RAPORT:

#FabrykahejtuPO

Polska inspiruje „pierdzącą babą”, „śmierdzącym chłopem”. A za aplikację płaci MSZ

Aplikacja "Polska inspiruje" "pierdzącą babą" i "śmierdzącym chłopem" (fot. rodziceprzyszłosci.pl)
Aplikacja "Polska inspiruje" "pierdzącą babą" i "śmierdzącym chłopem" (fot. rodziceprzyszłosci.pl)

Za pomocą gry edukacyjnej „Polska inspiruje” dzieci uczą się o Reymoncie dzięki „pierdzącej babie” i „śmierdzącemu chłopu”. – Wszystko, co związane z kupą, bekaniem i pierdzeniem bawi dzieci. Dzięki temu chcą się uczyć – wyjaśnia Wojciech Marciszewski, prezes fundacji Rodzice Przyszłości, która jest wydawcą aplikacji. – Pomysł ciekawy, a wykonanie żałosne – komentują niektórzy rodzice.

Gra edukacyjna „Polska inspiruje” wydana przez fundację Rodzice Przyszłości skierowana jest do starszych przedszkolaków mieszkających za granicą. Grę sfinansowało MSZ. W ramach osobnej regrantingowej procedury konkursowej przez Fundację Edukacja dla Demokracji w kwocie 42.370,00 zł.

Dzieci za pomocą różnych zabaw i zadań poznają ważnych Polaków, jak Maria Skłodowska-Curie, Wanda Rutkiewicz, Pola Negri, Mikołaj Kopernik czy Władysław Reymont. I właśnie część dotycząca autora „Chłopów” wzbudza kontrowersje. Dziecko ma dopasować wyrazy do słowa „baba”. Aplikacja proponuje: śpiewająca, wystraszona i pierdząca.

Pomysł bardzo dobry, wykonanie  „do d...”

Niezbyt pochlebne opinie dotyczące aplikacji pojawiły się już na polonijnym portalu dobrapolskaszkola.com. Krakowianka pisze: Czy na prawdę Polska inspiruje? Nie polecam! Dziecko ma się inspirować „pierdzącą” babą czy może „śmierdzącym” chłopem? Może jednak bardziej inspirujące jest zadanie, w którym dziecko ma dopasować kupy do zwierząt? Albo oglądać gołębia, który wypróżnia się na konia? Pomysł na aplikację bardzo dobry, wykonanie używając języka autorów tejże aplikacji „do d...”

Mama uczennicy szkoły polskiej poza Polską: Zdecydowanie nie polecam. Nie rozumiem, dlaczego fundusze z MSZ sponsorują fundację, których aplikacje są niekulturalne i zdecydowanie nie inspirują. Szkoda. Pomysł ciekawy, a wykonanie żałosne.

Roma: To strasznie smutne, że tak zacna instytucja nie widzi innych sposobów na przykucie uwagi dziecka i zakłada że dobra zabawa może zaistnieć tylko na tak prymitywnym poziomie.

„Aplikacja, która zainteresuje dzieci”

Oczywiście są też zdania pochlebne, jak to Klary: to fantastyczna aplikacja dla dzieci i pierwszy raz ktoś zrobił coś, co trafia zabawą do dzieci, a nie poprzez panią w szkole pokazującą palcem na zdjęcie, którego i tak nikt nie zapamięta. I właśnie o to chodziło twórcom i wydawcom gry edukacyjnej. – Chcieliśmy stworzyć aplikację, która zainteresuje dzieci – wyjaśnia Wojciech Marciszewski, prezes fundacji Rodzice Przyszłości, która jest wydawcą aplikacji. I dodaje, że gra była testowana na dzieciach, które także uczestniczyły w jej powstawaniu.

Nie boimy się „pierdzącej baby”

Prezes podkreśla, że w okresie późnoprzedszkolnym i wczesnoszkolnym wszystko co związane z kupą, bekaniem i pierdzeniem bawi dzieci. – Chodzi o to, aby poznawaniu towarzyszyły miłe doznania. Dzięki temu dzieci chcą się uczyć – przekonuje Marciszewski i dodaje, że najwyraźniej dorośli mają inne preferencje. – Szkoda, że skupiono się wyłącznie na jednym elemencie gry – dodaje.

Marciszewski wyjaśnia też, że bezpośrednim autorem gry jest fundacja Enabling Environments z Londynu, skupiająca specjalistów od edukacji i teoretyków tematu. W obszernej odpowiedzi na głosy krytyki autorzy aplikacją piszą: współczesna dydaktyka od przynajmniej 15 pokazuje dziecku to, co chce zobaczyć, to co je interesuje, ciekawi i bawi. My nie boimy się „pierdzącej baby” bo wiemy doskonale, że dzieci to lubią, dzieci to nie obraża, nie wywołuje w nich oburzenia. Dzieci to uwielbiają! „Pierdząca baba” i „śmierdzący chłop” to metoda i środek, a nie reprezentacja i promocja Reymonta ani stereotypizacja polskiej wsi”.

Marciszewski podkreśla, że ma pozytywny odzew rodziców mieszkających na emigracji. Bo dużym problemem jest często nudna edukacja proponowana przez polskie szkoły.

MSZ pyta o możliwość wprowadzenia zmian w aplikacji

MSZ, które wsparło finansowo projekt, wyjaśnia, że poprosiło twórcę aplikacji o wyjaśnienie i ustosunkowanie się do krytyki. Resort zapytał też o możliwość zmiany kontrowersyjnych treści. „Zwracamy uwagę, że treści, które można uznać za kontrowersyjne stanowią tylko marginalną część projektu, który sam w sobie jest bardzo interesujący, nowatorski i skutecznie promuje naukę języka polskiego” - napisało w odpowiedzi na nasze pytania biuro rzecznika prasowego MSZ.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
Zobacz więcej