Zobacz stenogramy prezydenckiego Tu-154

Na stronach Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji opublikowano stenogramy z katastrofy polskiego samolotu Tu-154 pod Smoleńskiem. Wynika z nich, że na minutę przed katastrofą Tu-154M system TAWS po raz pierwszy sygnalizował "TERRAIN AHEAD"; załoga podała, że jest 100 m nad ziemią. Kontroler lotu z wieży lotniska w Smoleńsku dał komendę "Horyzont", gdy samolot był 40 m nad ziemią, 10 sek. przed upadkiem.

Słowa „To będzie... makabra będzie. Nic nie będzie widać” oraz „Nie, no ziemię widać... coś tam widać... może nie będzie tragedii” odnotowuje stenogram rozmów w kokpicie samolotu Tu 154 M na około 40 minut przed tragedią.

„W tej chwili, w tych warunkach, które są obecnie, nie damy rady usiąść” – mówił dowódca załogi Arkadiusz Protasiuk do dyrektora z MSZ Mariusza Kazany na ok. kwadrans przed katastrofą w Smoleńsku - wynika ze stenogramów rozmów w kabinie TU-154.

Dowódca załogi mjr Protasiuk dodał, że „spróbujemy podejść, zrobimy jedno zejście, ale prawdopodobnie nic z tego nie będzie”. „No to mamy problem” - takie słowa Kazany odnotowuje stenogram.

Po ok. czterech minutach rozmów na inne tematy, w stenogramie znajduje się zdanie Kazany: „Na razie nie ma decyzji prezydenta, co dalej robić” oraz inna jego niezrozumiała wypowiedź.

„Warunków do lądowania nie ma” - mówił do załogi prezydenckiego samolotu na ponad kwadrans przed katastrofą kontroler ruchu lotniczego w Smoleńsku.

Dowódca samolotu prezydenckiego odpowiedział – „Dziękuję, jeśli można to spróbujemy podejścia, ale jeśli nie będzie pogody, to odejdziemy na drugi krąg”.

Konsultacje z załogą JAK-a

Załoga JAK-a 40, który wylądował wcześniej w Smoleńsku, informowała pilotów prezydenckiego samolotu, że są bardzo trudne warunki do lądowania - wynika z opublikowanych we wtorek stenogramów z zapisem rozmów utrwalonych na rejestratorze pokładowym.

„No witamy ciebie serdecznie. Wiesz co ogólnie rzecz biorąc, to p...a tutaj jest. Widać jakieś 400 metrów około i na nasz gust podstawy są poniżej 50 metrów, grubo”. Ta rozmowa miała miejsace o godz. 8.25.

Potem drugi pilot zapytał załogę JAK-a, czy już wylądowała. „No, nam się udało tak w ostatniej chwili wylądować. No, natomiast powiem szczerze, że możecie spróbować, jak najbardziej. Dwa APM-y (reflektory systemu lądowania) są, bramkę zrobili, także możecie spróbować, ale... jeżeli wam się nie uda za drugim razem, to proponuję wam lecieć na przykład do Moskwy, albo gdzieś” - mówił członek załogi JAK-a.

Załoga Tu-154 o 10.27 ponownie rozmawiała z załogą JAK-a 40. Drugi pilot prezydenckiego samolotu pytał: „Jak grube są chmury”. Usłyszał w odpowiedzi, że około 400-500 metrów. „Z tego co pamiętam na 500 metrach jeszcze byliśmy nad chmurami” - opdowiedział członek załogi JAK-a. Jak dodał, „APM-y są oddalone od progu pasa jakieś 200 metrów”.

Następnie dowódca Tu-154 poprosił drugiego pilota o to, by zapytać kolegów z JAK-a, czy „Rosjanie już przylecieli”. „Ił dwa razy odchodził i chyba gdzieś odlecieli” - mówił jeden z pilotów JAK-a.

Ostatnie chwile lotu

Na minutę przed katastrofą zarejestrowano ostrzeżenie systemu TAWS. Automatyczny głos powiedział: „TERRAIN AHEAD” (ziemia przed tobą). 9 sekund wcześniej załoga komunikowała, że jest 400 metrów nad ziemią. Ostrzeżenie TAWS powtórzyło się po 25 sekundach i jeszcze raz, po kolejnych 10 sekundach. Piloci informowali, że są 200 i 100 metrów nad ziemią.

O godz. 8.40 i 42 sekundy TAWS podawał kilkakrotnie: „PULL UP” (do góry). Załoga meldowała, że jest 90 metrów nad ziemią. Gdy byli jeszcze 10 metrów niżej, osoba oznaczona jako drugi pilot powiedział „odchodzimy”.

O 8.40 i 53 sekundy załoga podawała, że jest na wysokości 50 metrów od ziemi. To wówczas kontroler wieży powiedział: „Horyzont 101”, który jest nakazem zakończenia procedury zniżania. Powtórzył to jeszcze raz trzy sekundy później.

O godz. 8:40 i 59 sekund stenogram odnotowuje „Odgłos zderzenia z drzewami”, na co reakcją jest okrzyk: „K...a mać!” drugiego pilota.

Potem słychać komendę z wieży kontrolnej: „Odejście na drugi krąg!”.

Ostatnim zapisem stenogramu jest krzyk nierozpoznanej osoby w kabinie „K......aaaa...!”.

Transkrypcję zapisu czarnej skrzynki przywiózł we wtorek późnym wieczorem szef MSWiA Jerzy Miller, który równocześnie przewodniczy polskiej komisji wyjaśniającej okoliczności katastrofy. We wtorek po południu zapoznała się z nimi Rada Bezpieczeństwa Narodowego.

Według opisu zeskanowanego dokumentu, jest to transkrypcja zapisu rejestratora dźwięku „MARS-BM”.

40-stronicowy dokument zawiera rozpisane w tabelach: czas, treść zdania po rosyjsku i polsku oraz oznaczenie, kto wypowiada dane słowa. Część zdań jest wypowiadanych w języku angielskim, niektóre fragmenty są opisane jako niezrozumiałe.

Stenogramy zawierają treść rozmów załogi samolotu Tu-154 między 8:02 a 8:41 czasu polskiego.

Jacek Turczyk
Od katastrofy smoleńskiej mijają prawie dwa miesiące (fot. PAP/ Jacek Turczyk)

Pierwsze komentarze

Zapis zawiera to, co już wiedzieliśmy. Nie ma niczego, co zmieniałoby dotychczasową wiedzę - powiedział po opublikowaniu stenogramów rozmów załogi Tu-154, płk Tomasz Pietrzak, były dowódca 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego i instruktor na Tu-154, obecnie pilot cywilny.

Opublikowany stenogram rozmów z kabiny pilotów Tu-154 nie wyjaśnia, dlaczego załoga zeszła poniżej wysokości decyzji, trzeba czekać na ustalenia komisji - powiedział płk Pietrzak.

Widać, że założenie było prawidłowe, załoga miała się zniżać do 100 metrów, było alternatywne lotnisko. Nadal nie wiadomo, dlaczego zniżali się dalej - zaznaczył.

Ekspert do spraw lotnictwa Piotr Łukasiewicz uważa, że jest jeszcze za wcześnie, aby wyciągać wnioski z ujawnionych zapisów czarnych skrzynek prezydenckiego samolotu. W rozmowie z TVP Info ekspert powiedział, że do tego trzeba między innymi szczegółowych parametrów lotu, zapisanych na drugiej czarnej skrzynce.

Zdaniem eksperta, strona polska mogłaby zbadać zgodność ujawnionych materiałów z zawartością polskich czarnych skrzynek. Pułkownik Łukasiewicz nie wie jednak czy Polska ma deszyfratory tych danych.

Przyczyną katastrofy samolotu Tu-154 mógł być radiowysokościomierz - ocenił po analizie stenogramów z rozmów załogi b. szef UOP gen. Gromosław Czempiński.

Czempiński zwrócił uwagę, że piloci ustawili radiowysokościomierz na wysokość 100 metrów. Przed rozpoczęciem próby lądowania, jak wynika ze stenogramów, założyli bowiem, że jeśli się ona nie powiedzie, na tej wysokości przerwą procedurę lądowania - przejdą na drugi krąg.

Lądowali na autopilocie i radiowysokościomierzu. Po osiągnięciu 100 m radiowysokościomierz powinien się zatrzymać. Samolot (na autopilocie) powinien wyrównać, ale był wąwóz. Wysokości zaczyna im przybywać, więc radiowysokościomierz, autopilot reagują, obniżają lot. Raptem wysokość zaczyna maleć i przyrząd, w mojej ocenie, nie zdążył zareagować - analizował Czempiński.

Jak dodał, radiowysokościomierz sprawdziłby się bliżej lotniska, gdzie teren jest płaski, ale „wcześniej - nie”.

Generał nie chciał oceniać, czy doszło do błędu ze strony załogi. Powiedział jedynie, że procedury zostały złamane już w momencie, gdy podjęli decyzję o próbie lądowania. – Gdy odebrali komunikat od załogi polskiego Jaka-40, który lądował wcześniej, o tym, że widzialność wynosi 400 metrów, a pułap chmur jest nie wyżej niż 40 m, to nie powinni myśleć o próbie lądowania, i to jest zasadnicza sprawa - podkreślił Czempiński.

(fot. YURI KOCHETKOV)
Oryginalne czarne skrzynki z prezydenckiego Tu-154 pozostały w Moskwie (fot. PAP/ YURI KOCHETKOV)

źródło:

Zobacz więcej