RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

„Zbieramy na pochówek Klaudii, aby nie chowała jej opieka społeczna”

– Rodzice Klaudii nie mają pieniędzy na jej pochówek. Zbieramy każdy grosz, aby ich jedynej córki nie chowała opieka społeczna – mówi tvp.info pani Beata, znajoma rodziców 14-latki, którą w miniony piątek śmiertelnie potracił młody mężczyzna za kierownicą rozpędzonej hondy. Mieszkańcy Pragi, choć sami raczej niezamożni, tylko wczoraj zebrali ok. 1200 zł i chcieliby, aby uruchomić konto bankowe, na które można by wpłacać datki na pogrzeb Klaudii.

Tragiczny wypadek w stolicy. Nie żyje 14-latka

14-letnia dziewczynka została potrącona przez samochód na skrzyżowaniu ul. Targowej i Kijowskiej w Warszawie. Poniosła śmierć na miejscu.

zobacz więcej

14-letnia Klaudia zginęła w piątek 1 lipca, gdy na skrzyżowaniu Targowej z Kijowską na warszawskiej Pradze sportowa honda wjechała w nią na przejściu dla pieszych. Kierowca był trzeźwy, ale świadkowie twierdzą, że jechał z dużą prędkością przez miasto.

„Musimy sobie pomagać”

Mieszkańcy Targowej, gdzie mieszkała 14-letnia Klaudia z rodzicami, są poruszeni wypadkiem. We wtorek jedna z mieszkanek kamienicy, pani Beata postanowiła pomóc zszokowanym rodzicom zabitej nastolatki i zaczęła chodzić z puszką po okolicy i zbierać pieniądze na pogrzeb dziewczynki. – Rodzice Klaudii nie mają pieniędzy na jej pochówek. Zbieramy każdy grosz, aby ich jedynej córki nie chowała opieka społeczna. Sama nie mam zbyt wiele, ale to mój obowiązek. Już raz zbierałam pieniądze jak na Stalowej była tragedia – gdy zamordowali jedną dziewczynę i jej dwa dzieciaczki. Udało się zebrać pieniądze na pomnik. Teraz też musimy pomóc – mówi tvp.info pani Beata.

Kobieta prowadziła zbiórkę przez cały wtorek. Pobliski salon sukien ślubnych obiecał już ubrać Klaudię do pogrzebu. Do puszki wrzucali także przechodnie. Wielu z nich tylko „miedziaki”. Ale prawie każdy coś dawał. Tak samo w okolicznych sklepach. – Tu nie ma zbyt zamożnych ludzi. Ale każdy grosik się liczy. Niektórzy ze sklepów dawali po 20-50 zł. I mieli łzy w oczach – mówi pani Beata. Kobieta mówi, że nie wstydzi się zbierania do puszki. – Sama mam córkę, która chodziła z Klaudią do szkoły. Jeśli my sobie nie pomożemy, to, kto? Zostawiłam córce śniadanie i idę zbierać pieniądze – dodaje.

Pani Beata przyznaje, że byłaby szansa, aby zebrać więcej pieniędzy gdyby ktoś otworzył specjalny rachunek w banku. Tak by nikt nie zarzucał, że żebrzą czy zbierają dla siebie. Bo i takie głosy się już pojawiły. – Byłoby cudownie gdyby mogli pochować Klaudię na Cmentarzu Bródnowskim. Po morderstwie na Stalowej ksiądz, ponoć za darmo dał miejsce. Może i teraz by się to udało? A jeśli nie, to może za sprawą konta będzie można szybciej zebrać potrzebną sumę? – mówi.

Pięcioletnie dziecko zginęło w wypadku. Rodzice są w ciężkim stanie

Do tragicznego wypadku doszło na drodze krajowej nr 7 w miejscowości Miłomłyn w woj. warmińsko-mazurskim. Doszło tam do zderzenia samochodu...

zobacz więcej

Oczko w głowie

Mieszkańcy Targowej wciąż są w szoku. Śmierć Klaudii to jeszcze otwarta rana, która raczej szybko się nie zabliźni. – Lepiej by było, gdyby to mnie ten samochód przejechał. Mam już kilka krzyżyków i nie byłoby takiej straty – mówi starsza kobieta.

Mieszkańcy wspominają, że Klaudia ciężko pracowała, aby dostać do wymarzonego gimnazjum z klasą pływacką. – To była wysportowana dziewczynka. Wstawała skoro świt i szła na basen. Miała bardzo dużo medali i dyplomów. I była ich oczkiem w głowie. Wszyscy wiedzą, jaka tu jest okolica, a ona zazwyczaj przed 20 była już w domu. Jej mama pojechała do Anglii na dwa tygodnie, bo potrzebowali pieniędzy na meble do pokoju dziewczynki. Pamiętam, że sobie od ust odejmowali, aby kupić jej dobry kostium pływacki. Teraz rodzice mówią, że nie widzą sensu dalszego życia – mówi jedna z mieszkanek Targowej.

Prażanie wspominają, że wcześniej dziewczynka pomagała mamie, gdy ta sprzątała klatki schodowe.

Auto staranowało kondukt żałobny. Zginęło dziecko

Trzymiesięczne dziecko ofiarą wypadku, do którego doszło w sobotę w miejscowości Grabowiec. 80-letni kierowca wjechał w kondukt żałobny. Potrącił...

zobacz więcej

Byczki odjechały

Sąsiedzi Klaudii boją jednego, że Kamil G. podejrzany o śmiertelne potrącenie dziewczynki, wywinie się sprawiedliwości. – Wjechał w nią, gdy piesi mieli zielone światło. Ale tacy ludzie mają pieniądze. Już słyszeliśmy, że będzie chciał wyjść z aresztu, bo jego partnerka jest w ciąży – mówi jeden z mieszkańców Pragi.

Według świadków, chwilę po wypadku, Kamil G. miał wyjść z samochodu, ale zamiast podjeść do dziewczynki sięgnął po telefon i do kogoś zadzwonił. – Dzwonił po ojca i kolegów. Na miejsce przyjechały takie byczki, pewnie by go chronić. Ale zachowali się w porządku, bo jak zobaczyli, że zabił dziecko, to powsiadali do samochodów i odjechali – opowiada inny świadek.

Nie wiadomo czy moment tragedii zarejestrowały kamery monitoringu. Pojawiły się, bowiem informacje, że w tym czasie były zwrócone w innym kierunku.

Matka z podciętym gardłem, dzieci w piżamkach leżały na podłodze. Co się stało w mieszkaniu na Pradze?

Wszystko wskazuje na to, że 27-letnia kobieta, której ciało wraz ze zwłokami dzieci znaleziono w poniedziałek przy ul. Stalowej na warszawskiej...

zobacz więcej

8 lat za wypadek

Kamil G. , podejrzany o zabicie dziewczynki na pasach, miał już na rok zabrane prawo jazdy. W tym czasie został, co najmniej trzykrotnie zatrzymywany za jazdę bez uprawnień i przekraczanie prędkości.

Mężczyźnie przedstawiono zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym, a sąd aresztował na dwa miesiące. Grozi mu do 8 lat więzienia.

źródło:
Zobacz więcej