RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

„Tyburek” skazany. Dożywocie dla domniemanego grabarza „Wołomina”

Prokuratura przez lata zbierała dowody ws. „Tyburka” (fot. policja)
Prokuratura przez lata zbierała dowody ws. „Tyburka” (fot. policja)

Policjanci przypisywali „Tyburkowi” udział nawet w 10 zabójstwach, w tym masakrze pięciu gangsterów w Gamie w 1999 r. i morderstwie policjanta w Mikołajkach w 2002 r. Przez ponad 15 lat prokuraturze i policji udało się jednak zebrać dowody tylko na jedno zabójstwo i trzy usiłowania. Za te przestępstwa sąd skazał właśnie Andrzeja T., ps. Tyburek, na dożywocie.

Sąd Okręgowy Warszawa-Praga nie miał wątpliwości, że Andrzej T. jest winien ciążących na nim zarzutów: zabójstwa niejakiego „Baniaka” oraz ranienia trzech innych osób, które towarzyszyły zabitemu. Na wysokość kary wpłynęła nie tylko powaga zarzutów, ale także to, że „Tyburek” ukrywał się przez 10 lat, nie zaprzestał przestępczej działalności.

Andrzej T. ps. Tyburek stał się bohaterem kronik kryminalnych w 2000 r., gdy w stolicy trwała krwawa wojna gangów o prymat w przestępczym podziemiu. Członek bezwzględnego gangu Karola S. ps. Karol szybko trafił na policyjną toplistę najgroźniejszych polskich przestępców.

Od spoliczkowania do wojny

„Tyburka” obciąża udział w wojnie, która w latach 1998-2002 wybuchła w gangu wołomińskim. Wtedy to jeden z wołomińskich watażków – Karol S. ps. Karol został publicznie spoliczkowany przez bossa bandy Mariana K. ps. Maniek vel Stary Klepak. To jedna z najgorszych w półświatku form poniżenia. Nic dziwnego, że „Karol” postanowił się zemścić. Tym bardziej, że według policji miał liczyć na poparcie Jeremiasza B. ps. Baranina, polskiego bossa z Wiednia, który mocno mieszał w polskim półświatku.

W „Wołominie” wybuchła, więc krwawa wojna domowa, która stała się początkiem końca tej bandy.„Karol” skupił wokół siebie najwierniejszych współpracowników i zaczął regularną wojnę z „Mańkiem”. Najpierw pod autem bossa wybuchła bomba. Nikomu nic się nie stało, ale w półświatku już huczało, że sprawa musi się skończyć śmiercią albo „Karola”, albo starego bossa.

Masakra w Gamie – jatka, za którą nikt nie zostanie ukarany

zobacz więcej

„Baniak” zginął na miejscu, a „Garnek”, podziurawiony jak durszlak, cudem ocalał

Rebelianci nie czekali, aż dopadną ich kilerzy „Mańka”. Zaczęli „sprzątać” jego najwierniejszych kompanów. 6 stycznia 1999 r. przy skrzyżowaniu ul. Trawiastej z IV Poprzeczną w Aninie zebrało się kilku wołomińskich gangsterów. Spotkaniu przewodził Piotr W. ps. Kajtek, jeden z ważniejszych adiutantów „Mańka”.

Ferajna uzgadniała, jak mają dopaść rebeliantów. „Kajtek” szukał pomocy u młodego bossa gangu markowskiego Krzysztofa K. ps. Baniak. Nagle na ulicy pojawił się dodge stratus. Z okien auta wysunęły się lufy karabinów maszynowych i strzelby, które plunęły ogniem w kierunku zebranych. Kilkanaście kul dosięgło „Baniaka”. Gangster skonał na miejscu.

O cudzie może mówić Piotr D. ps. Garnek. Z jego ciała lekarze wyciągnęli 17 pocisków. Mężczyzna przeżył, a jego kompani zaczęli go nazywać „Durszlak”. Niegroźnie ranny został „Kajtek”, który razem z „Baniakiem” był głównym celem zamachowców. Strzelcami mieli być ludzie „Karola” w tym „Tyburek”.

Kiler śmiał się w kieszeni

Niedługo po tamtej strzelaninie, buntownicy dopadli „Kajtka”. Niestety bandyckie kule dosięgły także przypadkowego przychodnia, który zginął na miejscu. Punktem zwrotnym Karolowej secesji była masakra w wolskiej restauracji Gama, do której doszło 31 marca 1999 r. Kilku mężczyzn, wbiegło do ulubionego lokalu bossa gangu wołomińskiego „Mańka” i zaczęło strzelać do zebranych. „Maniek” i jego druh Ludwik A. ps. Lutek zginęli podziurawieni kulami. Razem z nimi polegało trzech pomniejszych gangsterów. Policyjni informatorzy donieśli, że „Tyburek” mógł być jednym ze strzelców z Gamy. Jednak do dzisiaj nikomu nie przedstawiono zarzutów w tej sprawie.

W zakrwawionym ubraniu „Mańka” policja znalazła zdjęcia kilku najważniejszych postaci bandy „Karola”. Na jednym z nich był uśmiechnięty „Tyburek”, sfotografowany podczas mafijnej libacji. Jak ustalili policjanci, feralnego dnia Marian K. szukał kilerów, którzy zajmą się buntownikami. „Tyburek” miał być jedną z osób przeznaczonych do likwidacji.

Banda groźniejsza od „Pruszkowa” i „Wołomina”? Prokuratura sprawdza „listę śmierci”

Od kilkunastu do nawet blisko 30 osób mogło zginąć z rąk członków gangu „Szkatuły” w ostatnich 12 latach ustalili dziennikarze „Wiadomości” TVP 1 i...

zobacz więcej

Gangsterzy zabijają policjanta

Po masakrze w Gamie policja rzuciła wszystkie siły, aby zakończyć gangsterską wojnę. W ciągu kilku tygodni wpadli „Karol” i jego podwładni. „Tyburek” uniknął zatrzymania, bo akurat wypoczywał gdzieś w Polsce. Na wieść o wsypie kompanów, zniknął.

Andrzeja T. szukali jednak nie tylko policjanci, ale przede wszystkim „Wołomin”. Jacek K. ps. Klepak, syn „Mańka” ponoć wyznaczył nagrodę za wytropienie renegata. Co kilka miesięcy ginęli kolejni członkowie bandy „Karola”. Jednak to ona zadała decydujący cios. 17 sierpnia 2002 r. w barze Okoń w Mikołajkach bawiło się kilku wołomińskich gangsterów, w tym Jacek K. ps. Klepak. Młody boss ukrywał się przed policją.

„Klepak” był pewny siebie. Nie wiedział jednak, że został sprzedany przez któregoś ze swoich podwładnych. Do siedzących „wołominiaków” podeszło nagle trzech mężczyzn, którzy wyciągnęli broń i zaczęli strzelać. Jak wynika z ustaleń olsztyńskich śledczych, jednym z kilerów był właśnie „Tyburek”.

Po zabiciu „Klepaka” mordercy rzucili się do ucieczki. I tu zaczął się następny rozdział dramatu. W pogoń za mordercami ruszył policjant Marek Cekała, zaalarmowany krzykami świadków strzelaniny. W ciemności padł strzał i funcjonariusz został śmiertelnie ranny.

„Śledź” zatrzymany. „Małpa” przejmuje „Marki”

Robert Sz. ps. Śledź uważany dotąd za lidera gangu markowsko-wołomińskiego został zatrzymany, gdy ozdabiał ciało kolejnym tatuażem. Niemal...

zobacz więcej

„Łowcy głów” na tropie

W 2008 r. w warszawskim CBŚ powstała specjalna grupa pościgowa, nazywana „łowcami głów”. Na ich celowniku znaleźli się najgroźniejsi gangsterzy, ukrywający się przed policją i konkurentami. Grupa powstała przede wszystkim po to, aby złapać Andrzeja T.

Nikt nie wiedział nawet, w jakiej okolicy może się ukrywać. Pojawiały się za to informacje o kolejnych napadach, w których miał uczestniczyć. W listopadzie 2009 r., kiedy „łowcom głów” upływał termin namierzenia „Tyburka”, nagle okazało się, że gangster popełnił błąd. Zdradziły go zbyt intensywne kontakty ze swoimi dziećmi, którym co jakiś czas przekazywał pieniądze na życie. Mieszkał wówczas w Niemczech i posługiwał fałszywym dowodem.

Policjanci ustalili, jakim samochodem „Tyburek” będzie jechał na kolejne spotkanie. Na drodze dojazdowej do Poznania przygotowali zasadzkę, udając robotników drogowych. Andrzej T. był kompletnie zaskoczony. Nie pomogła mu zmiana wyglądu, ani usunięcie tatuaży. Zrezygnowany, w kajdanach na rękach i nogach, został przetransportowany do stolicy.

Olsztyńskie śledztwo przeciwko „Tyburkowi” zostało umorzone. Nikt nie poniósł kary za zabicie Marka Cekały.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej