do wojska. Nastają czasy sowieckiej władzy. Kiedy mąż wraca z kampanii wrześniowej i uznany za wroga klasowego zostaje zesłany na Syberię, Zosia zostaje w domu z dziećmi. W 1941 r. do wioski wkraczają Niemcy. Ukraińcy witają ich równie radośnie jak Rosjan, wielu z nich ma nadzieję, że pomogą im zbudować państwo.



Nacjonalizm przybiera na sile. Wydawani niemieckim oprawcom są sąsiedzi, Żydzi. Zaczynają się ataki, obławy na Polaków. Smarzowski pokazuje bestialstwo bez miary – bestiami są Rosjanie, Niemcy, i ukraińscy nacjonaliści. Bywają nimi też Polacy, którzy starają się brać odwet, choć są na zdecydowanie słabszej pozycji.

Zosia jest świadkiem apokalipsy, która ogarnia Wołyń. Z dzieckiem w ramionach zostaje sama przed mordercami. Reżyser pokazuje zbrodnie – m.in. wypruwane z brzuchów ofiar wnętrzności, obdzieranie ze skóry, wydłubywanie oczu i rozrywanie końmi – ale nie epatuje nimi. Są, ponieważ być tam muszą.

Smarzowski oddaje hołd ofiarom i potępia oprawców, opowiada uczciwie i odpowiedzialnie. „Wołyń” jest przy tym świetnym kawałkiem filmowej roboty, z doskonałą dramaturgią, rewelacyjnymi zdjęciami Piotra Sobocińskiego Jr. oraz muzyką Mikołaja Trzaski. Fenomenalną rolę zagrała Michalina Łabacz, doskonały jest też Arkadiusz Jakubik.



Na Wołyniu i w Galicji Wschodniej w latach 1943-1945 zginęło ok. 100 tys. Polaków, zamordowanych przez oddziały Ukraińskiej Armii Powstańczej i miejscową ludność ukraińską. Sprawcy zbrodni to Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów - frakcja Stepana Bandery, podporządkowana jej Ukraińska Powstańcza Armia i ludność ukraińska uczestnicząca w mordach swoich polskich sąsiadów.

Drugi zwiastun „Wołynia” Smarzowskiego. To będzie mocny film

7 października premierę mieć będzie długo oczekiwany film Wojtka Smarzowskiego „Wołyń”. Twórcy pokazali drugi zwiastun filmu. Możemy się przekonać,...

zobacz więcej

Nagrody dla „Ostatniej rodziny”

Film o rodzinie Beksińskich przez wielu jest uznawany za objawienie festiwalu. Raz – bo tak przemyślany film jest debiutem Jana P. Matuszyńskiego, dwa – bo są w nim co najmniej trzy doskonałe role – Andrzeja Seweryna, Dawida Ogrodnika i Aleksandry Koniecznej.

To nie jest sztampowa biografia malarza, ale fascynujące studium ludzi skazanych na siebie przez więzi rodzinne, którzy się wielbią i czasami nienawidzą. Powściągliwość i humor Zdzisława Beksińskiego i spokój jego żony zderzony jest z szaleństwem Tomasza Beksińskiego.

– Informację o scenariuszu „Ostatniej rodziny” znalazłem w Wikipedii pod hasłem „Zdzisław Beksiński” – powiedział portalowi tvp.info Jan P. Matuszyński. Właśnie szukał tematu na swój debiut fabularny. Spotkał się z autorem scenariusza Robertem Bolestą („Córki dancingu”) i rozpoczęli pracę, która zajęła w sumie trzy lata.

– Długo szukałem tekstu na debiut fabularny i akurat tak się zbiegło, że wpadłem na bardzo dobry scenariusz, który na dodatek opowiadał o rodzinie, która mnie od dawna interesowała – wyjaśnił reżyser.

Nagroda dziennikarzy przyznana została właśnie „Ostatniej rodzinie” Jana P. Matuszyńskiego, „Wołyń” zajął w głosowaniu drugie miejsce.

W Gdyni przyznano w piątek wieczorem pierwsze, tzw. pozaregulaminowe nagrody. Reżyser Jan P. Matuszyński dostał Kryształową Gwiazdę za najlepszy debiut, a trio aktorskie Andrzej Seweryn (Zdzisław Beksiński, Aleksandra Konieczna (Zofia Beksińska) i Dawid Ogrodnik (Tomasz Beksiński) wyróżniono tytułem odkrycia roku.

„Sługi boże” reż. Mariusz Gawryś, mroczny kryminał rozgrywający się we Wrocławiu, zdobył Złotego Klakiera, czyli nagrodę dla najdłużej oklaskiwanego filmu z konkursu głównego po pokazach w Teatrze Muzycznym. Publiczność po pokazie klaskała 5 min. i 10 sekund.

Zobacz więcej