RAPORT

Wojna na Ukrainie

„Po prostu”: Krwawy przewrót w Rumunii 25 lat później

Choć od śmierci Nicolae Ceausescu minęło już ćwierć wieku, to ślady jego reżimu są wciąż widoczne w Rumunii. Przeszłość ciąży nad tym krajem zdecydowanie bardziej, niż mogłoby się wydawać. O sytuacji w Rumunii ekipa „Po prostu” Tomasz Sekielskiego rozmawiała z dwoma byłymi prezydentami, członkiem plutonu egzekucyjnego, który wykonał wyrok śmierci na małżeństwie Ceausescu i robotnikiem oskarżonym o szpiegostwo na rzecz Polski.

25 lat od stracenia Ceausescu. Rumunia odbija się od dna

Rumunia jest jedynym krajem dawnego bloku komunistycznego, w którym w 1989 r. droga do demokracji zaczęła się krwawo. Ponad 1000 ofiar w...

zobacz więcej

Okres reżimu wspominał Iulius Filip, robotnik kolejowy z miejscowości Kluż, oskarżony o zdradę i działalność antysocjalistyczną. Wyrok ośmiu lat więzienia usłyszał za wysłanie we wrześniu 1981 r. listu do Polski. Był to list z pozdrowieniami do uczestników I zjazdu „Solidarności” w Gdańsku.

List został sporządzony w trzech egzemplarzach. Dwa – jeden wysłany oficjalnie pocztą i drugi, który pojechał międzynarodowym pociągiem – przechwyciła rumuńska służba bezpieczeństwa; trzeci list trafił jednak do Polski. – Trzeci egzemplarz wysłałem za pośrednictwem wspaniałego Polaka, którego nie znałem. Spotkaliśmy się przed kościołem w Klużu. Wręczyłem mu list i butelkę szampana, powiedziałem „solidarność” i szybko odszedłem, bo byłem śledzony – wspominał.

Jak się okazało, list dotarł na kongres „Solidarności” i 28 oraz 29 września 1981 r. został publicznie odczytany. – Kongres zdecydował o przeczytaniu listu w całości i w wyniku tego zostałem aresztowany – wyjaśnił. List pojawił się także na antenie m.in. radia Wolna Europa.

W następstwie zdarzenia Filip trafił do więzienia. Był torturowany i bity. Wylądował nawet w szpitalu psychiatrycznym, gdzie prowadzono eksperymenty na więźniach. Stamtąd trafił do oddziału skazanych na śmierć; tam prawie zmarł z głodu – ważył 39 kilogramów. Po ogłoszeniu amnestii wyszedł z więzienia w 1987 r. Po odzyskaniu wolności nie mógł znaleźć pracy, cały czas był inwigilowany. Mimo to nadal prowadził działalność opozycyjną. Wreszcie komunistyczny reżim postawił mu ultimatum – albo opuści kraj, albo znowu trafi do więzienia.

„Zrobili to, aby ocalić siebie, ponieważ to oni wykonywali rozkazy, a kiedy zorientowali się, że będą musieli wziąć odpowiedzialność na siebie, zatarli ślady”

Pod presją rodziny wyjechał z żoną i dziećmi do USA. To, co się działo w Rumunii w grudniu 1989 r. , obserwował w telewizji. – W mojej opinii, jeśli weźmiemy pod uwagę to, co się stało podczas procesu – poświęcili go – mówił w rozmowie z ekipą TVP1 o Ceausescu. – Zrobili to, aby ocalić siebie, ponieważ to oni wykonywali rozkazy, a kiedy zorientowali się, że będą musieli wziąć odpowiedzialność na siebie, zatarli ślady – ocenił.

teraz odtwarzane
„Wtedy nie nazwałbym tego barbarzyństwem, ale teraz tak to nazywamy”

Śmierć rządzącej prawie ćwierć wieku pary Ceausescu, znienawidzonej przez zwykłych obywateli, stała się jednym z charakterystycznych obrazów rewolucji w Europie środkowo-wschodniej 1989 r.

22 grudnia przed siedzibą rumuńskiej partii komunistycznej zgromadziły się tłumy, małżonkowie uciekli z Bukaresztu śmigłowcem. Zostali zatrzymani przez wojsko i osadzeni w Targoviste, 100 km na północny wschód od Bukaresztu. Nicolae Causescu i jego żona Elena zostali rozstrzelani w Boże Narodzenie po prowizorycznym procesie.

„Wtedy nie nazwałbym tego barbarzyństwem, ale teraz tak to nazywamy”

Wówczas strzelało trzech żołnierzy. Ekipa „Po prostu” dotarła do jednego z nich, miał wówczas 27 lat. Mężczyzna powiedział, że nigdy wcześniej i później nie strzelał do człowieka. – Nie zrobiłbym tego ponownie – powiedział. – Wtedy nie nazwałbym tego barbarzyństwem, ale teraz tak to nazywamy – dodał.

Dorin Cirlan w 1989 r. był członkiem elitarnej jednostki wojskowej, utworzonej m.in. do obrony najwyższych władz państwowych i partyjnych komunistycznej Rumunii. Był przekonany, że jego oddział zostanie wykorzystany do tłumienia rozruchów w Bukareszcie.

W rozmowie z Tomaszem Sekielskim tak wspomina tamten czas: – Przyszli do mnie podoficerowie. Byłem wtedy takim liderem wśród nich i pytali się mnie, co mamy zrobić, jeśli każą nam strzelać do ludu? Więc sprawdziłem w Kodeksie karnym i znalazłem, że najlepszy wariant, który nam pozwoli ujść z życiem, to dezercja. Schować broń i uciec. Tak trochę dziecinnie myśleliśmy, ale byliśmy w stanie to zrobić – mówił. – Gdybyśmy dostali rozkaz strzelania do ludzi, schowalibyśmy broń i uciekli gdziekolwiek. Myślę, że był to najlepszy wariant – dodał.

teraz odtwarzane
„Jadą czołgi, zabijają nas”. To była akcja, którą przygotowali w stacji udźwiękowienia

21 grudnia Ceausescu czując, że traci władzę, namówiony przez współpracowników, postanowił zorganizować wiec poparcia. Na plac przed siedzibą komitetu centralnego w Bukareszcie ściągnięto blisko 100 tys. osób, które miały wychwalać przywódcę. Tymczasem wybuchła panika.

Wyreżyserowana panika

– Kiedy zobaczył, że coś się dzieje na placu, miał wrażenie, że rosyjscy agenci przystąpili do działania i że jest źle. Zagubiony popatrzył na prawo i coś się stało. (…) Coś się stało w stacji udźwiękawiania i zamiast dalszych gromkich braw, zaczęły się pojawiać w telewizji – było je słychać i widać w całym kraju – strzały z karabinów, opancerzone czołgi, wybuchy granatów oraz wołanie o pomoc uciekających: jadą czołgi, zabijają nas. To była akcja, którą „oportuniści” – tak ich nazwijmy – przygotowali w stacji udźwiękowienia. Na sto procent zgodnie ze scenariuszem radzieckim – opowiadał o tamtych wydarzeniach Grigore Cartinau, pisarz i dziennikarz. Mężczyzna wspominał, jak w tłumie zapanowała panika, ludzie zaczęli wpadać na siebie. – Tysiące osób zostały zdeptane. Większość rzuciła się do ucieczki. Ze stu tysięcy osób w siedem minut zostało dwa tysiące – mówił – najwierniejsi aktywiści partii.

teraz odtwarzane
„Pierwsza barykada, pierwsze strzały”

Spanikowanego tłumu nie udało się uspokoić. Część demonstrantów uciekła na plac Uniwersytecki, gdzie powstała pierwsza barykada w Bukareszcie i gdzie padły pierwsze strzały. – Dla mnie są to tragiczne wspomnienia, ponieważ wtedy na placu Uniwersyteckim 21 grudnia zmarło kilku moich kolegów, studentów. Moja córka, która była wtedy w ostatniej klasie liceum, skończyła je mając obok siebie w ławce zdjęcie koleżanki i znicz, ponieważ została ona zabita strzałem w głowę na placu – opowiadał z kolei Emil Constantinescu. – Cienie tych ludzi, którzy zmarli wtedy za wolność, towarzyszą mi do dziś – podkreślił.

Przewrót pałacowy z pomocą Rosji?

Siedem lat później Constantinescu został pierwszym, nieobciążonym komunistyczną przeszłością prezydentem Rumunii, ale nim do tego doszło, dokonał się przewrót pałacowy. Dziennikarz śledczy Cartinau jest przekonany, że za całą operacją stała Moskwa, a los Ceausescu był przesądzony, zanim ten zdecydował się na ucieczkę.

– Ta scena ucieczki Ceausescu helikopterem z dachu komitetu centralnego o godz. 12.06 22 grudnia jest momentem symbolicznym dla upadku systemu. Dyktator był zmuszony do ucieczki przed napierającymi masami ludności stolicy. Ludności, która chciała go zlikwidować – wspominał tymczasem były prezydent Ion Iliescu, następca dyktatora, który podkreśla, że działania ludności były spontaniczne, głównie dlatego, że oskarżenia o kolaboracje z Rosjanami padają również na niego.

Jak jest jednak prawda? Dziś trudno dociec. Ion Iliescu miał być dla Kremla jako komunista wygodniejszy od swojego poprzednika. Ceausescu za bardzo oddalił się od Moskwy i był nacjonalistą, był nieprzewidywalny – podkreśla Cartinau. Zaznacza również, że proces pary prezydenckiej był farsą, a w skład nowych władz weszło wielu byłych członków komitetu centralnego, wcześniej marginalizowanych przez Ceausescu, a także ludzi oddalonych wcześniej z wojska, „bo udowodniono im, że są agentami sowieckimi”. – Tak naprawdę oni wykorzystali ten bunt, żeby dojść do władzy – dodał Constantinescu.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej