SERWIS

Tokio 2020: wyniki, starty i medale

„Wołyń” i „Ostatnia rodzina” faworytami festiwalu w Gdyni. Dziś wieczorem nagrody

Andrzej Seweryn w „Ostatniej rodzinie” i Michalina Łabacz w „Wołuniu” (fot. materiały prasowe)
Andrzej Seweryn w „Ostatniej rodzinie” i Michalina Łabacz w „Wołuniu” (fot. materiały prasowe)

– „Wołyń” jest wymierzony przeciwko skrajnemu nacjonalizmowi, nienawiści – podkreśla reżyser Wojciech Smarzowski i dodaje, że jest to jednocześnie opowieść o miłości. Najbardziej oczekiwany film roku wzbudził gorące emocje wśród widzów 41. Festiwalu Filmowego w Gdyni. Na pokazy przychodziły tłumy, nie wszystkim chętnym udało się „Wołyń” obejrzeć. Premiera filmu zapowiedziana jest na 7 października.

.

zobacz więcej

Drugim faworytem do nagród na festiwalu jest „Ostatnia rodzina” Jana P. Matuszyńskiego, film którego fabuła jest oparta na historii rodziny malarza Zdzisława Beksińskiego. W sobotę wieczorem poznamy zdobywców gdyńskich Lwów. W konkursie głównym walczy 16 filmów.

Cztery lata walki o „Wołyń”

„Wołyń” to – jak mówi Smarzowski – cztery bardzo intensywne lata pracy i walki o ukończenie filmu. Reżyser dodaje, że ma świadomość, że ktoś może próbować wykorzystać „Wołyń” jako oręż w walce politycznej, ale podkreśla, że bestialstwo nie jest przypisane żadnej narodowości, a wypływa z natury człowieka. – Chciałbym, żeby ten film był mostem – dodaje.

Smarzowski zwraca również uwagę, że pracę nad „Wołyniem” zaczął na długo przed kijowskim Majdanem (przełom 2013/2014 r.). – Bardzo emocjonalna reakcja ludzi na „Różę” o wysiedlaniu Mazurów i bestialstwie wobec nich uświadomiła mi, że potrzebne jest kino historyczne, które opowiada o do tej pory przemilczanych wydarzeniach – powiedział reżyser portalowi tvp.info. Smarzowski podkreśla, że szkoda mu czasu na robienie kina rozrywkowego i zostawia to innym.

Weekendowe premiery kinowe: od wrocławskich tajemnic do Londynu Bridget Jones

W kinach po raz trzeci przesympatyczna i roztrzepana Bridget Jones, która nadal ma mnóstwo kłopotów. Jeśli ktoś za brytyjską singielką nie...

zobacz więcej

„Wołyń” to film epicki i jednocześnie liryczny. Smarzowski w tragiczną historię polskich Kresów wpisuje opowieść o miłości młodziutkiej Polki Zosi Głowackiej (Michalina Łabacz) do Ukraińca imieniem Petro (Vasyl Vasylik). Akcja rozpoczyna się latem 1939 r., podczas wesela starszej siostry Zosi. Atmosfera szczęścia i zabawy rozpływa się jednak w cieniu nadchodzącej wojny, narastających animozji narodowych i osobistego dramatu dziewczyny. Ojciec godzi się na to, by wyszła za bogatego gospodarza, sołtysa wioski Macieja Skibę (Arkadiusz Jakubik).

Po ślubie Zosia zostaje sama w domu, bo Skiba idzie do wojska. Nastają czasy sowieckiej władzy. Kiedy mąż wraca z kampanii wrześniowej i uznany za wroga klasowego zostaje zesłany na Syberię, Zosia zostaje w domu z dziećmi. W 1941 r. do wioski wkraczają Niemcy. Ukraińcy witają ich równie radośnie jak Rosjan, wielu z nich ma nadzieję, że pomogą im zbudować państwo.



Nacjonalizm przybiera na sile. Wydawani niemieckim oprawcom są sąsiedzi, Żydzi. Zaczynają się ataki, obławy na Polaków. Smarzowski pokazuje bestialstwo bez miary – bestiami są Rosjanie, Niemcy, i ukraińscy nacjonaliści. Bywają nimi też Polacy, którzy starają się brać odwet, choć są na zdecydowanie słabszej pozycji.

