RAPORT

Propozycja podziału Ukrainy? Sikorski na cenzurowanym

Medialna ofensywa Rosji. Tak działa propagandowa machina Kremla

(fot. flickr.com/ Pyro Rock Monster Petty/youtube.com/Вести Недели HD)
(fot. flickr.com/ Pyro Rock Monster Petty/youtube.com/Вести Недели HD)

Najnowsze

Popularne

Nowy globalny serwis informacyjny, który ma być alternatywą dla osób zmęczonych „jednostronną wizją świata”, zmiana prawa medialnego, ostrzeżenie dla ostatniego niezależnego radia – tak szeroko zakrojonej medialnej ofensywy nie prowadziło od dawna żadne państwo na świecie. Rosja wykorzystuje informacje jak broń – a według ekspertów, nie chodzi tylko o efekt propagandowy, ale o dezinformację i całkowitą deformację rzeczywistości.

Najmłodszym dzieckiem rosyjskiej propagandy jest projekt Sputnik, finansowany w stu procentach przez Kreml. Powstał na gruzach działającej od 1941 agencji Ria Novosti, którą Władimir Putin w grudniu ubiegłego roku dość nieoczekiwanie – a do tego jednym ruchem – postanowił zlikwidować. Równocześnie podjęto decyzję o zamknięciu radia Głos Rosji. Podobno o tym, że utytułowana agencja z długimi tradycjami już nie istnieje, jej pracownicy dowiedzieli się z mediów. Pojęcia o dekrecie Putina nie miała nawet redaktor naczelna.

Na miejsce Ria Novosti powstała agencja Rossija Siegodnia i powiązany z nią portal Sputnik. Na czele agencji stanął naczelny propagandysta Kremla, Dmitrij Kisielow. Pracownikom Ria Novosti wybór pozostawiono tylko teoretyczny: mogli albo przejść do nowej agencji, albo pożegnać się z pracą. Obecnie Rossija Siegodnia nadal działa pod nazwą Ria Novosti – ale tylko w wersji rosyjskojęzycznej.

Sputnik nad Europą

Sputnik zaczął działać 10 listopada tego roku. Portal ma docelowo mieć aż 30 wersji językowych z redakcjami na całym świecie – od Londynu do Rio de Janeiro. Miał być alternatywą dla tych, którzy „są zmęczeni agresywną propagandą, promującą jednostronną wizję świata”. – Będziemy mówić o tym, o czym inni milczą – mówił na ceremonii otwarcia Kisielow.

O tym, jakie dziennikarstwo zamierzają uprawiać pracownicy Sputnika przekonać się można było od razu. Jednym z pierwszych newsów opublikowanych na Sputniku był wywiad z Mateuszem Piskorskim - polskim politykiem, b. posłem Samoobrony, który w ostatnich miesiącach zasłynął m.in. tym, że jako „obserwator” pojechał przyglądać się referendum na Krymie i wyborom w separatystycznych republikach na Ukrainie. Serwis zamieścił też artykuł o tym, że Miami chce się oderwać od Florydy. Wiele mówiący tytuł głosił: „2014: rok secesji – Wenecja, Szkocja, Krym, Katalonia i... Miami?”.

Jednym z pierwszych artykułów był ten o secesji Miami (fot.sputniknews)
Jednym z pierwszych artykułów był ten o secesji Miami (fot.sputniknews)

Rosyjska wizja świata w Wielkiej Brytanii. Russia Today rusza z telewizją na Wyspach

Od czwartku działa RT UK – brytyjska wersja kremlowskiej telewizji informacyjnej, powszechnie uważanej za tubę propagandową rosyjskich władz.

zobacz więcej

„Liczy się oglądalność”

Zdaniem komentatorów, Sputnik przypomina nową wersję RT (dawniej Russia Today) – kanału telewizyjnego, który także jest w stu procentach finansowany przez Kreml. Stacja nadaje po angielsku, arabsku i hiszpańsku, 24 godziny na dobę. Jej przekaz w założeniu skierowany ma być do widzów spoza Rosji. W 2015 roku kanał ma dostać od władz ponad 260 mln euro. Właśnie rozpoczął nadawanie po niemiecku, w planach jest też wersja francuskojęzyczna. Według szacunków, dociera do 600 mln ludzi na świecie.

