Filozof zakochany w filmach

okładka

Do czego prowadzi połączenie miłości do kina i filozofii można przekonać się, czytając rozważania Gillesa Deleuze. Myśliciel w błyskotliwy sposób analizuje dzieła sztuki filmowej. Razem z nim odkrywamy nieznane i fascynujące aspekty filmów, które – jak się wydaje – wszyscy znają doskonale.

Gilles Deleuze (1925-1995) to jeden z najbardziej wpływowych filozofów drugiej połowy XX wieku. Do najważniejszych jego publikacji należą: „Logika sensu” (1969), „Francis Bacon”. „Logika wrażenia” (1984), „Kapitalizm i schizofrenia”. T. I: Anty-Edyp (1972), „Proust i znaki” (1964), „Co to jest filozofia” (1991) a także prace o Nietzschem, Bergsonie, Spinozie i Kancie.

Fascynacja bergsonizmem leży u podstaw rozważań Deleuze na temat filmu. Filozofia dostarcza temu miłośnikowi kina narzędzi do interpretacji dzieł filmowych. W latach 80. XX w. wydał Deleuze dwa tomy swoich rozważań nad naturą sztuki filmowej: („Kino 1. Obraz-ruch” i „Kino 2. Obraz-czas”). Teraz, dzięki wydawnictwu słowo/obraz/terytoria pracę tę można przeczytać po polsku.

Autor zastrzega na wstępie, że nie zajmuje się historią kina, a chodzi mu o klasyfikację obrazów i znaków. Filmowcy to dla niego myśliciele, którzy myślą za pomocą obrazów-ruchu i obrazów-czasu. Dla Deleuze kino nie jest prostym sposobem komunikacji, ani medium dostarczającym po prostu obrazy i dźwięk. Kino jest dla niego światem odrębnym i autonomicznym, manifestem czystej inteligencji.

Praca Deleuze o kinie wymyka się prostym klasyfikacjom. Daje za to podstawy do nowego, krytycznego podejścia do filmowej materii.

Deleuze wychodzi od bergsonowskiej teorii czasu, zmiany i ruchu. Twórczo polemizuje z nimi jednak. Dla Bergson ruch filmowy był ruchem pozornym (kino było dla niego ciągiem fotografii).

Deleuze bazuje na trzech bergsonowskich tezach o ruchu, ale spiera się z nimi i je zreinterpretuje. Deleuze twierdzi ”film nie daje nam obrazu, do którego dochodzi ruch, daje nam bezpośrednio obraz będący ruchem. Esencją filmu staje się zaś montaż. Bo jak tłumaczy we wstępie: „Ewolucja kina, dochodzenie do jego istot, jego innowacyjność będzie się ujawniać dzięki montażowi, ruchomej kamerze i emancypacji ujęcia, które uniezależni się od projekcji”. Dla Deleuze ruch jest sumą relacji między przedmiotami, osobami, stanami duchowymi. Ruch, trwanie i czas to nierozłączna trójca.

Deleuze, zafascynowany tym, o czym pisze, tworzy skomplikowany, aczkolwiek przejrzysty wykład. Porusza się w gąszczu przykładów, licznych odwołań do filozofii, literatury, itp., by potem wyjść na prostą, zaskakując oryginalnymi wnioskami. Pomocą dla czytelnika są bardzo wyczerpujący system przypisów oraz słownik. Trud lektury opłaca się po wielokroć.

Zaskakujące może być pierwsze zetknięcie z książką. Opowiadając o filmach i istocie obrazu, Deleuze świadomie zrezygnował z ilustracji. Wyjaśnił, że: „nie wprowadzamy do tekstu żadnych ilustrujących reprodukcji, ponieważ to właśnie nasz tekst ma się stać ilustracją wielkich filmów, po których w każdym z nas, tak czy inaczej, zachował się jakieś wspomnienie, wyobrażenie czy wrażenie”.

I rzeczywiście czytelnik doznaje serii olśnień, gdy Deleuze punktuje coś, co choć oczywiste i ledwo dostrzegalne, okazuje się fundamentalne dla filmowej interpretacji. Obrazy tworzą się same.

