RAPORT

Rosja gotowa do inwazji na Ukrainę

Gangster na zwolnieniu. Luka w ochronie „koronnych”?

Jarosław Sokołowski przekonywał, że stracie Gołoty z Michaelem Grantem w 1999 roku było ustawione przez mafiosów (fot. policja)
Jarosław Sokołowski przekonywał, że stracie Gołoty z Michaelem Grantem w 1999 roku było ustawione przez mafiosów (fot. policja)

Sądowy spór pięściarza Andrzeja Gołoty i byłego „kapitana” pruszkowskiej mafii Jarosława Sokołowskiego ps. Masa o zniesławienie może się wkrótce przerodzić w pojedynek świadka koronnego z Temidą. Poszło o tryb przedstawiania zwolnień lekarskich przez „Masę”. Okazuje się, że w przepisach o ochronie „koronnych” może być poważna luka. – Nie odpuszczę – zarzeka się „Masa”.

E-mafia, czyli Facebook i pozew zamiast bejsbola i rewolweru. „Masa” specjalne dla tvp.info

Były gangster, a obecnie świadek koronny w sprawie mafii pruszkowskiej, Jarosław Sokołowski ps. Masa jest pierwszym „skruszonym”, który uruchomił...

zobacz więcej

Niechęć Gołoty (przyjaciela pruszkowskiego bossa „Pershinga”) do „Masy” (kapitana pruszkowskiej mafii) ma swoje korzenie w jednej z książek tego ostatniego. Jarosław Sokołowski przekonywał, że starcie Gołoty z Michaelem Grantem w 1999 roku było ustawione przez mafiosów. Pruszkowski gang, a przede wszystkim „Pershing”, wskazywany jako pomysłodawca przekrętu, miał zarobić na tej walce 7 mln dolarów. Gołota przegrał z Amerykaninem, mimo że prowadził na punkty. W 10 rundzie, na kilkadziesiąt sekund przed końcem walki, Polak wylądował na deskach. Gdy się podniósł, zrezygnował z kontynuowania pojedynku.

Gołota poczuł się znieważony rewelacjami „Masy” i podał go do sądu. Pierwsza rozprawa miała się odbyć w grudniu ub. r., ale świadek koronny nie pojawił się przed obliczem Temidy. Sąd wyznaczył nowy termin na wtorek piątego kwietnia. Ale i tego dnia Sokołowski nie stawił się na rozprawie. Sąd uznał nieobecność świadka koronnego za nieusprawiedliwioną i zapowiedział wydanie wyroku zaocznego, który ma być ogłoszony 19 kwietnia. Wszystko wskazuje, że nie będzie to jednak koniec sprawy, bo „Masa” zapowiada otwarcie nowego frontu. Tym razem szykuje się do batalii z wymiarem sprawiedliwości.

Utajnione życie

– Nie jestem pępkiem świata ani świętą krową i przed sądem mam takie same prawa i obowiązki jak każdy obywatel. Moją nieobecność na rozprawie może usprawiedliwić tylko zwolnienie od lekarza sądowego. I takie zwolnienie otrzymałem w grudniu, a następnie w kwietniu. Zgodnie z procedurami przekazałem je policjantom z Zarządu Ochrony Świadka, którzy poinformowali o tym sąd – mówi Jarosław Sokołowski w rozmowie z tvp.info.

Zgodnie z przepisami, nikt poza bardzo wąską grupą osób zajmujących się ochroną „skruszonych” nie może znać miejsca przebywania świadków koronnych i ich bliskich. Utajnione są wszystkie dotyczące ich informacje. W tym np. nazwiska lekarzy, z usług których korzystają. Bo przez nich można próbować by dotrzeć do „koronnych”. Dlatego policjanci ZOŚ CBŚ mają być buforem ochronnym między „skruszonym” a resztą świata. I to oni odpowiedzialni są za przekazywanie informacji dotyczących koronnego, wszystkim instytucjom, także sądom. Tak było i w przypadku procesu „Masy”.

Tyle tylko, że sąd miał na temat komunikacji z „koronnym” inne zdanie.

Gołota stoczył ostatnią walkę. Tłumy odśpiewały „sto lat”

Andrzej Gołota stoczył ostatnią bokserską walkę. Sobotnim przeciwnikiem polskiego pięściarza był Amerykanin Danell Nicholson. Tłumy zgromadzone w...

zobacz więcej

Luka?

