Sprawa masakry w Gamie została przeniesiona od „pezetów” Czy po 17 latach jest szansa na wyjaśnienie zabójstwa pięciu osób w restauracji Gama w 1999 r., największej gangsterskiej masakry w historii stolicy? Z ustaleń portalu tvp.info wynika, że akta sprawy trafią teraz do Mazowieckiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji w Warszawie. – Potwierdzam, że przejęliśmy to śledztwo. Takie sprawy znajdują się w zainteresowaniu naszego wydziału – mówi tvp.info prok. Włodzimierz Burkacki, naczelnik stołecznych „pezetów”. Postępowanie w sprawie masakry w Gamie, które od kilku lat prowadzili prokuratorzy z Prokuratury Okręgowej w Warszawie, zostało w ostatnich dniach przeniesione do Mazowieckiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji w Warszawie tzw. pezetów. Jeszcze trzy lata temu stołeczni śledczy planowali umorzenie postępowania, uznając że nie ma już żadnych szans na znalezienie dowodów, pozwalających na postawianie zarzutów sprawcom i zleceniodawcy mordu. Śledztwo formalnie było zawieszone, ale prokuratorzy planowali przesłuchać jeszcze jednego lub dwóch świadków, których zeznania mogły wnieść coś do sprawy. <br /><br />Z informacji portalu tvp.info wynika, że śledczy z „pezetów” dokładnie przeanalizują akta ws. masakry w Gamie. – Nie robimy sobie zbyt wielkich nadziei, ponieważ sprawą zajmowało się już tylu śledczych, że trudno zakładać, że któryś coś przeoczył. Mamy jednak nadzieję, że może ktoś się „otworzy” po latach, tak jak to ostatnio było w naszym śledztwie, dotyczącym działalności grupy „Bukaciaka”, które doprowadziło do ustalenia podejrzanych w sprawie wielu zabójstw z pierwszej połowy lat 2000 – mówi jeden z warszawskich śledczych. <br /><br />Przez 17 lat żaden z członków gangu Karola S. ps. Karol, typowanych jako sprawców masakry, nie poszedł na współpracę z organami ścigania.<b>Wojna domowa</b><br /><br />Strzelanina w warszawskiej restauracji Gama była punktem kulminacyjnym wojny pomiędzy gangsterami z grupy wołomińskiej. Pod koniec 1998 r. w gangu doszło do secesji. Grupa młodych i ambitnych gangsterów pod wodzą Karola S. ps. Karol, zdecydowała się zerwać współpracę z organizacją, na czele której stał Marian K. ps. Maniek, osławiony boss „Wołomina”. Za początek wojny przyjmuje się wybuch bomby pod samochodem „Mańka”, który miał miejsce 14 grudnia, ok. godziny 20.30. na parkingu przed hipermarketem Geant przy ul. Jubilerskiej na warszawskiej Pradze. Ładunek eksplodował podczas uruchamiania auta. Ranny został wówczas Piotr L. - kierowca i ochroniarz Mariana K. Policja musiała sprawdzić auto drugiego bossa Ludwika A. ps. Lutek, który bał się, że pod jego samochodem, również może być ukryta bomba.<br /><br />W styczniu 1999 r. „Karol” i jego grupa uderzyli ponownie. 6 stycznia przy skrzyżowaniu ul. Trawiastej z IV Poprzeczną w Aninie zebrało się kilku wołomińskich gangsterów. Spotkaniu przewodził Piotr W. ps. Kajtek, jeden z ważniejszych adiutantów „Mańka”. Ferajna uzgadniała, jak mają dopaść rebeliantów. „Kajtek” szukał pomocy u watażki gangu markowskiego Krzysztofa K. ps. Baniak. Nagle na ulicy pojawił się dodge stratus. Z okien auta wysunęły się lufy karabinów maszynowych i strzelby, które pluły ogniem w kierunku zebranych. Kilkanaście kul dosięgło „Baniaka”, który skonał na miejscu. <br /><br />Już 20 marca cyngle „Karola” zaatakowali ponownie „Kajtka”. Tym razem skutecznie. Jednak poza wołomińskim gangsterem, zginął przypadkowy przechodzień. Zamachu dokonali wg. prokuratury Karol S. „Karol”, Paweł J. „Japa”, Andrzej M. „Niuniek”, Robert B. „Bieniasty” i Cezary R. „Popo””.<b>Rzeź</b><br /><br />Te krwawe potyczki doprowadziły do masakry w „Gamie”, do której doszło 31 marca 1999 r. Ta słynąca z dobrych pierogów restauracja była ulubionym miejscem „Mańka”. Od rana, razem z Ludwikiem A. ps Lutek, załatwiali tam swoje mroczne interesy. Rozmawiali m.in. o sprzedaży gruntów pod hipermarkety. Bossom towarzyszył Olgierd W. ps. Łysy, który był ochroniarzem i kierowcą Mariana K. Po południu dołączyli do nich Piotr Ś. Ps. Kurczak i Mariusz Ł. Ps. Piguła. Ci dwaj mieli być wg. policji, związani z gangiem mokotowskim. <br /><br />Ponoć „Maniek” zlecał im właśnie wyeliminowanie „Karola” i jego najwierniejszych ludzi. W pewnym momencie do lokalu wpadło trzech lub czterech, do dzisiaj nieustalonych mężczyzn i zaczęło strzelać do zebranych. „Maniek” i jego druh Ludwik A. ps. Lutek zginęli podziurawieni kulami. Podobny los podzieliła pozostała trójka. Co interesujące, w zakrwawionym ubraniu „Mańka” policja znalazła zdjęcia kilku najważniejszych postaci bandy „Karola”.<br /><br />Kilka dni po masakrze, w mieszkaniu przy ul. Obozowej w Warszawie, policja odkryła bandycki arsenał: pięć karabinów maszynowych, trzy pistolety oraz dwie bomby. Znaleziona tam broń była użyta m.in. do zabójstwa „Baniaka”. Pod koniec lipca antyterroryści ujęli Karola S. i czterech jego kompanów. Boss schował się w specjalnym schowku i policjanci odkryli go dopiero po dwóch godzinach przeszukiwania mieszkania. Paweł J. „Japa” próbował wyrzucić pistolet z tłumikiem. Wpadli też Robert B. „Bieniasty”, Cezary R. „Popo” i Andrzej M. „Niuniek”. Zatrzymania uniknął Andrzej T. ps. Tyburem, który wpadł dopiero w listopadzie 2009 r. Rok później „Karol” i członkowie jego gangu zostali skazani za zabójstwa „Baniaka” i „Kajtka”. Nigdy nie usłyszeli zarzutów związanych z masakrą w Gamie.