Politycy nie wierzą w sukces referendum. „Idę o zakład, że frekwencja nie przekroczy 15 proc.”

– To referendum się pewnie nie uda – powiedział w programie „Woronicza 17” Adam Struzik z PSL, który opowiada się za oddaniem 100 mln zł potrzebnych do organizacji głosowania poszkodowanym przez suszę rolnikom. Politycy PiS i Solidarnej Polski nadal życzyliby sobie, żeby posłuchać głosu „sześciu milionów Polaków” i dopisać pytania dotyczące m.in. prywatyzacji polskich lasów i sześciolatków, czemu konsekwentnie sprzeciwia się PO. Lewica z kolei chce odwołania głosowania. Jak mówił w programie Jerzy Wenderlich z SLD, bezpośrednie pytania do Polaków mogłyby zostać zadane np. przy okazji wyborów parlamentarnych.

Sawicki apeluje do Dudy o odwołanie referendum, pieniądze chce dać rolnikom. Premier „trochę zdziwiona”

Minister rolnictwa zwrócił się do prezydenta, żeby zrezygnował z referendum 6 września, a zaoszczędzone w ten sposób pieniądze przekazał na pomoc...

zobacz więcej

– Idę o zakład, że frekwencja nie przekroczy 15 proc. – powiedział w programie „Woronicza 17” Adam Struzik z PSL. Koalicjant PO jest przeciwny wydawaniu pieniędzy na referendum, zamiast tego chciałby pomóc rolnikom, którzy podczas tegorocznej suszy odnotowali straty w produkcji.

– Nie podoba mi się logika, że skoro przewidujemy niską frekwencję, to nie robimy referendum – bronił idei głosowania Marcin Kierwiński z PO. Polityk uważa, że należy dokończyć to, co rozpoczął Bronisław Komorowski, zapowiadając referendum w maju. Jednocześnie Kierwiński zaznaczył, że jest przeciwny dopisywaniu dodatkowych pytań zaproponowanych przez PiS, m.in. o prywatyzacji polskich lasów i obowiązku szkolnego dla sześciolatków.

teraz odtwarzane
Brudziński: „Dla 6 mln polaków ta sprawa jest ważna”

PiS chce rozszerzenia referendum. Mastalerek: dodanie pytań jest możliwe

zobacz więcej

Inny terminu

Struzik w programie uznał, że „kampania referendalna jest wprost wpisana w kampanię wyborczą”. Tym samym zasugerował, że jeżeli politykom zależy na tym, żeby referendum się odbyło, to można by „zmienić jego termin na po wyborach”.

Podobne rozwiązanie zaproponował Jerzy Wenderlich z SLD, który uznał, że bezpośrednie pytania do Polaków mogłyby zostać zadane np. przy okazji wyborów parlamentarnych. – To jak najbardziej zasadne – powiedział Wenderlich.

Akt rozpaczy

Z kolei politycy PiS i Solidarnej Polski uznali, że kosztowne referendum jest „aktem rozpaczy” byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego po przegranej pierwszej turze wyborów. Joachim Brudziński z PiS stwierdził, że skoro referendum ma się odbyć, to powinno ono być „ważne dla obywateli” – Nie brońcie tego, co Komorowski nam zafundował – powiedział.

– Jeżeli mamy wydać pieniądze, to w tej formie jest to rzecz niepoważna – dodał Tadeusz Cymański z Solidarnej Polski. – Jestem za zdrowym rozsądkiem. Jeżeli mamy iść do referendum, to dopiszmy pytania – apelował.


OBEJRZYJ CAŁY PROGRAM: Woronicza 17

źródło:
Zobacz więcej