RAPORT:

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Lenin na cokołach, sierp i młot w godle. Witajcie w Naddniestrzu

Skansen? W Naddniestrzu Lenin trzyma się mocno (fot. Kuba Głębicki)
Skansen? W Naddniestrzu Lenin trzyma się mocno (fot. Kuba Głębicki)

Spodziewaliśmy się ponurego miejsca rodem z czasów sowieckich, w którym po ulicach snują się smutni ludzie, a na każdym rogu stoją uzbrojeni po zęby żołnierze. Zobaczyliśmy zwyczajne miasto, pełne sklepów, restauracji i trzymających się za ręce zakochanych. Nieźle jak na państwo, które – przynajmniej formalnie – nie istnieje.

– No i jak tam jest? Tak jak i tu? – zapytała nasza gospodyni w Kiszyniowie, gdy powiedzieliśmy jej, że byliśmy w separatystycznym regionie Mołdawii. Odpowiedzieliśmy wymijająco. Nie chciało przejść nam przez gardła, że Naddniestrze robi lepsze wrażenie niż Mołdawia. Że sklepy są na pierwszy rzut oka lepiej zaopatrzone, chodniki równiejsze, budynki bardziej okazałe. Choć – zgodnie ze statystykami – to prawdopodobnie najbiedniejszy region Europy.

Poroszenko odcina Rosjanom drogę lądową do Naddniestrza. Podpisał ustawy o zerwaniu umów wojskowych

Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko podpisał w poniedziałek ustawy, zrywające szereg umów wojskowych z Rosją, w tym dokument dotyczący tranzytu jej...

zobacz więcej

– Jedźcie koniecznie. Czas się tam zatrzymał – przekonywał kilka dni wcześniej poznany przypadkowo Kanadyjczyk. Chcieliśmy zobaczyć ten zatrzymany czas, skansen socjalizmu, państwo, którego nie uznaje nikt, z wyjątkiem Abchazji i Osetii Południowej. I którego, przynajmniej formalnie, nie ma.

Naddniestrzańska wiza


Naddniestrzańska Republika Mołdawska ogłosiła niepodległość w 1990 roku, ale nadal w dużym stopniu zależne jest od Rosji. Do tej pory stacjonuje tu rosyjska armia (obecnie około 1,5 tys. żołnierzy). Moskwa nie ma interesu w przyłączeniu republiki, choć w 2006 roku ponad 97 proc. mieszkańców Naddniestrza opowiedziało się w referendum za takim właśnie rozwiązaniem. Apel ponowiono w 2014 roku. Po aneksji Krymu parlament w Tyraspolu zwrócił się z taką samą prośbą do rosyjskiej Dumy. Do tej pory nie ma odpowiedzi. Ideą Rosji jest bowiem stworzenie federacji Mołdawii z Naddniestrzem i regionem Gagauzji, na co jednak Kiszyniów nigdy się nie zgodzi.

Do Tyraspola wybieramy się wypożyczonym w Kiszyniowie samochodem. Granicę decydujemy się przekroczyć w Benderach, które jest najruchliwszym przejściem pomiędzy Mołdawią a Naddniestrzem. Trochę obawiamy się naddniestrzańskich celników; wieziemy profesjonalny sprzęt fotograficzny, a do tego nie mamy odpowiedniego zezwolenia na wjazd do republiki od wypożyczalni aut. Przyjmujemy więc strategię na „nierozgarniętych turystów”. Działa.

Główny plac Tyraspola (fot. Joanna Kocik)
Główny plac Tyraspola (fot. Joanna Kocik)

Tu jeździ się na światłach

Przejście graniczne wygląda jak przejście graniczne. Najpierw jest posterunek mołdawski, przez który przejeżdżamy bez zatrzymywania, następnie wojskowe zasieki, stacja benzynowa i kilka budek w pasie ziemi niczyjej, a potem posterunek naddniestrzański. Pogranicznik uważnie sprawdza nasze paszporty, dokumenty samochodu, numery rejestracyjne. Każe otworzyć bagażnik, ale tylko rzuca okiem na walizki. Nie ma prawa wbić nam do paszportu pieczątki. Dostajemy za to elegancko wydrukowaną „wizę” na 24 godziny. Tyle możemy przebywać w Naddniestrzu bez dodatkowych formalności.

Zadowoleni jedziemy w stronę Tyraspola. Mijamy kolejny wojskowy posterunek, przy którym stoi opancerzony transporter. Żołnierze mają długą broń, ale leniwie popalają papierosy, nie zwracają na nikogo uwagi. Po chwili zatrzymuje nas milicja, po plecach przebiega zimny dreszcz. Milicjant zabiera dokumenty i znika. Liczę w myślach wysokość łapówki. Po kilku minutach funkcjonariusz wraca i z uśmiechem mówi: – Jedźcie. Tylko włączcie światła. U nas jeździ się na światłach. O żadnym płaceniu nie ma mowy.

Od lewej: flaga Naddniestrza, poniżej naddniestrzański paszport i "wiza". Po prawej godło państwa
Od lewej: flaga Naddniestrza, poniżej naddniestrzański paszport i "wiza". Po prawej godło państwa

Dumni z blokowisk

Ulice Tyraspola są szerokie i czyste. Dużo zieleni, brzydkie blokowiska. Zarezerwowaliśmy nocleg w prywatnym mieszkaniu, ale nikogo pod wskazanym adresem nie ma. Z naszych komórek nie możemy się połączyć z właścicielem ani z żadnym innym naddniestrzańskim numerem. Szukamy innego miejsca do spania. Nie jest łatwo. W Tyraspolu nie ma turystycznych hoteli, jedyny tego rodzaju - zajęty do ostatniego miejsca. W końcu decydujemy się przenocować w okazałym hotelu Rossija. Recepcjonistka płynnie mówi po angielsku, hotel w niczym nie przypomina sowieckich reliktów, bez problemu działa bezprzewodowy internet. – Ale zapłacić możecie tylko w rublach – mówi dziewczyna. – Tam za rogiem jest kantor.

Granica w Bender (fot. Joanna Kocik)
Granica w Bender (fot. Joanna Kocik)

Mołdawia znów nie wpuściła rosyjskich dziennikarzy. Jechali do Naddniestrza

Korespondent rosyjskiej telewizji Zwiezda Aleksiej Gołowko i towarzysząca mu grupa zdjęciowa nie zostali wpuszczeni na teren Mołdawii. Zatrzymano...

zobacz więcej

Naddniestrze ma własne ruble, niewymienialne w innych państwach świata. W Tyraspolu jednak problemu z wymianą nie ma. Na banknotach widnieją podobizny Aleksandra Suworowa, założyciela stolicy i ukraińskiego poety Tarasa Szewczenki, a na odwrocie narodowe dumy kraju: wytwórnia koniaków Kvint, tyraspolska cerkiew i bloki. Zwykłe, mieszkalne bloki. Kopiejki na awersie mają kłosy zboża, a na rewersie naddniestrzańskie godło, czyli sierp i młot. W 2004 roku około 8 milionów rubli zostało wybitych w polskiej mennicy w Warszawie, powodując dyplomatyczne nieprzyjemności. Mennica tłumaczyła wówczas, że wybijała nie środki płatnicze, a żetony. Żetony w kraju faktycznie funkcjonują żetony - plastikowe kartoniki, których można używać zamiast banknotów. To duma Naddniestrzan i powiew nowoczesności - władze przekonują, że nie niszczą się tak szybko jak banknoty, a do tego łatwiej mogą posługiwać się nimi np. osoby niewidome.

Polacy są wszędzie

Nocleg kosztuje 87 dolarów, czyli około prawie 300 złotych. Zostawiamy rzeczy w hotelu i pędzimy na zwiedzanie „skansenu”. Najbardziej reprezentacyjnym punktem miasta jest ulica 25 Października wraz z przylegającym do niej placem. Znajduje się tam pomnik konny Suworowa i ponura siedziba naddniestrzańskich władz, przed którą dumnie stoi na cokole Lenin. Obok jest park, hala targowa i ściana pamięci żołnierzy poległych w Afganistanie oraz w wojnie o Naddniestrze w 1992 roku. Pusto; ludzi jak na lekarstwo. Na stojącym na placu czołgu bawi się dwóch chłopców. Wielki świetlny billboard reklamuje najlepsze w mieście restauracje.

Nad Dniestrem prawie jak nad Wisłą - śmiejemy się. Nadrzeczna „promenada” jest zaniedbana i wąska, ale zakochani niestrudzenie po niej spacerują. Jest podświetlany na kolorowo most, w remontowanej kawiarni wre praca. – Przepraszam, wy z Polski? – zaczepia nas mężczyzna z żoną i małą córeczką. - Z Polski – odpowiadamy. – Mieszkałem tam, w Stargardzie Szczecińskim - mówi. Z niedowierzaniem przyjmuje fakt, że przyjechaliśmy tu po prostu na wycieczkę.

Plastikowy żeton zamiast monet; naddniestrzańskie ruble, pocztówki; kopiejki wybite w polskiej mennicy (fot. Kuba Głębicki)
Plastikowy żeton zamiast monet; naddniestrzańskie ruble, pocztówki; kopiejki wybite w polskiej mennicy (fot. Kuba Głębicki)

W Naddniestrzu mieszka prawdopodobnie ok. 1,7 tys. Polaków, w Tyraspolu – kilkuset. Według ostatnich danych (z 2004 roku) najliczniejsze grupy stanowią Mołdawianie (32 proc.) i Rosjanie (30 proc.), a w dalszej kolejności Ukraińcy, Bułgarzy i Gagauzi. Większość osób ma podwójne obywatelstwo: naddniestrzański paszport nie jest bowiem uznawany przez żadne państwo świata. Nie ma jednak większego kłopotu, by zaopatrzyć się w dokument rosyjski lub mołdawski.

Cisza nocna


Szukamy sklepu i knajpy. W supermarkecie Sheriff (Sheriff to druga największa naddniestrzańska firma; skupia stacje benzynowe, sklepy, telewizję i klub piłkarski FC Sheriff Tyraspol) półki uginają się od towaru. Jest wszystko: mołdawskie wina, egzotyczne owoce, zagraniczne słodycze. Dość drogo; ceny niewiele niższe niż w Polsce. Podobnie w restauracji, do której trafiamy na kolację: jest smacznie i elegancko, menu po angielsku, obok nas duża rodzina świętuje z jakiejś okazji. Na stół wjeżdżają kolejne dania, leje się wino. Ale wydaje się, że niewielu Naddniestrzan mogłoby pozwolić sobie na taki posiłek.

Nad Dniestrem; typowe bloki mieszkalne w Tyraspolu; wytwórnia koniaków Kvint, ulica Lenina (fot. Kuba Głębicki)
Nad Dniestrem; typowe bloki mieszkalne w Tyraspolu; wytwórnia koniaków Kvint, ulica Lenina (fot. Kuba Głębicki)

Ocenia się, że choć według oficjalnych danych w Naddniestrzu mieszka 550 tys. osób, to liczby te są dużo niższe. Mówi się, że około 150 - 200 tys. osób wyjechało za granicę za pracą, bo sytuacja w republice jest gorzej niż zła. PKB kraju wynosi około miliarda dolarów, czyli około 500 razy mniej niż PKB Polski.

Kraj utrzymuje się z kilku zakładów przemysłowych i przedsiębiorstw i eksportu. Kraj handluje z wieloma państwami UE, w tym z Polską. Finansowany jest też przez tzw. subsydium gazowe, które dostaje od Rosji i liczne subwencje od Kremla, takie jak dodatek emerytalny. Naddniestrze ma jednak ogromne długi i lawinowo rosnący deficyt budżetowy. W ubiegłym roku kurek z pieniędzmi Kremla został dodatkowo przykręcony; nie wiadomo jednak czy był to sygnał, że Rosja ma kłopot z utrzymywaniem republiki czy też planowe działanie, mające na celu pogłębienie kryzysu w regionie.

Bez śladu

Następnego dnia wybieramy się na targ i naddniestrzańską pocztę. Znaczki są mołdawskie, podobnie jak stemple, numery telefonów i adresy stron internetowych. Odwiedzamy jeszcze malowniczą twierdzę w Benderach, odrestaurowaną i pustą; oprócz nas zabytek zwiedza tylko starsza kobieta z wnuczkiem. – Wy z Polszy? – pyta. Potakujemy. – A my Ruskie. Stąd – mówi, klepiąc dłonią drewnianą ławeczkę.

Pomnik Suworowa (fot.Joanna Kocik)
Pomnik Suworowa (fot.Joanna Kocik)

Na „granicy” oddajemy „wizy”, pokazujemy dla formalności wnętrze bagażnika. Już po mołdawskiej stronie strażniczka, widząc nasze paszporty, każe nam zjechać na bok i udać się do biura. Idziemy posłusznie. W środku ubrany po cywilnemu mężczyzna krótko nas przepytuje: po co byliśmy w Naddniestrzu, jak długo, czym przyjechaliśmy, dokąd jedziemy. Ogląda nasze paszporty i tłumaczy zawiłości z meldunkiem i przekraczaniem granicy. Nie do końca rozumiemy szczegóły, próbujemy uprościć jego wywód. – Czyli ogólnie to tak, jakbyśmy nigdy nie opuścili terytorium Mołdawii? – pytamy. – Tak – odpowiada mężczyzna. – Jakbyście nigdy stąd nie wyjechali.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
Zobacz więcej