Walczył po stronie separatystów na Ukrainie. „Walkami o Debalcewe dowodzili rosyjscy oficerowie”

Według Sapożnikowa w przypadku dużych operacji wojskowych rozkazy separatystom wydają rosyjscy oficerowie (fot. bbc.co.uk)

– W ciągu 3-5 dni na pomoc przyjechały nasze czołgi. To była rosyjska armia, Buriaci. Dzięki nim, dzięki temu ciężkiemu sprzętowi zajęliśmy Debalcewe – opowiada w rozmowie z rosyjskim wydaniem BBC Dmitrij Sapożnikow, rosyjski ochotnik, który pojechał na Ukrainę, by walczyć po stronie separatystów. Nie ukrywa, że w głównej bitwie ofensywy z początku roku brali udział rosyjscy oficerowie.

Tajemnicze odznaczenia od Putina dla żołnierzy. Za walkę na Ukrainie?

Trzy rosyjskie jednostki wojskowe zostały odznaczone przez prezydenta Rosji tytułami „Strażników” . To prestiżowe wyróżnienie, wprowadzone jeszcze...

zobacz więcej

Sapożnikow urodził się w Petersburgu. Jest członkiem Monarchistycznej Partii Rosji (do rosyjskiego monarchizmu odwołuje się także jedna z głównych postaci separatystów Igor Girkin „Striełkow”). Na Ukrainę trafił w październiku: jak tłumaczy, przyjechał do Donbasu by „bronić Rosjan”. Został dowódcą oddziału specnazu.

W obszernym w wywiadzie dla rosyjskiej wersji BBC opowiada o szczegółach walk o Debalcewe. W kwietniu zeszłego roku miasto znalazło się w granicach samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej. Po ofensywie ukraińskich sił w lecie zeszłego roku Debelcewe wróciło pod kontrolę Kijowa. Walki rozgorzały na nowo w styczniu 2015 roku. Separatyści zaczęli intensywnie szturmować miasto, toczyły się o nie ciężkie walki. Co chwilę pojawiały się informacje, że liczące prawdopodobnie kilka tysięcy żołnierzy siły ukraińskie zostały zamknięte w „kotle”. Miasto zostało zdobyte przez separatystów w połowie lutego.

Pod Debalcewem był buriacki oddział. Mówili, że świetnie wiedzieli, gdzie jadą, ale oficjalna wersja brzmiała „jedziemy na szkolenia”

Węzeł kolejowy, strategiczne położenie. Dlaczego Debalcewe jest takie ważne?

zobacz więcej

Rosjanie przy mapach

Według Sapożnikowa udział Rosjan w walkach o Debalcewe „nie jest już tajemnicą”. Przyznał również, że operacją dowodzili rosyjscy generałowie i pułkownicy.

– Wszystkimi operacjami, zwłaszcza tak dużymi jak robienie „kotłów”, dowodzą rosyjscy wojskowi. Oni tworzą plany razem z naszymi dowódcami. (…) Oni to wymyślają, a my realizujemy – opowiada. Dodaje, że w czasie walk o lotnisko w Doniecku otrzymywał rozkazy tylko od separatystów, a nie rosyjskich wojskowych.

W relacji ochotnika pojawia się także motyw zachodnich ochotników, którzy przyłączyli się do ukraińskich batalionów. – U nas instruktorzy to rosyjscy wojskowi, a u nich zachodni – mówi. Przyznaje jednak, że nie rozmawiał z żadnym z nich.

Zastrzega, że wszyscy rosyjscy żołnierze, z którymi miał kontakt, przyjechali do Donbasu z własnej woli, nie byli zmuszani do udziału w walkach. – Pod Debalcewem był buriacki oddział. Mówili, że świetnie wiedzieli, gdzie jadą, ale oficjalna wersja brzmiała „jedziemy na szkolenia” – opowiada.

źródło:
Zobacz więcej