RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Kraj, w którym zniknął miliard dolarów. Ekipa „Po prostu” odkrywa mroczną stronę Mołdawii

Były sutener, wnuk funkcjonariusza NKWD, teraz oligarcha, który zdaniem opozycji kontroluje parlament i najważniejsze instytucje państwowe. Szemrany polityk Vladimir Plahotniuc to jednak tylko wierzchołek góry lodowej w gigantycznym systemie korupcyjnym, który opanował Mołdawię. Jego kulisy odkrywa Tomasz Sekielski i reporterzy „Po prostu”.

Znikające miliardy, oligarchowie i walka o władzę. „Po prostu” o Mołdawii między Wschodem a Zachodem

zobacz więcej

Mołdawia to 3,5-milionowy kraj rozdarty między Rosję a Unię Europejską. Jest jednym z najbiedniejszych państw na kontynencie i jednym z najbardziej skorumpowanych. Panuje tu permanentny kryzys polityczny i gospodarczy.

Ostatnio krajem wstrząsnął kolejny skandal. Były premier Vlad Filat, szermujący proeuropejskimi hasłami, jest oskarżony o defraudację około miliarda dolarów z systemu bankowego. Pieniądze po prostu wyparowały, a były szef rządu czeka na proces w areszcie.

– Trzy banki ogłosiły, że mają olbrzymią dziurę finansową i że zniknęły im z systemu pieniądze. Żeby uniknąć ogłaszania ich upadłości podczas kampanii wyborczej podjęto decyzję, że trzeba im koniecznie pożyczyć pieniądze z Narodowego Banku Mołdawii, chodziło o sumę odpowiadającą miliardowi dolarów. Bank Narodowy dał ten miliard do systemu bankowego i ten miliard zniknął – opowiedział Oazu Nantoi z Europejskiej Partii Ludowej.

Czarna dziura

Pieniądze wyprowadzono na zasadzie „kredytowej czarnej dziury”. – Jeżeli pan jest bankierem, a ja mołdawskim politykiem, który potrzebuje pieniędzy, to przyjdę do pana i na przykład za butelkę wody, która kosztuje dolara jako zastaw poproszę o sto milionów dolarów kredytu. Pan oczywiście odmówi, ale ja zaproponuję łapówkę, powiedzmy milion dolarów. I wtedy pożyczy mi pan te sto milionów – wyjaśnił działanie mechanizmu Igor Botan, dyrektor Stowarzyszenia Na Rzecz Demokracji.

Dalej mechanizm działa następująco – bank, który udzielił pożyczki, pożycza pieniądze od kolejnego, a ten od jeszcze następnego. – Jeżeli ma pan dobre znajomości, to wciąga pan do tej czarnej dziury inne banki i tak to trwa dopóki karuzela nie stanie – stwierdził Botan.

Były premier Mołdawii wyprowadzony w kajdankach. Skandal finansowy na miliard dolarów

Vlad Filat, który w latach 2009-2013 był szefem mołdawskiego rządu, został w czwartek wyprowadzony w kajdankach z budynku parlamentu w Kiszyniowie....

zobacz więcej

Karuzela stanęła po tym jak kłopoty zaczęły mieć rosyjskie instytucje finansowe wspierające mołdawski system bankowy. Te były efektem sankcji nałożonych na Rosję po aneksji Krymu i wywołaniu wojny na wschodzie Ukrainy.

Korupcja na każdym szczeblu

Niezależne organizacja pozarządowe uważają, że korupcja przeżarła najważniejsze instytucje państwowe. Petru Makowej, dyrektor Związku Niezależnej Prasy, zwrócił uwagę, że nawet szef centralnej agencji antykorupcyjnej przyznał, iż wiedział o istnieniu przelewów w ramach „kredytowej czarnej dziury”, ale nic nie zrobił.

Po wybuchu afery sytuacja wewnętrzna jak i ta na arenie międzynarodowej Mołdawii błyskawicznie się pogorszyła. Waluta straciła na wartości 30 proc. Jeszcze rok temu mieszkańcy mogli się cieszyć z podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską, teraz kraj stacza się w otchłań. Ludzie wychodzą na ulice, dochodzi do starć z milicją.

– Jestem przekonany, że w Mołdawii nie będzie rewolucji. Nie ma przesłanek do tego, żeby była. Kiedy rok temu wybuchły pierwsze protesty, byłem zadowolony, uznałem, że przyszedł czas coś poprawić – zapewnił premier Pavel Filip.

Mgliste perspektywy

Perspektywy poprawy są jednak co najwyżej mgliste. – Nasz kraj jest bardzo niestabilny, a władza słaba. W ciągu roku w kraju zmieniło się czterech szefów rządu. Władza, którą uważaliśmy za proeuropejską tak naprawdę była grupą oligarchów walczących między sobą – podkreśliła politolog Lina Grau.

teraz odtwarzane
Premier Mołdawii dla „Po prostu”: rewolucji nie będzie

Zamieszki w Kiszyniowie po powołaniu proeuropejskiego premiera. Tłum wdarł się do parlamentu, są ranni

Przeciwnicy nowego mołdawskiego rządu Pavela Filipa zorganizowali w środę protest przed budynkiem parlamentu w Kiszyniowie. Zgromadzenie...

zobacz więcej

Działania mołdawskich oligarchów to tylko element gigantycznego przestępczego procederu toczącego ten kraj. Jest on bowiem wykorzystywany jako pralnia pieniędzy dla rosyjskiej mafii i rosyjskich bogaczy. W ostatnim czasie firmy słupy wyprały około 20 mld dolarów (roczne PKB Mołdawii to około 8 mld dolarów – przyp. red.), które trafiły do Londynu, a następnie do rajów podatkowych.

Podejrzewa się, że za łapówkarski proceder odpowiada Vladimir Plahotniuc, vel Vlad Ulinici. W Mołdawii mówią na niego „Lalkarz”, ponieważ ma pociągać za wszystkie sznurki. W grudniu zeszłego roku chciał zostać premierem, ale na kandydaturę nie zgodził się prezydent.

Szantażował prezydenta

Prezydent Nicolae Timofti zdradził, że Plahotniuc szantażował jego i jego rodzinę, żeby otrzymać tekę szefa rządu. Tak samo wcześniej ambitny polityk miał przy pomocy szantażu i politycznej korupcji stworzyć większość parlamentarną. Sam premier Filip jest uznawany za marionetkę w rękach Plahotniuca…

– Plahotniuc kontroluje mołdawską ekonomię i ma bardzo wielkie polityczne ambicje. O tym, że pan Plahotniuc ma bogatą kryminalną kartotekę wiedzą wszyscy. Utrzymuje władzę za pomocą pieniędzy, strachu i korumpowaniu wszystkich, począwszy od najważniejszych polityków a skończywszy na władzy miejskiej – przekonywała Grau.

Sytuacja w Mołdawii to permanentny kryzys bez żadnych perspektyw na poprawę. Protesty społeczne są coraz silniejsze. Wkrótce republika może stanąć w ogniu.


OBEJRZYJ CAŁE WYDANIE PROGRAMU „PO PROSTU”

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej