Wybory 2020

Jak głosować w wyborach prezydenckich [PORADNIK]

Jerzy Miller na ujawnionym nagraniu: albo zadbamy o jednolity przekaz, albo sobie ukręcimy bicz

(fot. wikipedia.org)

– Albo zadbamy o jednolity przekaz, który nie sprzyja budowaniu mitów i podejrzeń, albo sami sobie ukręcimy bicz na własne plecy – powiedział przed laty Jerzy Miller, szef MSW w rządzie PO-PSL, podczas posiedzenia kierowanej przez niego rządowej komisji, która wyjaśniała przyczyny katastrofy smoleńskiej. Nieznane dotąd nagranie ujawniła w czwartek podkomisja badająca przyczyny katastrofy, którą kieruje dr Wacław Berczyński.

Berczyński: niektóre dane dotyczące katastrofy były zmanipulowane

Berczyński: wiele danych otrzymaliśmy ze źródeł zagranicznych. Musimy zadać pytanie, czy nie były one manipulowane. Znaleźliśmy dowody, że niektóre...

zobacz więcej

Podkomisja dr. Berczyńskiego przedstawiła nieznany dotąd zapis dźwiękowy ze spotkania komisji Jerzego Millera. Nie wiemy, z kim rozmawiał minister Miller, ani kiedy dokonano nagrania.

Przedstawiamy pełny stenogram nagrania:

„Ja od państwa idę do premiera, który chce postawić kropkę nad >i<. Ponieważ jego różni doradcy różnie podpowiadają rozstrzygnięcia ostateczne po stronie polskiej. W związku z czym ja się zobowiązałem, że w dniu dzisiejszym, w trakcie naszego spotkania, poznam państwa opinię, odwiedzę premiera, który podejmie ostateczną decyzję.

Jeżeli dobrze zrozumiałem, przyjęcie dla potrzeb strony rosyjskiej interpretacji, że mamy do czynienia z wypadkiem, w którym lot miał charakter pasażerki jest poprawne, co wcale nie znaczy, że zmuszamy się do tego samego traktowania wypadku w polskim obszarze prawa polskiego.

Rozwiązanie dzisiejsze jest poprawne. Komisja wojskowa po stronie polskiej i komisja cywilna po stronie rosyjskiej. Podsumowując ten wątek: rozumiem, że rosyjska komisja działa w reżimie komisji do rozpatrzenia wypadku lotniczego, pasażerskiego.

Żądamy konwencji chicagowskiej, załącznika 13. i to nie przeszkadza nam. Akceptujemy i nie podpowiadamy polskiemu premierowi, że powinien zmienić swoje stanowisko w tej sprawie. Ostateczna decyzja należy do premiera [Donalda Tuska], bo to premier zastrzegł sobie prawo osobistego nadzoru, może to niedobre słowo, ale bieżącego przypatrywania się naszym poczynaniom.

My działamy, po uzyskaniu pierwotnie zgody premiera. Nasze ustalenia zostaną zderzone z ustaleniami rosyjskimi. Nieformalnie, w odbiorze społecznym.

Jeżeli te raporty będą różne, to będzie do tego cała teoria budowana w społeczeństwie, że albo ten ukrył, albo tamten ukrył, ale na pewno prawda jest gdzieś jeszcze indziej. I w związku z tym oczekiwałbym, że nasze działanie będzie o tyle niestandardowe, że musi uwzględniać wymogi postępowania cywilnego i wewnętrzne dalsze ustalenia metodologiczne oraz dokumentów kończących muszą być zweryfikowane, z punktu widzenia tych okoliczności. Co do tego jestem przekonany.

Państwo zdają sobie sprawę, że to nie jest tylko i wyłącznie dla ministrów, dla generałów, dla komisji przy ministrze infrastruktury. To będzie potężna dyskusja publiczna z różnymi, nieprzyjemnymi dla nas, sugestiami.

Zaczynamy dotykać istoty problemu. Ja zacząłem od tego, że nie przeszkadza nam fakt, że zgodziliśmy się, że wypadek ma charakter wypadku cywilnego. To jest konsekwencja tego przyjęcia. Jeżeli ten raport będzie według norm wojskowych i nie będzie przystawał do raportów ICAO-wskich, to będzie właśnie ten dysonans, o którym wspomniałem.

Ja bym poprosił, żeby przedyskutować zmianę raportu końcowego, albo wyprodukowanie dwóch raportów końcowych.

Taylor: niewiele zrobiono, by ustalić przyczynę zgonu załogi i pasażerów

Frank Taylor: Bardzo niewiele zrobiono, by ustalić przyczynę zgonu załogi i pasażerów - trzeba było się temu ponownie przyjrzeć.

zobacz więcej

W związku z tym po pierwsze: ja bym poprosił, żeby przedyskutować zmianę raportu końcowego, albo wyprodukowanie dwóch raportów końcowych. Może to drugie jest lepsze, aczkolwiek czasochłonne... ( przez kogo? – pytanie z sali)… przez tę komisję naszą.

My mamy tutaj cztery podmioty, które będą publikowały coś: komisję rosyjską, prokuratora rosyjskiego, komisję polską, prokuratora polskiego. Wszystkie te cztery podmioty są wzajemnie od siebie niezależne.

W związku z tym albo zadbamy o spójność dialogu ze społeczeństwami – zwłaszcza ze społeczeństwem polskim, bo rosyjskie społeczeństwo, powiedzmy sobie szczerze, przez dwa tygodnie żyło również jakimś tam współczuciem, a po następnych dwóch miesiącach, oprócz garstki – w ogóle nie będą zainteresowani.

Albo zadbamy o jednolity przekaz, który nie sprzyja budowaniu mitów i podejrzeń, albo sami sobie ukręcimy bicz na własne plecy”.

źródło:
Zobacz więcej