Etam Cru, M-City, Tone. Polscy artyści streetartowi podbijają świat

32-metrowy mural Etam Cru w Rzymie (fot. Galleria Varsi)

Od Nowego Jorku, przez Londyn, Paryż, Rzym, Warszawę, po Moskwę. Ich murale są w dziesiątkach miast na całym globie. Polacy są w ścisłej czołówce najważniejszych twórców street artu na świecie. Ich prace zdobią nie tylko ściany budynków, prezentowane są także w prestiżowych galeriach. Teraz polski street art zagościł w Rzymie i Newcastle.

Street art przebojem wdarł się na salony i mury sztuki współczesnej. Takie osoby jak Banksy, JR czy Obey przykuwają uwagę nie tylko kuratorów i kolekcjonerów na całym świecie, ale także mediów. Ale wśród najważniejszych twórców tego nurtu są też Polacy i mają status prawdziwych gwiazd.

Nazista Banksy'ego wart fortunę

Obraz, który Banksy – brytyjski artysta specjalizujący się w graffiti – kupił za 50 dol., domalował na nim postać i zwrócił sklepowi z...

zobacz więcej

Magiczny duet Etam Cru w Rzymie

Włoska galeria Varsi, położona w samym centrum Wiecznego Miasta od 30 października prezentuje już drugą z rzędu wystawę polskich artystów. Po wrześniowym wernisażu Mariusza Warasa znanego jako M-City, przyszedł czas na artystyczny duet Etam Cru.

Bezt i Sainer są znani z niesamowicie plastycznych murali, często wyglądających jak kadry wyjęte z animacji Disneya. Swój kunszt i talent szlifowali na łódzkim ASP, na wydziale malarstwa, gdzie się poznali i rozpoczęli wspólną twórczość.

– Pierwsze ściany robiliśmy na pustostanach, garażach i jakiś małych jamach, zaczęliśmy ok 2007/08, w tym czasie na zachodzie powoli murale zaczęły pojawiać się w coraz większych ilościach, aż w końcu zawitały do nas. W 2009 zrobiliśmy jako ekipa C2C (ETAM,SPECTRUM,TONE,PAIN) 10-piętrową ścianę i dalej poszło w miarę płynnie. Pojawiły się pierwsze zaproszenia z zagranicy, na początku na jakieś małe ścianki lub Graffiti Jamy – tak o początkach twórczości duetu opowiada redakcji portalu tvp.info Sainer.

Ich prace sprawdzają się nie tylko w formacie XXXL. Dzisiaj duet Etam Cru bardzo chętnie jest zapraszany przez galerie – niestety głównie te zagraniczne. Jak przyznaje w rozmowie z nami Sainer: – Jeśli chodzi o wystawy, to nie mamy ich w Polsce, bo nikt nas nie zaprosił.

Swoje prace prezentowali już za to między innymi w Barcelonie w galerii Montana czy Paryżu w galerii Openspace, a na wiosnę przyszłego roku mają zabukowanym termin w Los Angeles. Brali też udział w najważniejszych festiwalach street artu na świecie: norweskim Nuart, a także niezwykle prestiżowym, bo przyciągającym największych kolekcjonerów sztuki, Art Basel Miami.


Sztuka uliczna podbija internet. Wśród zdjęć polskie murale
Zaowocowało to tym, że wystawy z ich udziałem są niemal natychmiast wyprzedane, a za ich obrazy trzeba dzisiaj płacić nawet 5 tysięcy euro, co jak na młody wiek i szybką karierę, jest sumą znaczną. Jak tłumaczy nam Sainer: – Na pewno dużo pomógł sam internet, portale takie jak Fotolog, Streetfiles, a teraz Facebook czy Instagram, dają możliwość dotarcia w bardzo krótkim czasie do ludzi na całym świecie. I trzeba im przyznać, że z pewnością docierają do wielu odbiorców – ich profil na Facebooku obserwuje ponad 170 tysięcy osób!
Obrazy Etam Cru jak kadry animowanych filmów (fot. Galleria Varsi)

