Antyterroryści skuli i wywieźli niewinnego człowieka. Pomylili go z konwojentem, który ukradł 8 mln zł

„Policja! Cofnij się! Na ziemię”. Taką komendę usłyszał Jarosław Kaczmarek, który poszedł otworzyć drzwi po tym, jak ktoś rano zapukał do jego mieszkania w Konstantynowie Łódzkim. Byli to antyterroryści. Skuli mężczyznę i wywieźli do Poznania. Myśleli, że to on jest fałszywym konwojentem, który na początku lipca ukradł w Swarzędzu 8 mln zł, ale się pomylili – informuje „Express Ilustrowany”.

Zatrudnił się pod fałszywymi danymi, a później ukradł 8 mln zł. Policja poszukuje konwojenta

Policja opublikowała nagranie z wizerunkiem konwojenta, który w Swarzędzu, w lipcu, ukradł prawie osiem milionów złotych. Wymyślił on scenariusz...

zobacz więcej

Śledczy zaplanowali przeprowadzenie akcji na 25 lipca. Stwierdzili, że fałszywym konwojentem, który dokonał zuchwałej kradzieży 8 mln zł, jest Jarosław Kaczmarek. Ustalili, że zastaną go w mieszkaniu przy ulicy Sucharskiego w Konstantynowie Łódzkim. Do akcji przystąpili o godz. 6.15 rano. Najpierw grzecznie zapukali.

„Dryblas wycelował broń”

– Pomyślałem, że to tata wrócił z giełdy kwiatowej i przekręciłem klucz w zamku. W drzwiach stali ubrani na czarno, zamaskowani, barczyści faceci. Zamarłem z wrażenia. Dryblas, który ciałem zablokował wejście, wycelował we mnie broń i krzyknął: „Policja! Cofnij się! Na ziemię” – relacjonuje mężczyzna w rozmowie z „Expressem Ilustrowanym”.

Wystraszony Kaczmarek spełnił żądanie funkcjonariusza. Jeden z policjantów przygniótł go kolanem, wykręcił ręce i zakuł w kajdanki. W tym czasie jego koledzy pilnowali go z pistoletami maszynowymi gotowymi do strzału.

Synowie mężczyzny, 13-letni Michał i rok młodszy Jakub zaczęli krzyczeć i wołać o pomoc. – Poderwałam się na nogi i wybiegłam z pokoju – opowiada 66-letnia pani Maria, matka pana Jarosława. – Zamaskowany napastnik, grożąc mi bronią, zagrodził mi drogę. Krzyknął: „Siedzieć! Nigdzie pani nie wyjdzie!”. Zrobiło mi się słabo. Niedawno przeszłam skomplikowaną operację tętniaka mózgu. Myślałam, że już po mnie.

Na oczach sąsiadów

Piotr Kaczmarek, ojciec mężczyzny, niedługo potem rzeczywiście wrócił z giełdy. Zastał skutego syna leżącego na podłodze i policjantów wyrzucających rzeczy z szaf. – Zażądałem nakazu rewizji. Powiedzieli, że jak się nie uspokoję, też mnie zakują w kajdanki. Skonfiskowali laptopa syna, telefony komórkowe i karty SIM. Jarek leżał na podłodze w samych spodenkach. Kazali mu założyć koszulę i pod bronią, jak groźnego bandytę, wyprowadzili na parking przed blokiem. Tam stały ich samochody. Wsiedli z synem do busa na cywilnych numerach rejestracyjnych. Przyglądało się temu mnóstwo sąsiadów. Myślałem, że spalę się ze wstydu – wspomina w rozmowie z łódzkimi dziennikarzami.

To mógł być skok stulecia! Ze skarbca w Londynie zniknął nawet 1 mld zł w kosztownościach

Nawet 200 milionów funtów, czyli ponad 1,1 mld zł, w kamieniach szlachetnych i innych kosztownościach mogło paść łupem złodziei, którzy w piątek...

zobacz więcej

Antyterroryści zabrali podejrzanego na posterunek do Poznania. – Na komendzie wziął mnie w obroty ostrzyżony na łyso policjant. Zakomunikował mi, że jestem podejrzany o kradzież 8 milionów złotych z konwoju z pieniędzmi. Miałem to zrobić na początku lipca tego roku w Swarzędzu. Zaprotestowałem. Powiedziałem, że to nieprawda. W tym czasie byłem w Anglii. Policjant nie dawał jednak wiary moim słowom – mówi Kaczmarek.

Przesłuchanie trwało 9 godzin. Śledczy dopytywali między innymi, czy podejrzany pracował w ochronie, pobrali próbkę DNA i pisma. Jak opowiada poszkodowany, straszyli trzymiesięcznym aresztem. Noc spędził w celi ze złodziejami. Dano mu do jedzenia odrobinę makaronu i do przykrycia koc śmierdzący moczem.

„Ma pan pecha”

Następnego dnia odbyło się kolejne przesłuchanie. W końcu policjanci zmienili nastawienie. Zorientowali się, że zatrzymali niewłaściwego człowieka. – „Ma pan pecha. Jest pan bardzo podobny do ochroniarza, którego poszukujemy” – powiedział funkcjonariusz, który był u mnie w domu. Zaproponowali, że w ramach tzw. gestu dobrej woli zawiozą mnie na dworzec kolejowy. „Do domu nie możemy, zabieramy tylko w jedną stronę” – powiedział policjant – wspomina Jarosław Kaczmarek.

Mężczyzna za pośrednictwem Prokuratury Okręgowej w Poznaniu złożył zażalenie na bezpodstawne zatrzymanie przez policję. Czeka na oficjalne przeprosiny i zadośćuczynienie.

Jak podaje „Express Ilustrowany”, Kaczmarek od jedenastu lat mieszka i pracuje w Anglii. Samotnie wychowuje dwóch synów. Do Konstantynowa przyjechał w odwiedziny do rodziców. Chciał dzieciom pokazać Polskę.

źródło:
Zobacz więcej