„Zabrał mi wszystko, co miałam”. Lichwiarz żąda 358 tys. zł od emerytki

358 tys. zł ma do zapłacenia po wyroku szczecińskiego sądu emerytka ze Szczecina. To odsetki za pożyczkę w wysokości 2 tys. zł, której, jak twierdzi, nigdy nie zaciągnęła. – Mogłam pokwitować jakiś odbiór pieniędzy, ale nie pamiętam, żeby była to pożyczka – tłumaczy pani Maria. Prawnik kobiety wystąpił o pomoc do Prokuratora Generalnego. Na razie odpowiedzi brak.

Nie udało się wstrzymać eksmisji. 76-latka nieświadomie przepisała mieszkanie

Mieszkańcy bloku przy ul. Tarnowieckiej w Warszawie przez godzinę próbowali zablokować eksmisję. Po kilkudziesięciu minutach komornikowi wraz...

zobacz więcej

W 1997 r. mąż pani Marii pożyczył w lombardzie 5 tys. zł, których nie spłacił i zniknął, zostawiając kobietę z dwójką dzieci i problemem. W związku z niespłaconym długiem wierzyciel zabrał pani Marii dom i dał 2 tys. zł. Jak twierdzi kobieta, miała być to kwota „na otarcie łez”. Według właściciela lombardu – pożyczka. – Dla mnie te pieniądze były czymś w rodzaju zachęty do opuszczenia domu – mówi pani Maria Garnuszewska w rozmowie z TVP Info. – Panu bardzo zależało, żeby jak najszybciej sprzedać tę nieruchomość – dodaje. Kobieta zarzeka się, że nie podpisywała żadnej pożyczki. – Mogłam pokwitować jakiś odbiór pieniędzy, ale nie pamiętam, żeby była to pożyczka – zaznacza.

Lichwiarski procent

W 2000 r., sąd po procesie, w którym kobieta nie uczestniczyła, przyznał rację lichwiarzowi. Jak twierdził właściciel lombardu, kobietę i jego wiązała umowa, na podstawie której mieszkanka Szczecina powinna mu spłacać 3 proc. odsetek dziennie od wspomnianej kwoty 2 tys. zł.

Jan Sznajder na razie nie straci mieszkania

Sąd w Bydgoszczy zatrzymał egzekucję komorniczą Jana Sznajdera, który poręczył 700 zł pożyczki, a do oddania miał ponad 120 tys zł. W ten sposób...

zobacz więcej

Dwa lata temu właściciel lombardu pojawił się w mieszkaniu pani Marii i zażądał spłaty długu. – Powiedziałam wtedy, że nie czuję się winna. Zabrał mi wszystko, co miałam – opowiada. Wówczas mężczyzna miał zniknąć z jej życia. O sprawie przypomniał komornik, który w ubiegłym roku wezwał kobietę do oddania 2 tys. zł długu wraz z gigantycznymi odsetkami. Dziś dług Marii Garnuszewskiej jest wart 358 tys. zł. – Kwota nie do spłacenia dla mnie. Jestem na świadczeniu rehabilitacyjnym, które wynosi ok. 400 zł. Prawdopodobnie przejdę na rentę – mówi. Komornikowi nie udało się jak na razie zająć świadczenia.

Wyrok bez dowodu?

Sprawa jest o tyle kontrowersyjna, że w aktach sądowych nie umowy pożyczki. Nie wiadomo więc, na jakiej podstawie sąd 15 lat temu wydał wyrok. – Może na podstawie oświadczenia tego pana ? – zastanawia się kobieta. Również jej radca prawny nie wie, dlaczego sprawa znalazła taki irracjonalny finał. W związku z tym wystąpił z pismem do Prokuratora Generalnego o ponowne rozpatrzenie tej sprawy. Na razie nie uzyskano odpowiedzi.

źródło:
Zobacz więcej