Palestyński zamach na synagogę? Zginęło trzech Amerykanów i Brytyjczyk

Noży i siekier użyli zamachowcy, którzy we wtorek zaatakowali wiernych w jednej z jerozolimskich synagog. W ataku zginęły cztery osoby, które były imigrantami i oprócz izraelskiego miały obywatelstwo innych krajów. Trzech zabitych było obywatelami Stanów Zjednoczonych, a jeden Wielkiej Brytanii. Do przeprowadzenia zamachu przyznały się Brygady Abu Alego Mustafy, zbrojne ramię Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny – podał portal BBC News.

Krwawe ataki palestyńskich nożowników w Izraelu. Dwie ofiary

Dwoje Izraelczyków - żołnierz i młoda kobieta - zginęło w poniedziałek, w atakach palestyńskich nożowników w Tel Awiwie i na Zachodnim Brzegu...

zobacz więcej

Sprawcami ataku według mediów palestyńskich byli dwaj mieszkańcy dzielnicy Dżabel Mukaber we wschodniej Jerozolimie. Dochodzi tam do starć po wkroczeniu izraelskich sił bezpieczeństwa, które dokonywały aresztowań.

Nie jest pewne, ile osób ucierpiało w zamachu. Służby medyczne cytowane przez Reutera podały także, że rannych jest dziewięć osób, w tym pięć jest w stanie krytycznym. Z kolei źródła policyjne mówią o sześciu rannych.

Dwóch mężczyzn, uzbrojonych w noże, siekiery i pistolety, wtargnęło do synagogi w ultraortodoksyjnej dzielnicy Har Nof w zachodniej Jerozolimie i zaatakowało modlących się tam wiernych. Izraelska policja zastrzeliła obu napastników. W Har Nof mieszka wielu imigrantów z krajów Zachodu. – Uważamy to za akt terrorystyczny – oświadczył rzecznik policji Micky Rosenfeld.

Zemsta za śmierć kierowcy?

Hamas i Islamski Dżihad, dwa główne radykalne ugrupowania palestyńskie, wyraziły zadowolenie z ataku na synagogę. Na razie jednak nikt do niego się nie przyznał.

Atak ten „jest odpowiedzią na śmierć męczennika Jusefa al-Ramuniego”, palestyńskiego kierowcy autobusu, który w poniedziałek został znaleziony powieszony w swym autobusie w zachodniej Jerozolimie - oświadczył Hamas, cytowany przez agencję AFP. Izraelska policja z kolei twierdzi, że dowody w sprawie kierowcy autobusu wskazują na samobójstwo. Jednak w palestyńskich mediach szybko pojawiły doniesienia, że Ramuniego zabili żydowscy napastnicy, co podsyciło napięcia w mieście.

Po zamachu w synagodze Izrael pozwoli na noszenie broni

Po ataku w jerozolimskiej synagodze minister bezpieczeństwa publicznego Izraela zapowiedział zniesienie części ograniczeń w prawie do noszenia...

zobacz więcej

Do ataku doszło w czasie podwyższonych napięć między ludnością palestyńską i żydowską w Izraelu, na Zachodnim Brzegu Jordanu i w Jerozolimie, gdzie od pewnego czasu niemal codziennie dochodzi do starć między izraelską policją a palestyńskimi demonstrantami we wschodniej części miasta, zamieszkanej głównie przez Arabów.

Napięta sytuacja

Przez ostatni miesiąc sześć osób – pięciu Izraelczyków i jeden zagraniczny turysta – zginęło w palestyńskich atakach. Śmierć poniosło też kilkunastu Palestyńczyków, w tym osoby podejrzane o antyizraelskie zamachy.

Mieszkańcy Jerozolimy przyczyn obecnego napięcia doszukują się w incydencie z lipca, kiedy palestyński nastolatek został spalony żywcem przez żydowskich napastników. Był to odwet za porwanie i zabicie trzech młodych Izraelczyków przez palestyńskich bojowników na Zachodnim Brzegu.

Do eskalacji napięcia w relacjach izraelsko-palestyńskich przyczynił się też konflikt zbrojny w Strefie Gazy z lipca i sierpnia oraz spór o dostęp do Wzgórza Świątynnego - miejsca świętego zarówno dla ludności muzułmańskiej, jak i wyznawców judaizmu.

źródło:

Zobacz więcej