30 października RT rozpoczęła nadawanie w Wielkiej Brytanii. Na reakcję Brytyjczyków nie trzeba było długo czekać. Skargi do brytyjskiego Ofcomu, który zajmuje się kontrolą mediów, zaczęły wpływać jeszcze, zanim stacja zaczęła emisję ze swojego ośrodka na Wyspach. Ofcom prowadzi kilka postępowań przeciwko kanałowi; większość dotyczy podawania nieprawdziwych informacji.

RT stała się przysłowiowym już symbolem zakłamania i propagandy Kremla. Pokazywała m.in. podstawione osoby, które udawały uchodźców z Ukrainy. Słynna stała się relacja kobiety, która opowiadała, jak Ukraińcy rzekomo ukrzyżowali trzyletniego chłopca w Słowiańsku. Gdy wyszło na jaw, że informacja to fałszywka, wiceminister komunikacji Rosji, Aleksiej Wiolin, skomentował to w następujący sposób: „A co to ma do rzeczy? Liczy się oglądalność”.



Szybkie pożegnanie na wizji

O tym, jak tworzy się newsy w Russia Today, krążą legendy. Kilka miesięcy temu portal BuzzFeed opublikował obszerny reportaż o dziennikarce Staci Bivens, Amerykance, która przez dwa lata pracowała w RT w Moskwie. Kobieta opowiadała, jaka redakcja wysłała ją do Niemiec, by zrealizowała materiał o „upadłym ekonomicznie państwie”. Gdy powiedziała swoim przełożonym, że tezy tej nie da się udowodnić, bo Niemcy to jednak nie Trzeci Świat, ci wysłali na miejsce kogoś innego, o mniej stanowczym charakterze. A Bivens niedługo po tym pożegnała się z RT.

Jej historia nie jest bynajmniej odosobniona. Zdarzało się, że dziennikarze rzucali pracę na wizji – tak było w przypadku Liz Wahl, która w marcu w programie na żywo powiedziała, że nie może popierać działań Moskwy na Ukrainie. – Nie mogę być częścią sieci finansowanej przez rząd rosyjski, która wybiela działania Putina. Jestem dumna z bycia Amerykanką i wierzę w upowszechnianie prawdy i dlatego po tych wiadomościach złożę rezygnację – powiedziała. Kilka dni wcześniej podobną deklarację wygłosiła inna prezenterka, Abby Martin.

Powiew dawnego imperializmu

Rosyjska telewizja publiczna – a przynajmniej jej kanał Rossija 1 – ma twarz wspomnianego już Dmitrija Kisielowa, często nazywanego naczelnym propagandystą Kremla. Jego znak rozpoznawczy to charakterystyczne gesty i dramatyczne pauzy w wypowiedziach - dla wielu karykatura prezentera. Ale dla większości Rosjan telewizja państwowa to główne - a czasem jedyne - źródło informacji o świecie.

W swoich programach - w tym najbardziej znanym „Wiesti niedieli”, czyli „Wiadomości tygodnia” Kisielow oskarżał już USA o wywoływanie rewolucji w Syrii i twierdził, że Rosja może zmienić USA w „chmurę radioaktywnego pyłu”. W marcu tego roku opisywał Ukrainę jako państwo rządzone przez „bandytów”, gdzie demokracja „jest na kolanach”. Mówił, że homoseksualistom powinno zabronić się oddawania krwi i spermy, a jeśli zginą np. w wypadku samochodowym, to „ich serca powinny być zakopywane w ziemi lub palone, bo nie są odpowiednie, by przedłużyć komuś życie”.



Kisielow nie jest jednak tylko prezenterem, ale centralną postacią w krajobrazie medialnym pieczołowicie układanym przez Putina. Niedawno został szefem agencji Rossija Siegodnia, a o jego pozycji świadczyć może fakt, że trafił na listę unijnych sankcji. To jednak nie przeszkadza Rosjanom darzyć go zaufaniem. W rankingach dziennikarskich jest zazwyczaj w czołówce.

Rosjanie opublikowali fałszywkę dotyczącą lotu MH17? Blogerzy nie mają wątpliwości

Podczas trwania szczytu G20 rosyjski Kanał Pierwszy opublikował „sensacyjne” zdjęcia, które miały być dowodem na zestrzelenie malezyjskiego boeinga...

zobacz więcej

Największym konkurentem kanału Rossija 1 jest – również publiczna – stacja Pierwyj Kanał, która ma największy w Federacji Rosyjskiej zasięg odbiorców. Kilkanaście dni temu w swoim programie „Odnako” dziennikarz Michaił Leontiew (który jest jednocześnie wiceprezesem Rosnieftu) pokazał rzekome satelitarne zdjęcia malezyjskiego boeinga nad Ukrainą oraz strzelającego w jego kierunku ukraińskiego myśliwca, dostarczone przez niejakiego George’a Bilta z MIT. Krótko po po emisji programu w sieci pojawiły się komentarze, że zdjęcia to fałszywka, a blogerzy szybko udowodnili, że do ich stworzenia wystarczyło Google Maps i Photoshop.

Leontiew to również barwna postać. W 2006 roku objęto go m.in. pięcioletnim zakazem wjazdu na Ukrainę z powodu ostrych wypowiedzi w mediach – dziennikarz twierdził przykładowo, że Ukraińcy nie mają tożsamości narodowej. Oskarżał też żonę byłego prezydenta Wiktora Juszczenki o to, że jest amerykańską agentką (przegrał z nią dwukrotnie o to w sądzie).

Rzekomy dowód opublikował w programie „Odnako” Michaił Leontiew, prokremlowski dziennikarz oraz wiceprezes koncernu „Rosnieft” (fot. 1tv.ru))
Rzekomy dowód opublikował w programie „Odnako” Michaił Leontiew, prokremlowski dziennikarz oraz wiceprezes koncernu „Rosnieft” (fot. 1tv.ru))

CNN zamilknie w Rosji. Przez zmiany w prawie

CNN, amerykańska telewizja informacyjna, wstrzymuje nadawanie w Federacji Rosyjskiej z powodu zmian w prawie medialnym Rosji – podały we wtorek...

zobacz więcej

Putin przyciska prasę

Uruchomienie Sputnika i ofensywa RT idą w parze ze zmianami w medialnym krajobrazie Rosji. W październiku Władimir Putin podpisał ustawę, ograniczającą udział zagranicznych partnerów w kapitale spółek medialnych do 20 proc. (poprzednio było to 50 proc.). Zgodnie z nowymi przepisami, założycielem medium nie będzie mógł być też obywatel obcego państwa, organizacja międzynarodowa ani nawet rosyjski obywatel posiadający obywatelstwo drugiego kraju.

Prawo ma wejść w życie 1 stycznia 2016 roku. Z tego powodu z Rosji wycofało się m.in. CNN, które zakończy nadawanie z końcem roku. Przepisy mogą też uderzyć w ostatnie niezależne media, takie jak dziennik „Wiedomosti”, wydawany m.in. przez fiński dom mediowy i miesięcznik Forbes, należący do koncernu Axel Springer z Niemiec.

W ostatnim czasie nie brakuje też prób ograniczania swobody mediów. Niezależne radio Echo Moskwy dostało niedawno ostrzeżenie od komitetu ds. monitoringu mediów - Roskomnadzoru. Powodem była audycja „Na własne oczy”, dotycząca walk o lotnisko w Doniecku. Według Roskomnadzoru, audycja zawierała treści „usprawiedliwiające zbrodnie wojenne”. Echo Moskwy uważane jest za ostatnią w Rosji niezależną stację radiową, która również może odczuć skutki nowej ustawy, bo 33 proc. jej udziałów posiada spółka zarejestrowana w USA.

Informacja to broń

Skąd ta medialna ofensywa władz? Jak piszą w obszernej analizie Peter Pomerantsev i Michael Weiss z think-tanku Insitute of Modern Russia, nie chodzi o przekonanie widza do jednej wizji świata, ale o dezinformację i sianie teorii spiskowych. – To stare taktyki KGB. Trzeba podważyć dyskurs bazujący na realności. Wówczas Kreml może forsować własne teorie – twierdzą. Według nich, Kreml używa informacji jako broni, co pozwala mu prowadzić wojnę hybrydową – nie tylko za pomocą wojska, ale właśnie mediów czy kultury.

I najwyraźniej ta taktyka przynosi określone skutki. W sondażu opublikowanym 12 listopada przez niezależne Centrum Lewada, 88 proc. ankietowanych stwierdziło, że Zachód i Stany Zjednoczone prowadzą wojnę informacyjną z Rosją. Pytaniem pozostaje, kto ostatecznie ją wygra.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej