„Do pisania piosenek zmuszał mnie mąż”. Taka była Maria Czubaszek

Maria Czubaszek miała 76 lat (fot. PAP/Andrzej Rybczyński)

Zasłynęła jako autorka wielu tekstów satyrycznych, dialogów do filmów oraz wielu przebojów. – Pisanie piosenek nie jest moją mocną stroną – mówiła w rozmowie z tvp.info. Trudno ją było spotkać bez papierosa w dłoni. Maria Czubaszek, która zmarła w czwartek, uwielbiała puste mieszkania, a jej „daniem popisowym” były parówki w trzech wersjach.

Choć znana była głównie jako autorka tekstów satyrycznych, które pisała dla znanych aktorów i które prezentowane były głównie w radiowej Trójce oraz dialogów do takich filmów jak „Filip z Konopi”, „Murmurando” czy scenariusza serialu „Lot 001”, Czubaszek pisała także teksty piosenek. Śpiewały je m.in. Alibabki, Ewa Bem, Katarzyna Cerekwicka, Andrzej Dąbrowski, Ewa Kuklińska, Grażyna Łobaszewska, Grzegorz Markowski, Krystyna Prońko, Ryszard Rynkowski, Trubadurzy i Vox.

Maria Czubaszek nie żyje. Satyryczka i pisarka miała 76 lat

Nie żyje znana satyryczka i pisarka Maria Czubaszek. Miała 76 lat.

zobacz więcej

„Oni uparli się, a ja zmobilizowałam”

W rozmowie z tvp.info przyznała, że wszystkie piosenki, jakie napisała w swoim życiu, „popełniła” z przymusu. – Byłam zmuszana przez mojego partnera, a potem męża Wojciecha Karolaka, który jest muzykiem i który po powrocie z Anglii był zapraszany przez swoich znajomych m.in. Ewę Bem czy Andrzeja Dąbrowskiego do współpracy. Ucieszyli się, że wrócił. Zamawiali u niego muzykę, ale okazało się, że trzeba też napisać do niej teksty. I to właśnie Andrzej Dąbrowski powiedział mu, że skoro zna Czubaszek, to może by ją namówił. Powiedziałam, że piosenki nie pisałam i nie napiszę, bo nigdy w życiu nawet wiersza nie napisałam, ale oni uparli się, a ja zmobilizowałam – opowiadała Czubaszek.

Tak powstał utwór „Byle jak”, w którym padają słowa: „Kochać można byle jak. I byle kogo”. Nie wszystkim to, co autorka napisała, przypadło do gustu. – Gdy piosenka została puszczona w radiowej Trójce, jakaś pani napisała list, bo wtedy nie było jeszcze maili, że ona napisze nawet do prezesa, żeby pani Czubaszek, która pisze fajne słuchowiska, broń Boże nie pisała o miłości, bo to piękne uczucie, a ona pisze, że kochać można byle jak i byle kogo. To była pierwsza krytyka mojego tekstu, ale ja mam taką naturę, że mnie to zachęciło do dalszego pisania. Pani widocznie tak się zdenerwowała, że piosenki do końca nie wysłuchała, bo dalej padają słowa: „Ja kochałem właśnie tak, nim przyszłaś Ty” – mówiła.

Mimo że krytyka pierwszego utworu zachęciła Marię Czubaszek do tego, aby od czasu do czasu „pójść w piosenkę”, nadal nie uważała ich pisania za swoją mocną stronę. – Męczyłam się przy tym okrutnie, ale co robić, gdy ktoś prosi. Tak było też z utworem „Wyszłam za mąż, zaraz wracam”. Ta popularna piosenka powstała na zamówienie jednego z programów telewizyjnych. Pierwszy raz pisałam tekst bez muzyki, przechwycił go Karolak i napisał muzykę. W tym programie zaśpiewała go Krysia Sienkiewicz, ale gdzieś po drodze usłyszała Ewa Bem, mój mąż zmienił trochę aranżację i w ten sposób została przebojem tej drugiej – wyjaśniała tajemnicę Czubaszek.

„Dlaczego maleńka ma nie płakać? A niech ryczy, jak chce”

Czubaszek zwracała uwagę, że czasem piosenki powstają w kontrze do innych przebojów. Tak było z utworem „Rycz, mała rycz”, który Ryszard Rynkowski śpiewał z zespołem Vox. – Przybiegł z prośbą, by mu coś napisać. W radiu właśnie leciała piosenka „Nie płacz maleńka, szkoda łez”. Pomyślałam i sama do siebie powiedziałam: dlaczego maleńka ma nie płakać? A niech ryczy, jak chce. Wolno jej. I tak powstały słowa: „Rycz mała rycz, płacz maleńka płacz”. To była piosenka, którą napisałam w rekordowo krótkim czasie, bo w niecałe 15 minut. Nie ukrywam, że jest jedną z niewielu, które lubiłam – opowiadała.

O polskiej scenie kabaretowej mówiła, że trochę brakuje jej kabaretów typowo literackich, granych przez aktorów zawodowych. – Ale i tak się bardzo cieszę z tego, co się dzieje w tej chwili – mówiła. Choć jak zauważała, „niektóre kabarety są bardzo odważne, bo mają tak marne programy, że to jest odwaga z tym wystąpić”.

Na podłodze i po turecku

Pytana o to, jak tworzy, odpowiadała, że w czasie pisania siedzi… na podłodze i po turecku. – Oparta o tapczan, na którym wyleguje się pies. Nie mam biurka, bo jak siedzę tak, że mi nogi dyndają, to nic mi do głowy nie przychodzi. Mam taki niski stoliczek, na nim komputer… A kiedyś maszyna do pisania. Piszę jednym palcem, „metodą dzięcioła”. Zawsze jest wielka radość, kiedy znajdę tę właściwą literę – śmiała się. Przyznawała, że nie lubi pisać do druku, tylko dla kogoś. Wolę dla aktorów, do radia. Jak piszę, wyobrażam sobie, jak to przeczytają: Kwiatkowska, Łazuka, Bończak czy Pokora. W gazecie tego nie ma – mówiła.

Prywatnie uwielbiała zwierzęta i puste mieszkania. O to, jak tłumaczyła, prowadziła wieczne kłótnie ze swoim mężem, muzykiem Wojciechem Karolakiem. A dokładnie o przedmioty, które on uwielbiał gromadzić. – On obrasta, a ja większość bym wyrzuciła. Uwielbiam puste mieszkania, a on uwielbia je zagracać. Na stu metrach kwadratowych muszę lawirować między kablami, głośnikami, instrumentami muzycznymi, płytami, maskami z Amazonii, wypchanym krokodylem, łódką wydłubaną w jednym kawałku z drewna przez Indian, itp., że nie wspomnę już o szafie pękającej od ubrań sprzed 20 lat, których nigdy już nie włoży, czy lodówki pełnej pustych słoiczków. Sorry... z resztką musztardy na dnie, chrzanu czy ketchupu. Ja bym zaraz je wyciapała, on lubi zostawić do parówek – mówiła.

Parówki opiekane nad gazem

Niemal wyłączną specjalnością jej kuchni, jak przyznawała, były parówki, za to w trzech wersjach. – Prosto z lodówki, prosto z wody i opiekane na widelcu, nad gazem. Te ostatnie są najsmaczniejsze, ale najbardziej czasochłonne, a ja nie lubię stać w kuchni. Wolę siedzieć przed komputerem lub telewizorem – tłumaczyła.

Uwielbiała palić papierosy. – Jeśli dziennikarz pyta, ile palę, odpowiadam uczciwie, że trzy paczki dziennie, ale nikomu tego nie polecam. Wprost przeciwnie. Cieszę się, że coraz więcej osób rzuca palenie. Mnie udaje się czasem rzucić spanie. Niestety na krótko...– mówiła. Potrafiła wytrzymać bez spania dwa dni. – Z reguły sypiam cztery godziny. I to mi zupełnie wystarcza, żeby normalnie funkcjonować. Natomiast, kiedy dłużej nie palę, tracę kontakt z rozumem – tłumaczyła.

Maria Czubaszek zmarła w czwartek w Warszawie. Miała 76 lat.

źródło:
Zobacz więcej