RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Wybuch, który zmienił policję. Chcieli miliona dolarów od Shella

Po tragicznej eksplozji policja zakupiła roboty do rozbrajania (fot. Getty Images)

Milion dolarów okupu chcieli nieznani szantażyści od koncernu Shell. Dla poparcia wagi swych gróźb podłożyli ok. kilogramową bombę na jednej ze stacji benzynowych koncernu. Miała wybuchnąć z boku stacji, tak aby wyrządzić jak najmniej szkód, ale wzbudzić strach. Tragiczny los chciał, że zepsuł się zapalnik zegarowy i do eksplozji doszło, gdy ładunek oglądał policyjny pirotechnik Piotr Molak.

Najsłynniejsi polscy bombiarze w akcji

„Gumiś” siał strach dla pieniędzy. Miłość do wybuchów kierowała „Rurabomberem”. Z kolei ostatnio słynny stał się „Bombiarz” z Krakowa, który szukał...

zobacz więcej

Dokładnie 20 lat temu – 24 kwietnia 1996 r., ok. godz. 11 pracownik stacji benzynowej koncernu Shell przy ul. Ostrobramskiej zauważył na tyłach myjni foliową reklamówkę z jakimś pakunkiem. Był to czas, gdy przestępcy chętnie podkładali ładunki wybuchowe, aby wymusić haracz, dlatego mężczyzna zawiadomił policję.

Nie można też wykluczyć, że został on wcześniej uprzedzony, aby natychmiast reagować na wszelkie podejrzane incydenty. Dopiero kilka dni później, media dowiedziały się, że na początku kwietnia dyrekcja koncernu Shell w Polsce otrzymała dwa anonimy, których autorzy żądali miliona dolarów okupu, grożąc poważnymi konsekwencjami w przypadku zignorowania ich żądań.

O bombie w Modlinie poinformowali imprezowicze. Trzeźwieją w areszcie

zobacz więcej

Zabójczy zegar

Pewne jest, że na miejscu bardzo szybko pojawili się policyjni antyterroryści. Na miejsce dotarł ekspert-pirotechnik Piotr Molak, nazywany przez kolegów „Krasnalem”. Tego dnia nie miał służby. Zresztą od jakiegoś czasu jego zadaniem było szkolenie kolejnych policyjnych saperów.

Molak założył ważący dziesiątki kilogramów specjalny kombinezon. W połowie lat 90, policja nie miała na wyposażeniu robotów saperskich. Jak zwykle braki w sprzęcie usprawiedliwiano brakiem pieniędzy. Już pierwsze prześwietlenie pakunku wykazało, że policjanci prawdopodobnie mają do czynienia z ładunkiem wybuchowym. Gdy Molak po raz trzeci podszedł do reklamówki, nastąpiła eksplozja. Policjant nawet nie dotknął pakunku. Obrażenia, jakich doznał policyjny saper, były ogromne. Nie udało się go uratować.

Bomba, jak się później okazało, zawierała ok. kilograma mieszanki heksogenu i trotylu i miała zapalnik zegarowy. Wszystko wskazuje, że to właśnie wadliwy zapalnik doprowadził do tragedii.

Policjant na urlopie rzucił się by ratować tonącego. Porwała go fala i zginął

40-letni policjant został wciągnięty pod wodę przez falę i utonął podczas interwencji w Gąskach w woj. zachodniopomorskim. Jego ciało wydobyto w...

zobacz więcej

Terroryści czy m mafiosi?

Niespełna tydzień po tragicznej eksplozji do redakcji „Życia Warszawy”, „Gazety Wyborczej” i „Rzeczpospolitej” trafiły listy podpisane „GN 95”. Owo tajemnicze ugrupowanie przyznawało się do podłożenia bomby na stacji benzynowej. Swój czyn motywowali walką z „nieuczciwie wchodzącymi firmami, przejmującymi nasz rynek, a nas czyniącymi niewolnikami swojego kapitału”. Terroryści zapowiedzieli kolejne ataki. Mimo, że do poszukiwań zamachowców włączono poza policją, także służby specjalne, nie udało się znaleźć zamachowców. Nie było już także kolejnych prób szantażu koncernu.

Jeden ze świadków koronnych, Piotr W. twierdził, że za zamachem nie stała żadna grupa terrorystyczna, ale gang pruszkowski, który chciał wprowadzać lewe paliwo przemycane z Rosji do stacji dużych koncernów. Jednak W., który zeznawał także o okolicznościach zabójstwa byłego szefa policji Marka Papały, okazał się konfabulantem. Zabójcy Piotra Molaka pozostają nieznani.

Bomba w centrum Warszawy

zobacz więcej

Na pomoc rodzinom

Po tragicznej śmierci Piotra Molaka policja zdecydowała się na zakup nowoczesnych robotów pirotechnicznych. Maszyny te są teraz na wyposażeniu każdego pododdziału antyterrorystycznego.

Wdowa po Piotrze Molaku, Joanna weszła do Zarządu Fundacji Pomocy Wdowom i Sierotom po Poległych Policjantach, która powstała w listopadzie 1997 r. Od blisko dwóch dekad Fundacja ta pomaga rodzinom funkcjonariuszy, którzy zginęli na służbie.

źródło:
Zobacz więcej