Miejska energia na płótnach w Newcastle

Oko na polską scenę street artową ma także jedna z najważniejszych osób w branży. Steve Lazarides, właściciel kilku galerii i były agent Banksy’ego, zaprosił do swojej przestrzeni wystawienniczej kilku z naszych najciekawszych twórców. W Newcastle, w galerii The Outsiders, można oglądać prace Polaków na wystawie Jednakowo/Różni. Wśród zaproszonych są: M-City, Tone, Nawer, Chazme, Sepe, Otecki i Pener. Każdy z twórców ma innym styl i reprezentuje inną technikę, ale łączy ich wspólny mianownik – głównym polem twórczości była dla nich przestrzeń miasta. Tą miejską energię widać w ich płótnach.

– Największym przełomem było dla mnie poznanie świata graffiti. Było to mniej więcej w 1995, czyli na długo przed rozpoczęciem studiów na Akademii Sztuk Pięknych. Pamiętam, że największe wrażenie poza aurą tajemniczości, jaka towarzyszyła tym „anonimowym hieroglifom”, zrobiła na mnie siła rażenia tych prac – bezwstydnie wystawionych na widok publiczny, badanych przez tysiące par oczu każdego dnia – tłumaczy w rozmowie z redakcją portalu tvp.info jeden z zaproszonych na wystawę artystów – Sepe.

Dla niego malowanie na ulicy zawsze stanowiło wyzwanie, które wymagało aktywności, prężnego i zdeterminowanego działania. – Nie wiem, czy w moich pracach widać mieszanie się wpływów graffiti z „akademią” w kwestiach formalnych. Jestem natomiast pewien, że działania na ulicy dały mi pewne podstawy i wpoiły zasady, którymi kieruję się do dziś - uważa Sepe.

Na wystawie „Jednakowo/Różni” prezentowane są m.in. obrazy Sepego (fot. The Outsiders)

Polacy na światowym poziomie

Twórczość artystów reprezentujących sztukę miejską to nie tylko wystawy i murale. To coraz częściej obecność na aukcjach i realne pieniądze. Oczywiście naszym twórcom wciąż daleko do kilkuset tysięcy funtów, jakie płacone są w najważniejszych domach aukcyjnych za prace Banksy’ego, ale chętnych na ich twórczość nie brakuje. Prace Chazmego i Sepego regularnie pojawiają się w polskiej Desie w ramach aukcji tzw. Młodej Sztuki. M-City, Nawer czy Sainer byli sprzedawani na aukcjach w Paryżu.

Nurt sztuki miejskiej na świecie swobodnie funkcjonuje już w obrębie sztuki nowoczesnej. Niestety, mimo że wystawy twórców wywodzących się ze środowiska street artu zostały zaprezentowane już przez najważniejsze instytucje sztuki na świecie jak np. Tate Modern, Museum of Contemporary Art w LA czy w San Diego, w naszym kraju nadal takie wystawy są rzadkością.

– W Polsce nie ma zainteresowania szeroko pojętym urban artem. Galerie, kuratorzy omijają szerokim łukiem naszych artystów. Co o tyle dziwi, że Zachód przechodzi obecnie absolutną fascynację tym kierunkiem. To objawia się niezliczoną ilością wystaw, aukcji czy projektów plenerowych. Polacy najczęściej tam stawiają swoje pierwsze kroki na rynku sztuki i odnoszą swoje niemałe sukcesy – mówi artysta i wykładowca gdańskiej ASP Mariusz Waras, znany jako M-City. To dzisiaj najczęściej zapraszany na zagraniczne festiwale i wystawy polski artystą streetartowy. Na swoim koncie ma ponad 700 murali i wystawy między innymi w Nowym Jorku, Los Angeles, Stavanger, Mediolanie czy Berlinie.

Polscy artyści streetartowi podbijają zagraniczny świat sztuki, a o ich sukcesach coraz głośniej jest w Polsce. Od 20 listopada kolejny powód do dumy – z solową wystawą w głównej galerii Steve’a Lazaridesa w Londynie wystąpi Robert Proch, znany jako Tone.


Warszawscy powstańcy na nowojorskim muralu
M-city ma na koncie ponad 700 murali (fot. The Outsiders)

źródło:
Zobacz więcej