Zosia jest świadkiem apokalipsy, która ogarnia Wołyń. Z dzieckiem w ramionach zostaje sama przed mordercami. Reżyser pokazuje zbrodnie – m.in. wypruwane z brzuchów ofiar wnętrzności, obdzieranie ze skóry, wydłubywanie oczu i rozrywanie końmi – ale nie epatuje nimi. Są, ponieważ być tam muszą.

Smarzowski oddaje hołd ofiarom i potępia oprawców, opowiada uczciwie i odpowiedzialnie. „Wołyń” jest przy tym świetnym kawałkiem filmowej roboty, z doskonałą dramaturgią, rewelacyjnymi zdjęciami Piotra Sobocińskiego Jr. oraz muzyką Mikołaja Trzaski. Fenomenalną rolę zagrała Michalina Łabacz, doskonały jest też Arkadiusz Jakubik.



Na Wołyniu i w Galicji Wschodniej w latach 1943-1945 zginęło ok. 100 tys. Polaków, zamordowanych przez oddziały Ukraińskiej Armii Powstańczej i miejscową ludność ukraińską. Sprawcy zbrodni to Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów - frakcja Stepana Bandery, podporządkowana jej Ukraińska Powstańcza Armia i ludność ukraińska uczestnicząca w mordach swoich polskich sąsiadów.

Drugi zwiastun „Wołynia” Smarzowskiego. To będzie mocny film

7 października premierę mieć będzie długo oczekiwany film Wojtka Smarzowskiego „Wołyń”. Twórcy pokazali drugi zwiastun filmu. Możemy się przekonać,...

zobacz więcej

Nagrody dla „Ostatniej rodziny”

Film o rodzinie Beksińskich przez wielu jest uznawany za objawienie festiwalu. Raz – bo tak przemyślany film jest debiutem Jana P. Matuszyńskiego, dwa – bo są w nim co najmniej trzy doskonałe role – Andrzeja Seweryna, Dawida Ogrodnika i Aleksandry Koniecznej.

To nie jest sztampowa biografia malarza, ale fascynujące studium ludzi skazanych na siebie przez więzi rodzinne, którzy się wielbią i czasami nienawidzą. Powściągliwość i humor Zdzisława Beksińskiego i spokój jego żony zderzony jest z szaleństwem Tomasza Beksińskiego.

– Informację o scenariuszu „Ostatniej rodziny” znalazłem w Wikipedii pod hasłem „Zdzisław Beksiński” – powiedział portalowi tvp.info Jan P. Matuszyński. Właśnie szukał tematu na swój debiut fabularny. Spotkał się z autorem scenariusza Robertem Bolestą („Córki dancingu”) i rozpoczęli pracę, która zajęła w sumie trzy lata.

– Długo szukałem tekstu na debiut fabularny i akurat tak się zbiegło, że wpadłem na bardzo dobry scenariusz, który na dodatek opowiadał o rodzinie, która mnie od dawna interesowała – wyjaśnił reżyser.

Nagroda dziennikarzy przyznana została właśnie „Ostatniej rodzinie” Jana P. Matuszyńskiego, „Wołyń” zajął w głosowaniu drugie miejsce.

W Gdyni przyznano w piątek wieczorem pierwsze, tzw. pozaregulaminowe nagrody. Reżyser Jan P. Matuszyński dostał Kryształową Gwiazdę za najlepszy debiut, a trio aktorskie Andrzej Seweryn (Zdzisław Beksiński, Aleksandra Konieczna (Zofia Beksińska) i Dawid Ogrodnik (Tomasz Beksiński) wyróżniono tytułem odkrycia roku.

„Sługi boże” reż. Mariusz Gawryś, mroczny kryminał rozgrywający się we Wrocławiu, zdobył Złotego Klakiera, czyli nagrodę dla najdłużej oklaskiwanego filmu z konkursu głównego po pokazach w Teatrze Muzycznym. Publiczność po pokazie klaskała 5 min. i 10 sekund.

Zobacz więcej