Głód, mróz, samotność i strach. Wspomnienia byłych więźniów z Auschwitz-Birkenau

Przeżyli piekło na ziemi. Coś, czego nie zrozumie nikt, kto sam tego nie doświadczył. Ale opowiadają o tym, bo my powinniśmy wiedzieć, co wydarzyło się 70 lat temu.

Fella Allon (d. Rosenberg)

„Urodziłam się 10 stycznia 1931 r. w Pułtusku. Niedługo potem przeniosłam się z rodzicami do Warszawy. Wojna wybuchła zanim zdążyłam pójść do trzeciej klasy. Gdy zamieszkaliśmy w getcie mój tata, który był inżynierem, wybudował w domu młyn, dzięki czemu piekliśmy chleb i nie cierpieliśmy z głodu. Pomimo tego, że przeżyłam Majdanek i Auschwitz, najgorsze wspomnienia mam z getta. Tą brutalność i śmierć ludzi z głodu”.

„Ukrywaliśmy się wraz z rodziną podczas powstania w getcie. Tata bał się, że jak zabiorą nas do obozu, to nie przeżyję, bo jestem jeszcze dzieckiem. W końcu Niemcy nas znaleźli. Początkowo myśleliśmy, że jedziemy do Treblinki. Potem okazało się, że trafiliśmy do Majdanka. Tam widziałam mojego ojca po raz ostatni. Nie przeżył”.

„Po dwóch miesiącach ciężkiej pracy na Majdanku przetransportowano nas – mnie i mamę – do Auschwitz-Birkenau. Tam początkowo pracowałyśmy w tzw. kanadzie, sortując rzeczy należące do ofiar przywiezionych do obozu. Potem przeniesiono nas do fabryki, w której robiono broń dla nazistów. Wtedy też przeniesiono nas do obozu Auschwitz I”.

„Jeszcze w Birkenau zachorowałam na malarię. Kiedy przeniesiono mnie do Auschwitz, zauważył mnie przez okno baraku jeden z niemieckich więźniów. Wyglądałam jak jego córka, a on przypomniał mi mojego ojca. Kilka dni później on pytał o mnie i dowiedział się, że jestem chora. Potem przysłał mi leki, które ocaliły mi życie”.

„Codziennie o piątej rano były apele. Ustawiali nas w szeregach. Byłam chuda i bardzo drobna, ale pomimo tego mama kazała mi stawać w pierwszym rzędzie, obok najzdrowszych i najsilniejszych. W ten sposób chciała uratować mi życie. Ona cały czas się mną opiekowała, dbała o mnie”.

Fella Allon (d. Rosenberg) (fot. Assaf Sahar)

„10 stycznia, w moje 14. urodziny, trzy więźniarki pracujące ze mną i mamą, dały mi kartkę z okazji urodzin. Kartka była kolorowa, z optymistycznymi życzeniami. Nosiłam ją cały czas przy sobie, do 18 stycznia, czyli dnia, w którym zaczęto ewakuować obóz”.

„Zaczął się marsz śmierci. Jeśli zatrzymałeś się na chwilę albo usiadłeś, Niemcy od razu strzelali i zostawiali ciała na drodze. W pewnej chwili nie miałam już siły iść dalej i powiedziałam mamie, że muszę usiąść. Mama się zgodziła i powiedziała, że w takim razie ona usiądzie ze mną. To dało mi siłę, żeby iść dalej, bo wiedziałam, że jak usiądziemy, to nas zastrzelą”.

„Przetransportowano nas potem w bydlęcych wagonach do obozu Ravensbrück, potem do Malchow. Tam doczekałyśmy wyzwolenia”.

„To, co pamiętam, to krzyki kobiet w barakach. Krzyki spowodowane bólem, gdy jedna z więźniarek niechcący nadeptywała na stopę innej więźniarki. Ich stopy były poranione przez lód. To był ból spowodowany długim marszem, boso”.

Kartka, którą Fella dostała na 14. urodziny (fot. archiwum Assaf Sahar)

Olga Hoffman

„Rozdzielali matki i dzieci, rozdzielali siostry. Trzeba było przejść z podniesionymi rękami, oni sprawdzali, czy nic przy sobie nie masz. Jeśli miało się cokolwiek, odsyłali na bok. Wszyscy panikowali, bo było wiadomo, co się stanie, jeśli każą odejść na bok”.

„Najgorsze doświadczenie w moim życiu to selekcja. Ten strach”.

Brama główna obozu Auschwitz-Birkenau (fot. TVP/Emilia Stasiak)

„Rano była czarna kawa. Wieczorem kawałek chleba i odrobina zupy. Cały czas byliśmy głodni, cały czas. I cały czas rozmawiało się o jedzeniu”.

„Pracowałam przy budowie baraku. W tym błocie i ziemi, ale musieliśmy, bo nie było już miejsca w innych barakach. Raz w tygodniu chodziliśmy na piechotę z Birkenau do Auschwitz”.

Więźniowie na rampie w oczekiwaniu na selekcję (fot. archiwum Assaf Sahar)

„Codziennie biorę zdjęcie mojej mamy i mojej siostry. Rozmawiam z mamą, siostrę całuję. Czym one zawiniły? 6 mln to tylko liczba. Ale wyobraźmy sobie Danię, tam żyje około tylu osób. Wyobraźmy sobie, że nagle cały kraj znika. Nie umiemy sobie tego wyobrazić”.

„Powstają książki, ktoś próbuje to ubrać w słowa. Ale nie da się opisać uczuć, jak traci się matkę, małą siostrę, brata, dziadka. Dziadek miał 93 lata. Komu on w czym zawinił? Jak nazwać tych, którzy zbierali niewinnych ludzi, pakowali ich w pociągi i przywozili tutaj? Tych, którzy mieli tylko w głowie manię, żeby zabić wszystkich Żydów?”

Pani Hoffman po latach przyjechała na teren dawnego obozu Auschwitz-Birkenau (fot. YouTube)

Irving Roth

„Ci, którzy zostali przy selekcji skazani na śmierć w komorze gazowej, musieli ustawić się przed wejściem do niej. Mówiło się, że idą wziąć prysznic. W środku było pusto. Były tylko ponumerowane haki wbite w ścianę. Kiedy ludzie zaczynali panikować, strażnicy mówili, żeby zapamiętać numer wieszaka, na którym powiesiło się ubrania, żeby móc je po prysznicu znaleźć. Kazali wiązać buty parami, żeby się nie pogubiły”.

„Przed wejściem do baraku był napis „łaźnia”. Każdy dostawał kostkę mydła, a w środku były prysznice, więc ludzie wchodzili do środka”.

„Mój dziadek, moja babcia, moja ciocia i 10-letni kuzyn”.

(fot. TVP/Emilia Stasiak)

„Pracowałem w polu, pamiętam wybuch w krematorium. To była część zorganizowanego przez Sonderkommando buntu. Myślę o tych kobietach, które pracowały w fabryce i przemycały materiały potrzebne do wysadzenia budynku. Ile czasu musiało to trwać, przecież to był solidny budynek. Jedna z nich, Rosa Robota, została złapana i powieszona 5 stycznia 1945. Obóz był ewakuowany 18 stycznia. Do ostatniego momentu naziści mordowali ludzi. Szukacie w tym logiki?”

(fot. TVP/Emilia Stasiak)

Zobacz więcej