Sale stołecznego sądu okręgowego widziały już rożne dziwactwa ze strony oskarżonych. Jednak to, co zaprezentował ostatnio Rafał S. ps. Szkatuła, boss jednego z najgroźniejszych gangów w Polsce, zaskoczyło wszystkich. W czasie przerwy w obradach sądu, odwrócił się tyłem do świadka, przycisnął pośladki do szyby i zaczął kręcić biodrami. Taniec, który miał obrazić i wyprowadzić świadka z równowagi, będzie kosztował bossa dwa miesiące bez paczek. Sale stołecznego sądu okręgowego widziały już rożne dziwactwa ze strony oskarżonych. Jednak to, co zaprezentował ostatnio Rafał S. ps. Szkatuła, boss jednego z najgroźniejszych gangów w Polsce, zaskoczyło wszystkich. W czasie przerwy w obradach sądu, odwrócił się tyłem do świadka, przycisnął pośladki do szyby i zaczął kręcić biodrami. Taniec, który miał obrazić i wyprowadzić świadka z równowagi, będzie kosztował bossa dwa miesiące bez paczek. Kolejny dzień procesu 17 osób związanych z gangiem „Szkatuły” – w tym dwóch bossów: Rafała „Szkatuły” i jego przyrodniego brata „Belmondziaka”, nie zapowiadał się szczególnie przełomowo. Od ponad półtora roku trwa regularna wojna między prokuraturą, składem orzekającym, a podsądnymi. Oskarżeni regularnie składają wnioski, a to o wyłączenie sędziego, to znów prokuratora. To z kolei powoduje przerwanie rozprawy i stratę cennych godzin. <br/><br/> Prowadzenie procesu utrudnia także słaba kondycja samych podsądnych. Wielokrotnie do specjalnej „bezpiecznej” sali w sądzie przy ul. Kocjana wzywane były służby medyczne. Najczęstszymi dolegliwościami oskarżonych były omdlenia, zasłabnięcia i zawroty głowy. Jak sami mieli mówić, to wynik stresu i walki z niesprawiedliwymi pomówieniami.<b>„Wygina śmiało ciało”</b> <br/><br/> Tym razem przed sądem miał zeznawać Zoltan S. Gdyby wobec stołecznego półświatka stosować terminologię piłkarską, to przeszedł on przez większość drużyn bandyckiej ekstraklasy. Od bandy „Baraniny”, przez „Mokotów” i grupę „Szkatuły”. Właśnie aby opowiedzieć o swojej działalności w tej ostatniej, został wezwany przed oblicze Temidy. <br/><br/> Zoltan S. zeznawał zasypywany wręcz ogromną ilością pytań od podsądnych. Widać było wyraźnie, że obie strony działają sobie na nerwy. Nie zabrakło złośliwych przytyków i aluzji. W pewnym momencie sąd zarządził krótką przerwę. Zoltan S. usiadł na ławce stojącej tyłem do specjalnej kuloodpornej szyby, za którą umieszczeni są oskarżeni. <br/><br/> W tym momencie ze swego miejsca podniósł się Rafał S. Podszedł do szyby na wprost Zoltana, odwrócił się, przycisnął pośladki do tafli i zaczął ruszać biodrami. – Wszyscy byli totalnie zaskoczeni. Zauważył to prokurator, który poinformował sąd o tym incydencie – opowiada jeden ze świadków „tańca Rafała S.”.<b>Dwa miesiące bez paczek</b> <br/><br/> Popisy „Szkatuły” wzbudziły niemal powszechną wesołość wśród jego towarzyszy niedoli. Można się domyślać, o co chodziło bossowi. W półświatku może to oznaczać, że uważa świadka za „cwela”, czyli najprościej mówiąc osobę nieprzestrzegającą bandyckich zasad, z którą można zrobić wszystko. <br/><br/> Inaczej do tańca „Szkatuły” podszedł sąd. Zażądał nagrania z monitoringu i jednocześnie ukarał Rafała S. pozbawieniem możliwości otrzymywania paczek przez dwa miesiące. Dla siedzących w więzieniu taki „wyrok” jest bardzo uciążliwy. <br/><br/> Gangsterowi udało się jednak częściowo wyprowadzić Zoltana S. z równowagi. Mimo oburzenia, świadek kontynuował jednak składanie zeznań. <br/><br/> <b> …i miesiąc bez zakupów w kantynie </b><br/><br/> Najwyraźniej kara wyznaczona przez sąd nie ostudziła emocji targających „Szkatułą”. W czasie kolejnej rozprawy puściły mu nerwy. Po jakiejś wymianie zdań z przewodniczącym i ostrzeżeniu, że w razie dalszych rozmów z podsądnymi zostanie wyrzucony z sali, Rafał S. miał nagle wybuchnąć w stylu: „To sobie, k…a wyrzucaj”. <br/><br/> Tym razem sąd ukarał go miesięcznym zakazem robienia zakupów w więziennej kantynie. – Sąd Okręgowy w Warszawie ukarał oskarżonego Rafała S. karą porządkową w postaci pozbawienia możliwości dokonywania zakupów artykułów żywnościowych na okres miesiąca, bowiem oskarżony naruszył powagę Sądu oraz ubliżył Sądowi, kierując do niego wulgarne słowo. Potwierdzam także, że wcześniej orzeczono wobec oskarżonego karę dwumiesięcznego pozbawienia przywileju otrzymywania paczek – poinformowała tvp.info sędzia Ewa Leszczyńska-Furtak, rzecznik prasowy ds. karnych Sądu Okręgowego w Warszawie.<b>Tony narkotyków</b> <br/><br/> W procesie tym Rafał S. jest oskarżony o podżeganie do kilku zabójstw, obrót ponad 1300 kg marihuany, ponad 80 kg heroiny blisko 40 kg kokainy a także zlecenia pobić i podpaleń. To najważniejsze z 23 zarzutów ciążących na bossie. Jego brat odpowiada „tylko” za 16 zarzutów, głównie związanych z handlem narkotykami.<br/><br/> Szacuje się, że tylko w okresie 2008-2011 gang „Szkatuły” wprowadził do obrotu kilka ton marihuany, setki kilogramów heroiny i kokainy. <br/><br/> <b>Inne procesy gangstera</b> <br/><br/> W październiku 2011 r. Rafał S. stanął przed sądem oskarżony m.in. o kierowanie gangiem, kilka kradzieży, rozbój i handel narkotykami. Gangster zdecydował się na dobrowolne poddanie karze. Prokuratura przychyliła się do jego wniosku, żądając 5,5 roku więzienia, a sąd wydał taki właśnie wyrok. <br/><br/> W 2013 r. został skazany na cztery lata więzienia w procesie dotyczącym podżegania do zabójstwa watażki gangu żoliborskiego Tomasza S. ps. Komandos. Bossa pogrążyły zeznania m.in. jego najbliższych współpracowników i koalicjantów z innych gangów.<b>Od zera do najgroźniejszego gangstera</b> <br/><br/> 40-letni „Szkatuła” zaczynał od kradzieży samochodów dla gangu Piotra K. „Bandziorka”. Szybko piął się w gangsterskiej hierarchii. Po ucieczce „Bandziorka” do Niemiec współpracował z jego następcą Mariuszem D. ps. Przeszczep. Po aresztowaniu tego ostatniego objął przywództwo nad rozproszoną bandą. Nazywano go wtedy „prezesem”. Już wtedy „Szkatuła” zaczął się ukrywać. Nie tylko przed policją, ale i zemstą gangu mokotowskiego, z którym zresztą jako początkujący gangster współpracował. <br/><br/> Banda „Szkatuły” zarabiała nawet 300 tys. zł miesięcznie z samych haraczy. Gang „opodatkował” także lichwiarzy z kasyn oraz bukmacherów ze Służewca i niezrzeszonych taksówkarzy z dobrych punktów w stolicy. Do 2006 r. gang Rafała S. podporządkował sobie większość mniejszych grup przestępczych w stolicy a także na Pomorzu. Do końca 2010 r. ponad 100 najważniejszych członków gangu Rafała S. trafiło za kraty. W kolejnych latach dołączyło do nich jeszcze kilkadziesiąt osób, w tym bojówkarze stołecznej Legii, którzy dla grupy, mieli, handlować narkotykami.