RAPORT

DEBATA W PARLAMENCIE EUROPEJSKIM PO WYROKU TK

Miał być świetny pomysł na zarobek, ale do akcji weszło CBA i zamknęło biznes

(fot. cba.gov.pl)
(fot. cba.gov.pl)

100 tys. złotych za załatwienie umorzenia śledztwa w prokuraturze - taki cennik miał oszust, który wpadł w ręce CBA. 61-letni mężczyzna powoływał się na znajomości w organach śledczych i obiecywał „skręcanie” dochodzeń. Jak ustalili agenci CBA, oszust blefował i tylko próbował wyłudzić gotówkę.

Znany bokser pośredniczył w kontaktach z mafią? Akcja CBA

Zarzut płatnej protekcji przedstawiła Prokuratura Apelacyjna w Krakowie zatrzymanemu przez CBA Sławomirowi Z., byłemu mistrzowi Polski w boksie....

zobacz więcej

Do zatrzymania oszusta doszło pod koniec ubiegłego tygodnia, jednak dopiero teraz CBA i prokuratura zdecydowały się na ujawnienie sprawy.

Na gorącym uczynku

61-letni Robert G. umówił się w warszawskim centrum handlowym Złote Tarasy z jednym z klientów. Panowie skontaktowali się kilka tygodni wcześniej i G. w zamian za 100 tys. zł zobowiązał się do załatwienia umorzenia śledztwa prowadzonego przez trójmiejską Prokuraturę Apelacyjną. Zapewniał, że ma w niej bardzo mocne wejścia i może załatwić każdą sprawę. Klient przyniósł jednak tylko połowę żądanej sumy. Gdy plik banknotów trafił w ręce G. do akcji wkroczyli obserwujący wszystko funkcjonariusze CBA.

Załatwiacz

Robert G. , oficjalnie biznesmen zajmujący się eksportem-importem został dowieziony do prokuratury. Tam usłyszał trzy zarzuty powoływania się na wpływy na instytucjach państwowych. Pierwszy dotyczył sprawy „gdańskiej”, drugi zaś miała związek z wydarzeniami z lutego br. gdy G. przekonał konkretne osoby o wpływach w prokuraturze w Gliwicach i śląskim zarządzie CBŚP. Zobowiązał się załatwić uchylenie postanowienie o przedstawieniu zarzutów. Miało to kosztować 400 tys. zł, ale oszust zadowolił się połową tej sumy. Oczywiście niczego nie załatwił.

Trzecie przestępstwo jakiego miał dopuścić się G. dotyczyła powoływania się na wpływy w CBŚ i prokuraturze w Kielcach. Tu chodziło o udostępnienie akt sprawy. Przysługa ta miała kosztować zainteresowanego 120 tys. zł. Wpłacił, ale tylko 30 tys. zł. Akt nie zobaczył.

Robert G. trafił do aresztu. Niewykluczone, że oprócz zarzutu powoływania się na wpływy, usłyszy jeszcze zarzuty oszustwa. Śledczy są przekonani, że ofiar oszusta może być znacznie więcej, ale nie chciały one się ujawnić, bo same mają problemy z prawem.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
Zobacz więcej