– Pozwany nie stawił się na rozprawę w dniu 10 grudnia 2015 r. Został nadesłany faks z Centralnego Biura Śledczego Policji, informujący, że pozwany przedstawił zaświadczenie lekarskie na okres do 10 grudnia 2015 r., jednak nie zostało ono dołączone do pisma. Z uwagi na powyższe Sąd odroczył rozprawę do 5 kwietnia 2016 r., na którą pozwany także się nie stawił. Zostało nadesłane pismo z CBŚP informujące, że pozwany nie może uczestniczyć w rozprawie z powodu choroby oraz, że Biuro otrzymało informację o zwolnieniu lekarskim pozwanego do dnia 13 kwietnia 2016. Tak jak poprzednio nie zostało ono dołączone do pisma. Sąd postanowił na rozprawie w dniu 5 kwietnia 2016 uznać nieobecność pozwanego za nieusprawiedliwioną – mówi tvp.info sędzia Katarzyna Kisiel, rzecznik prasowy ds. cywilnych Sądu Okręgowego w Warszawie.

Na pytanie, czy sąd rozpatrujący sprawę zniesławienia Gołoty przez „Masę” znał procedury dotyczące ochrony świadków koronnych, sędzia Kisiel odpowiada, że „nie ma w tej sprawie nic więcej do dodania”.

Nieoficjalnie warszawscy sędziowie przyznają, że sprawa ta pokazuje, że nie przewidziano do końca podobnej sytuacji. – Teoretycznie zwolnienie potwierdzone przez lekarza sądowego powinno zostać dołączone do akt. Tyle tylko, że skoro utajnione dane mogą prowadzić do ujawnienia miejsca jego przebywania lub identyfikacji, to taki dokument nie może trafić do sądu. I mamy kłopot. To ewidentna luka – mówi jeden z doświadczonych sędziów.

„Masa” rusza na wojnę

„Masa” twierdzi, że nie odpuści i będzie się odwoływał od decyzji sądu, bo wg niego on sam dopełnił wszelkich ciążących na nim obowiązków. – To kuriozum, że sąd nie daje wiary oficjalnemu pismu policji. W razie potrzeby będę się odwoływał do skutku – irytuje się „koronny”.

Sokołowski z rozbrajającą szczerością przyznaje także, że choć podtrzymuje swoje twierdzenia w stosunku do Gołoty, to poważnie liczy się z porażką w tym procesie. Gdyby tak się stało, to będzie zmuszony opublikować stosowne przeprosiny na swój koszt w „Super Expressie” oraz wpłacić 10 tysięcy złotych na rzecz fundacji Feliksa Stamma. – Dla mnie ważna jest sprawa, którą wytoczyłem Marioli Gołocie. Przedstawię świadków, którzy pokażą przestępcze oblicze Gołoty – zapowiada buńczucznie.

Celebryta z półświatka

O „Masie” stało się głośno, gdy na początku 2014 roku ukazał się wywiad-rzeka, w którym opowiadał Arturowi Górskiemu o kobietach polskiej mafii. Później ten sam duet wydał książki o pieniądzach, porachunkach i bossach półświatka. Ogromna popularność wspomnianych książek doprowadziła do tego, że świadek koronny, który pogrążył gang pruszkowski, stał się swoistym celebrytą. Od tych znanych z tzw. ścianki czy portali plotkarskich różni się tym, że zawsze występuje w kominiarce, a jeśli udziela wywiadu, trzeba zmieniać jego głos.

Sokołowski, jako pierwszy polski „skruszony”, założył na Facebooku swój fanpage. W rozmowie z tvp.info mówił, że to jego sposób na obronę dobrego imienia. – Ja na swoim fanpage’u tylko bronię się przed oszczerstwami. Nigdy, przez 15 lat mojej kariery świadka koronnego, żaden sąd nie udowodnił mi kłamstwa i nigdzie się nie minąłem z prawdą. Owszem, nie wszystkie procesy zakończyły się skazaniem, ale w moich głównych sprawach, gdzie byłem głównym świadkiem, wszędzie tam zapadły wyroki skazujące – przekonywał Jarosław Sokołowski.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej