Była rosyjskim „trollem”, pozwała pracodawcę za straty moralne. Sąd przyznał jej odszkodowanie w kwocie 1 rubla

Kobieta chciała odszkodowania za straty moralne i żądała zamknięcia firmy (fot. YouTube)

Rosyjski sąd skazał petersburską „fabrykę trolli” na karę w wysokości jednego rubla. Dziennikarka Ludmiła Sawczuk, która zaskarżyła Agencję Badania Internetu zajmującą się prokremlowską propagandą w sieci, domagała się odszkodowania za straty moralne i żądała zamknięcia firmy. Sawczuk, mimo znikomej kary, nie kryje radości ze zwycięstwa. – Teraz „internetowe trolle” będę mogły wyjść z cienia – mówi.

– Jestem bardzo zadowolona z tego zwycięstwa. Osiągnęłam swój cel. Teraz „internetowe trolle” będę mogły wyjść z cienia – pozwiedzała Ludmiła Sawczuk po ogłoszeniu wyroku.

34-letnia dziennikarka samotnie wychowująca dwójkę dzieci pracowała w petersburskiej komórce wojny propagandowej do połowy marca. Kiedy przyjmowała tę pracę, miała świadomość, że wkracza do orwellowskiego świata, ale przyznaje, że nie zdawała sobie sprawy z jego skali.

Rosyjska dziennikarka: byłam trollem Kremla w internecie. „160 postów na 12 godzin pracy”

W czterokondygnacyjnym budynku w Petersburgu setki ludzi stukają w klawiatury komputerów. Są na linii frontu wojny propagandowej. Nazywa się ich...

zobacz więcej

160 postów na 12-godzinnej zmianie

Sawczuk opisała agencji AP, jak każdy z „trolli” prowadzi pod różnymi pseudonimami po kilkanaście kont na portalach społecznościowych. Mają za zadanie zamieszczanie komentarzy uderzających w Zachód, a wychwalających Putina. W wydziale, w którym pracowała, każdego obowiązywało napisanie 160 postów na 12-godzinnej zmianie. Trolle z innych wydziałów zalewają internet spreparowanymi zdjęciami i proputinowskimi komentarzami na temat materiałów ukazujących się na rosyjskich i zachodnich portalach.

Niektóre trolle otrzymują codzienne instrukcje, określające, co mają pisać i jakie emocje wywoływać.

– Wydaje mi się, że ci ludzie nie wiedzą, co robią. Po prostu powtarzają to, co im powiedziano – mówiła Sawczuk. Dodała, że większość trolli to młodzi ludzie, skuszeni względnie wysoką płacą, wynoszącą 40-50 tys. rubli miesięcznie (800-1000 dol.). Sawczuk twierdziła dodatkowo, że pracownicy nie mają zgodnych z rosyjskim prawem umów o pracę.

„Fabryka trolli”? Kreml: nic o tym nie wiemy

Administracji prezydenta Rosji nic nie łączy z petersburską „fabryką trolli”, nawet nie wiadomo czy coś takiego w ogóle istnieje – powiedział...

zobacz więcej

Zachód na celowniku

Firma Internet Research jest finansowana – jak twierdzą rosyjskie media – przez holding, na którego czele stoi przyjaciel prezydenta Władimira Putina. Byli pracownicy IR twierdzą, że cała operacja jest kierowana z Kremla.

Petersburski dziennikarz Andriej Sosznikow, jeden z pierwszych, którzy informowali o „kremlowskich trollach”, powiedział agencji AP, że pracuje ich w Petersburgu około 400. Operację nasilono w marcu 2014 roku, kiedy Rosja zaanektowała ukraiński Krym. W ostatnich miesiącach poszukuje się anglojęzycznych trolli, by – jak twierdzi Sosznikow – wpływać na opinię publiczną w Stanach Zjednoczonych. Uwagę trolli przykuwają też Niemcy i inne kraje zachodnie, a także Serbia z jej nadziejami na członkostwo w UE.

źródło:
Zobacz więcej