RAPORT

Wojna na Ukrainie

„Wszyscy pracowaliśmy jak w transie. Nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, co się wydarzyło”

– To, co się wydarzyło, ta historia, działo się na naszych oczach. Wiedziałem, że zginął prezydent, polska elita, ale ta świadomość, wymiar tego wydarzenia, dotarły do mnie dopiero gdy wróciłem, poszedłem pod Pałac Prezydencki i zobaczyłem morze zniczy i ludzi. Wtedy ogrom tej tragedii do mnie dotarł – mówił na antenie TVP Info Jarosław Olechowski, dziennikarz, który pięć lat temu był na miejscu katastrofy smoleńskiej.

– Było strasznie, to był miks wrażeń, uczuć, ale i takiego zawodowego obowiązku. To największe wyzwanie zawodowe, nic większego się pewnie w mojej karierze zawodowej nie przytrafi, żaden ważniejszy temat do relacjonowania – mówił na antenie Jarosław Olechowski, dziennikarz TVP Info, wspominając to, co wydarzyło się pięć lat temu w Smoleńsku.

Pierwsze relacje TVP Info po katastrofie w Smoleńsku

Przed zbliżającą się piątą rocznicą katastrofy smoleńskiej Naczelna Prokuratura Wojskowa przedstawi aktualny stan śledztwa dotyczącego katastrofy...

zobacz więcej

„Robiłem relację przez 20 godzin”

Wiele osób, które zginęły w katastrofie – jak mówił – znał osobiście. Z wieloma z nich zawarł bliższe znajomości. – Z Andrzejem Przewoźnikiem, sekretarzem generalnym Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa widziałem się 7 kwietnia, gdy przyleciał z delegacją premiera Donalda Tuska do Smoleńska. Mieliśmy po obchodach spotkać się i porozmawiać, ale ta rozmowa pozostanie już niedokończona – wspominał dziennikarz. Olechowski przyznał, że tam na miejscu wszyscy dziennikarze wykonywali swoje zadania i nie myśleli o emocjach. – Wszyscy pracowaliśmy jak w transie, nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, co się wydarzyło. Pierwszego dnia gdy spadł samolot stałem przed kamerą i robiłem relację przez 20 godzin, zszedłem z dyżuru o 3-4 nad ranem czasu rosyjskiego, a byłem na nogach od 5 rano poprzedniego dnia. Nie byłem w ogóle zmęczony. Adrenalina i te emocje to było coś niesamowitego – wspominał.

„Widziałem duży fragment samolotu”

Opowiadając o tym, co działo się na miejscu katastrofy, Olechowski powiedział, że kordon milicyjno-wojskowy, który otaczał miejsce tragedii, nie za bardzo wiedział, jak ma się zachować wobec polskich dziennikarzy. – Kiedy dotarliśmy, próbowali nas zatrzymać, żebyśmy nie mogli wejść. Nie wiedzieli sami za bardzo, co się stało. Być może też byli w szoku. Nie byli bardzo opresyjni, starali się, byli bardzo kulturalni jak na rosyjskie standardy. Gdybyśmy byli bardziej zdecydowani, to byśmy się być może przedarli przez ten kordon. Nie wiedzieliśmy, jak to miejsce katastrofy wyglądało. Udało mi się to miejsce obejść. To był ogromny obszar, na którym te fragmenty samolotu były rozrzucone. To był kwiecień, na drzewach nie było jeszcze liści, widziałem duży fragment samolotu, wydawało mi się, że to był kadłub, ale to też było gigantyczne wrażenie, gdy widziałem postrzępione fragmenty metalu wystające z tych krzaków – opowiadał dziennikarz TVP Info.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej