Komendant policji popełnił brutalny mord? Pierwsza taka sprawa w Polsce

To szok dla policji i koszmar dla obydwu rodzin. I zabitego, i oskarżonego. Sprawa, jakiej polski sąd wcześniej nie prowadził, bo przed wymiarem sprawiedliwości nie stawał wcześniej komendant policji. Kiedy trzy lata temu Mariusza W. zatrzymano, kierował komisariatem na warszawskiej Białołęce. Jest oskarżony o brutalną zbrodnię, ale nigdy nie przyznał się do winy, a proces jest poszlakowy. Wyrok zapadnie być może do końca roku. Niezwykłą sprawę przedstawiają „Wiadomości” TVP1.

Szef komisariatu zamieszany w morderstwo

zobacz więcej

Mariusz W. jeszcze kilka lat temu był wysokim oficerem policji. To on zdaniem prokuratury miał się dopuścić wyjątkowo brutalnego morderstwa. – Odnaleziono wyłącznie fragment zwłok. Można powiedzieć, że wręcz niewielki. Głowę z częścią korpusu. Jedną rękę, drugą rękę, część nogi – wymienia Leszek Cichoń.

Co widziały drzewa?

Ojciec oskarżonego policjanta na miejscu odnalezienia zwłok był już wiele razy. – Szukałem odpowiedzi. Patrzyłem na te drzewa, co one tu widziały? – zastanawia się.

Komenda policji na warszawskiej Białołęce to miejsce, gdzie zdaniem prokuratury zrodził się plan zabicia, z zimna krwią, biznesmena z okolic Warszawy. Motywem miało być 14 tysięcy złotych.


Podejrzany o morderstwo w rękach policji
Ta kwota to czynsz za lokale, które wynajmowała od ofiary żona Mariusza W. Prowadziła sklepy. Zdaniem prokuratury interes jednak nie szedł najlepiej. To właśnie niemożność spłaty raty za czynsz miała pchnąć byłego policjanta do zbrodni.

Odnaleziono wyłącznie fragment zwłok. Można powiedzieć, że wręcz niewielki.

– Jeżeli my mielibyśmy mieć jakieś problemy finansowe, to jest mnóstwo osób wokół nas, które chciałyby nam pomóc i pomogliby nam. Rodzina, przyjaciele. Mąż nie musiałby posuwać się do czegoś takiego – mówi jednak żona Mariusza W.

Zwierzęta znalazły szczątki

Sama zbrodnia musiała mieć wyjątkowo brutalny przebieg. Morderca strzelił cztery razy, podpalił zwłoki i zakopał. Szczątki wykopały zwierzęta. Rękę znalazł właściciel jednej z posesji. Na palcu była obrączka.

Według zeznań świadków były komendant jako ostatni miał widzieć się z ofiarą tej okrutnej zbrodni. Z kolei główny dowód w sprawie to pistolet P64. Feralnego dnia komendant miał zabrać go jednemu z podwładnych. Nie powiedział, dlaczego go zabiera. Biegli orzekli, ze z dużym stopniem prawdopodobieństwa strzelano właśnie z tej broni. – Zabójca miał swoistego pecha. W odnalezionym fragmencie zlokalizowano pocisk – tłumaczy Leszek Cichoń.

Idealny mąż

Mariusz W. to wieloletni pracownik policji, idealny ojciec i mąż. W całej jego biografii trudno doszukać się słabych punktów. Jak to możliwe, że nagle taki człowiek planuje i zabija z zimna krwią? Zdaniem policyjnego profilera znaczenie mogło mieć to, ze Mariusz W był policjantem, czyli czuł się pewniej niż przeciętny człowiek, uważał, że jest ponad prawem.

Już niedługo poznamy wyrok sadu w tej sprawie.


Moskiewscy policjanci zatrzymani za morderstwo

źródło:
Zobacz więcej