Raport

Epidemia koronawirusa

„Mimo rozkazu opuszczenia kraju, został”. Syn rtm. Pileckiego przerywa milczenie o ojcu

Był nie tylko uczestnikiem wojny polsko-bolszewickiej, ochotnikiem do Auschwitz i walki w Powstaniu Warszawskim. Rtm. Witold Pilecki w czasie pokoju założył mleczarnię, straż pożarną i pomagał ludziom w edukacji rolniczej. – Nikt nie powiedział o nim złego słowa, a ludzie szanowali go za jego czyny – mówi w rozmowie z portalem tvp.info jego syn, Andrzej Pilecki. Losy rotmistrza zakończone rozstrzelaniem przez komunistów w 1948 roku przybliża właśnie wydana książka i film zatytułowany „Pilecki”.

Film o ucieczce rtm. Pileckiego z Auschwitz

Film opowiadający o ucieczce Witolda Pileckiego z niemieckiego obozu Auschwitz zrealizowało oświęcimskie stowarzyszenie Auschwitz Memento....

zobacz więcej

Długo nie mógł mówić o ojcu, który w okresie PRL-u najpierw został uznany za zdrajcę i w wyniku pokazowego procesu skazany i rozstrzelany, a jego działalność dla kraju wymazano z kart historii. Teraz, po latach, pamięć o Witoldzie Pileckim stopniowo jest przywracana, także dzięki jego rodzinie. – Każdą okazję wykorzystuję do poszerzania wiedzy o ojcu, bo ja się go uczę cały czas – przyznaje Andrzej Pilecki.

W tym celu podążył jego ścieżkami i w 1992 roku wraz z żoną ruszył na Białoruś spotkać ludzi, którzy pamiętali jeszcze rodzinę Pileckich. Miejscowi przynieśli ze sobą nawet książki, które w latach 30. XX wieku pożyczył im rotmistrz. – Na rękach nas prawie nosili, miło było słyszeć same superlatywy z ust ludzi prostych – wspominał Andrzej Pilecki.

Ta i inne wizyty pozwoliły mu zdobyć szereg informacji o ojcu. – Niektóre wydawały mi się wręcz wyidealizowane. To był człowiek z krwi i kości i musiał mieć jakieś wady, ale nikt nie chciał mi o nim powiedzieć złego słowa – zdradził syn rotmistrza. – Ludzie tak go szanowali – dodawał.

Nikt nie chciał mi o nim powiedzieć złego słowa

Nie zaprosili rodziny Pileckiego na uroczystości w Auschwitz. „Zapraszaliśmy tych, którzy się zgłosili”

– Rodzina rotmistrza Pileckiego nie weźmie udziału w uroczystościach wyzwolenia Auschwitz – powiedział Sławomir Nitras, doradca premier Ewy Kopacz....

zobacz więcej

Film i książka przekażą prawdę

Syn rotmistrza chce, aby jak najszersze grono osób usłyszało prawdę o jego ojcu. W to pragnienie doskonale wpisuje się książka i film „Pilecki”, który właśnie wchodzi na ekrany polskich kin. Główną rolę powierzono Marcinowi Kwaśnemu, dla którego prawdziwym wyzwaniem było zmierzyć się z legendą. – Ta rola otworzyła mi oczy na naszą historię powojenną, na los żołnierzy wyklętych, do których niewątpliwie zalicza się Pilecki – przyznaje aktor.

Z książki i filmu możemy dowiedzieć się, że rotmistrz nie był bohaterem jednego czynu. Znany jako ochotnik do Auschwitz, założyciel siatki konspiracyjnej i autor pierwszych wysłanych na zachód raportów z Oświęcimia, był także uczestnikiem wojny polsko-bolszewickiej i walk w Powstaniu Warszawskim.

W czasach II RP otrzymał krzyż kawalerski za swoje zasługi społecznikowskie (założył mleczarnię, straż pożarną, pomagał ludziom w edukacji rolniczej). – Był przede wszystkim patriotą, on to miał we krwi. Od początku był do dyspozycji, gdy tylko ojczyzna była w potrzebie, na posterunku – zauważa Andrzej Pilecki.

Pilecki zasłynął też z zasług społecznikowskich (fot. arch. A. Pileckiego/Stow. Auschwitz Memento)

„Rotmistrz Witold Pilecki bohaterem polskiej wolności”. Prezydent na pokazie filmu „Pilecki”

zobacz więcej

Oddał serce dla Ojczyzny

Pomimo wielu podejmowanych zadań pozostał skromnym i cichym człowiekiem, zaprzątniętym los kraju. - Nie był człowiekiem, który pchał się na pierwszy plan, który chciał być bohaterem za wszelką cenę. Znał swoje miejsce w szeregu – zauważa odtwórca jego roli w filmie. – Tak naprawdę walczył z dwoma totalitaryzmami: i z faszyzmem, i komunizmem, a sercem był oddany krajowi – dodaje Kwaśny.

Koniec wojny dla Pileckiego nie oznaczał końca walki o wolną Polskę. Nadal ryzykował życiem i to pomimo okazji ucieczki na Zachód. – Przysięgę raz składał i nikt go nie zwolnił z tej przysięgi. Jeśli miał okazję, a nawet rozkaz opuszczenia Polski, to tak kombinował, żeby tego rozkazu nie dostać – przyznaje jego syn. – Po prostu wiedział, że jak go nie będzie, to nie ma kogo zostawić na swoje miejsce – zauważa Andrzej Pilecki.

Pilecki patriotyzm wyniósł z domu (fot. arch. A. Pileckiego/Stow. Auschwitz Memento)

Przysięgę raz składał i nikt go nie zwolnił z tej przysięgi

IPN ogłosił kolejne nazwiska ofiar z „Łączki”

Wybitni dowódcy oddziałów AK i WiN mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka” i mjr Hieronim Dekutowski „Zapora” to kolejne ofiary komunistycznej...

zobacz więcej

Rodzina była dla niego najważniejsza

Próbował za granicę wysłać rodzinę, a sam zostać w kraju. Los najbliższych zawsze był dla niego najważniejszy. Ci z kolei miesiącami nie wiedzieli, co się z nim dzieje. – Nie mieliśmy absolutnie pojęcia, wiedzieliśmy tylko, że robi coś ważnego. Może mama wiedziała więcej, ale była konspiracja, więc dzieci miały jak najmniej wiedzieć – przyznał Andrzej Pilecki.

Kiedy już udawało im się spotkać, rotmistrz robił wszystko, żeby nadrobić zaległości w kontakcie z dziećmi. – Był duszą naszego czteroosobowego towarzystwa. Cały czas myślał, jakie dać nam zabawy, a także czym uradować mamę – wspomina syn rotmistrza.

Z książki i filmu możemy się dowiedzieć, że Pilecki miał rozmaite talenty, w tym zdolności malarskie. Wykorzystał je do malowania obrazów o tematyce religijnej, z których dwa podarował kościołowi w Krupie, gdzie wiszą do dzisiaj.

„Kwatera Ł” o ofiarach stalinizmu

zobacz więcej

Odnajdą szczątki?

Proces z 1948 roku był olbrzymim ciosem dla rodziny rotmistrza. Prośba o łaskę wysłana do prezydenta Bolesława Bieruta została odrzucona, a wyrok śmierci przez rozstrzelanie wykonany. – Wiedzieliśmy o wyroku. To było przykre, to, co się słyszało i czytało w prasie – przypomina sobie Pilecki. Syn rotmistrza przez całe życie w Polsce Ludowej nosił piętno swojego ojca, kiedy to ludzie systemu utrudniali mu uzyskanie wykształcenia czy awansu w pracy.

Jeśli chodzi o tragiczny los, jaki spotkał rotmistrza, jego syn mówi, że już ocenił system. – Skoro tacy byli, to ja tego nie zmienię, sami wydali o sobie świadectwo. Pytany, czy wierzy w odnalezienie szczątków ojca, przyznaje, że „ma prawdziwą sinusoidę nadziei, która raz wzrasta, a innym razem myśli, że komuniści tak to załatwili, że nigdy nie znajdzie się miejsca, gdzie został pochowany”. Pilecki, decyzją szefa MON, dwa lata temu został pośmiertnie awansowany na pułkownika.

Witold Pilecki dobrowolnie trafił do Auschwitz (fot. Archiwum PMA-B/Stow. Auschwitz Memento)

Komuniści tak to załatwili, że może nigdy nie znajdzie się miejsce pochówku

Film powstał z datków

Fabularyzowany dokument „Pilecki” powstał dzięki zbiórce publicznej zorganizowanej przez Stowarzyszenie Auschwitz Memento bez udziału i wsparcia państwowych instytucji. Na budżet produkcji złożyły się darowizny ponad dwóch tysięcy osób oraz dotacja Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce. Kinowa premiera filmu odbędzie się w piątek 25 września.



Z kolei książka „Pilecki. Śladami mojego taty” to zapis rozmowy, jaką z synem rotmistrza przeprowadzili Mirosław Krzyszkowski i Bogdan Wasztyl, jednocześnie twórcy filmu. Wydano ją nakładem krakowskiego wydawnictwa Znak.

Witold Pilecki na swoim procesie w 1948 roku (fot. Archiwum PMA-B/Stow. Auschwitz Memento)

Zobacz więcej