Deleuze podzielił swe dzieło na dwie części: Pierwsza to „Obraz- ruch”, druga „obraz-czas”. Ujęcie jest obrazem będącym ruchem, ruchomym odcinkiem trwania, świadomością, łączącą to, co w nim występuję. Analizując ujęcia, przywołuje słynne zbliżenia Hitchcocka i np. pustkę kadru Antonioniego, poza którym rozgrywa się to, co najważniejsze. Potem przechodzi do montażu, będącego „operacją, która dotyczy obrazu-ruchu i wydobywa zeń całość, idee, to znaczy obraz czasu”. Deleuze opisuje cztery szkoły montażu: organiczną amerykańską, radziecką dialektykę, ilościową w przedwojennej Francji i niemiecką ekspresjonizmu.

Krzysztof Zanussi, którego filmy Deleuze bardzo cenił (fot. TVP)
Krzysztof Zanussi, którego filmy Deleuze bardzo cenił (fot. TVP)

Deleuze prezentuje różne ujęcia – skupione na przedmiocie (osobie), emocjach i na rozwoju akcji. Opowiada o mistrzach psychologii filmowej. wśród których Bergman, „to bez wątpienia twórca, który najbardziej podkreślał zasadniczą więź łączącą kino, twarz i zbliżenie”. I cytuje wybitnego reżysera, który mawiał „Nasza praca rozpoczyna się od ludzkiej twarzy (…) Możliwość zbliżenia się do ludzkiej twarzy to główna oryginalność i cech wyróżniająca kina”.

Deleuze przygląda się z bliska filmom największych reżyserów od początków kina niemego po lata 70. XX wieku.

Pisze o wielkiej i małej filmowej formie, o rozwoju akcji. Analizując związki obrazu i działania przywołuję metodę pracy z aktorem w Actors Studio Elii Kazana, gdzie „liczyło się tylko wnętrze”.

Za największego metafizyka kina uznaje Deleuze Wernera Herzoga (prezentuje bardzo ciekawą analizę jego filmów). Wychwytuje m.in. fascynację deszczem u Kurosawy i Tarkowskiego, pokazując, jak inne funkcje pełni ona w ich filmach.

Deleuze udowadnia po raz kolejny wielkość kina Chaplina i wynosi do rangi sztuki bezdyskusyjnej burleską. Wędruje ścieżkami rozwidlającego się czasu we „Wszystko o Ewie” Mankiewicza, przegląda równoległe światy w musicalach Vincente Minellego i spiera się z obsesją Pasoliniego, by usystematyzować autonomiczny język kina.

Wprowadzając pojęcie filmowych „kryształów czasu”, gdy przenikają się obrazy wirtualne i aktualne, filozof przywołuje twórczość Krzysztofa Zanussiego. Zalicza polskiego reżysera do „tych autorów, którzy od czasów Dreyera wiedzieli, jak wzbogacać dialog treściami religijnymi, metafizycznymi czy naukowymi, utrzymując je cały czas na poziomie najbardziej codziennym, trywialnym”.

Rozważaniom Deleuze towarzyszy nieustająca troska o kondycję kina, o kryzys, który grozi tej dziedzinie sztuki, gdy do gry wchodzą „formalistyczne wygłupy i komercyjne konfiguracje seksu i krwi”. I ostrzega „sztuka dla mas już ukazywała niepokojące oblicze”. Zdaniem Deleuze „historia kina to długie dzieje męczeństwa’, ale dzięki twórom-myślicielom, udaje się X muzie nie ugrzęznąć na manowcach.

Giles Deleuze
Kino
ISBN: 978-83-7453-896-1
słowo/obraz/terytoria

Kadr z filmu „Nosferatu wampir” Wernera Herzoga, uznanego przez Deleuze za wielkiego mistyka kina (fot. TVP)
Kadr z filmu „Nosferatu wampir” Wernera Herzoga, uznanego przez Deleuze za wielkiego mistyka kina (fot. TVP)

Zobacz więcej