RAPORT

DEBATA W PARLAMENCIE EUROPEJSKIM PO WYROKU TK

Przełomowe zatrzymania ws. gangu „obcinaczy palców”. Są zarzuty za zabójstwo porwanego chłopaka

Przełomowe zatrzymania ws. „obcinaczy palców” (fot. policja)
Przełomowe zatrzymania ws. „obcinaczy palców” (fot. policja)

Śledczym stołecznej prokuratury apelacyjnej udało się przełamać zmowę milczenia członków gangu „obcinaczy palców”. Dzięki temu, jak ustalił portal tvp.info, we wtorek zatrzymano lub doprowadzono z aresztów 11 gangsterów, którzy mogą mieć związek z kilkunastoma porwaniami z lat 2003-2005. Kilku zatrzymanych usłyszało ponadto zarzuty udziału w brutalnym morderstwie Mariusza M., uprowadzonego w kwietniu 2004 r. Ta sama grupa miała porwać Ewelinę B. oraz Harisha H., których ciał dotąd nie znaleziono.

We wtorek rano w budynku stołecznej prokuratury apelacyjnej zaroiło się od policyjnych radiowozów. Od świtu funkcjonariusze zwozili na przesłuchania członków gangu mokotowskiego, podejrzewanych o działanie w tzw. obcinaczach palców, brutalnej bandzie porywającej ludzi dla okupu.

Z ustaleń tvp.info wynika, że wśród zatrzymanych znajduje się Wojciech S. ps. Wojtas vel. Kierownik, uważany za szefa „obcinaczy” oraz jego wspólnik i domniemany zastępca Artur N. ps. Arczi. Zdaniem skruszonych bandytów, to oni mieli organizować większość porwań. Nieoficjalnie wiadomo także, że śledczy przedstawili kilku bandytom zarzuty zabójstwa Mariusza M., porwanego 1 kwietnia 2004 r. Kidnaperzy zamordowali chłopaka niedługo po tym, jak otrzymali część okupu. Wiadomo już, kto wydał polecenie zbrodni i kto oraz w jaki sposób jej dokonał. Ze względu na drastyczność tego morderstwa nie zdecydowaliśmy się na ujawnienie szczegółów.


Nowe zarzuty dla osławionego gangstera Oskara Z.


– Udało nam się odtworzyć cały mechanizm działania tej bandy. Gang działał jak dobrze zorganizowane przedsiębiorstwo. Panował w nim podział na konkretne role. Inna grupa zajmowała się typowaniem i śledzeniem ofiar, a inna dokonywała samego porwania. Następnie kidnaperzy przekazywali ofiary „pilnowaczom”, którzy odpowiadali za pilnowanie porwanych, umieszczonych w wynajętych domach lub mieszkaniach. Jeszcze inni przestępcy zajmowali się negocjacjami z rodziną lub odbieraniem okupów – opowiada jedna z osób związana ze sprawą.

Człowiek od zadań specjalnych

Najważniejszą postacią wśród osób, które usłyszały teraz zarzuty jest 40-letni Wojciech S. ps. Wojtas vel. Kierownik. W czerwcu gangster usłyszał już zarzuty udziału w uprowadzeniach. Brakowało jednak dowodów na akacje przypisywane „obcinaczom”. To się zmieniło, gdy przed kilkoma miesiącami wpadli inni członkowie bandy, którzy zdecydowali się przerwać zmowę milczenia.


Przełom ws. „obcinaczy palców”. 9 zatrzymanych z tzw. grupy mokotowskiej i „Bukaciaka”


„Wojtas”, mechanik samochodowy z warszawskiego Mokotowa był zdaniem prokuratury jednym z inicjatorów stworzenia gangu porywającego ludzi dla okupu. Pod koniec 2002 r. miał wejść w komitywę z Grzegorzem K. ps. Ojciec i razem stworzyli gang kidnaperów. W październiku 2004 r. „Wojtas” brał zdaniem prokuratury udział w próbie porwania niejakiego „Siwego”.

Mężczyzna ten współpracował z wymiarem sprawiedliwości i prawdopodobnie miał zniknąć na zawsze. Moment porwania widzieli policjanci, którzy przypadkiem byli w okolicy. Wojciech S. trafił do aresztu, który opuścił po roku.

Z informacji operacyjnych policji wynika, że razem z Arturem N. ps. Archi byli zaufanymi bossów gangu mokotowskiego: „Korka” i „Daksa”. Mieli nawet realizować zdania specjalne, w tym kierować potyczkami z konkurentami.

W półświatku Wojciech S. uchodzi za specjalistę od mokrej roboty. To on, według policjantów, miał kierować wojną gangu mokotowskiego z innymi bandami stołecznego podziemia kryminalnego. Przypisuje mu się także udział w grupie, która planowała na przełomie 2007 i 2008 roku zamachy na prokuratorów i policjantów rozpracowujących gang mokotowski.

Na celowniku gangsterów znalazło się dwóch ostrołęckich i dwóch warszawskich prokuratorów oraz policjanci z CBŚ. Gangsterzy chcieli nawet porwać jednego z oficerów CBŚ, aby torturami wymusić wszystko, co wie o sprawie. Później policjant zostałby brutalnie zamordowany.
Zatrzymano lub doprowadzono z aresztów 11 gangsterów (fot. policja)
Zatrzymano lub doprowadzono z aresztów 11 gangsterów (fot. policja)

Zabójcy znalezieni po dekadzie?

Największym sukcesem śledczych jest z pewnością ustalenie osób odpowiedzialnych za śmierć Mariusza M. w 2004 r. Jego rodzina sprzedała kilka lat wcześniej ziemię pod budowę hipermarketu. 1 kwietnia chłopak został porwany przez bandytów przebranych za policjantów. Początkowo porywacze zażądali miliona euro za wypuszczenie chłopaka. Kiedy nie dostali żądanej sumy, obcięli mu palec i przesłali rodzinie, której ponoć wysłali sms: "okup w kawałkach, chłopak w kawałkach". 9 maja pod Grodziskiem Mazowieckim znaleziono zmasakrowane ciało. Mordercy zakopali zwłoki pod jednym z polnych krzyży. Ciało znalazł pies policjanta, który wybrał się w tę okolicę na spacer.

Najwięksi zwyrodnialcy stołecznego półświatka


Prokuratura apeluje do ofiar porwań: zgłaszajcie się, przerwaliśmy bandycką solidarność


Jak wynika z ustaleń policyjno-prokuratorskich na przestrzeni lat 2003-2005, związana z gangiem mokotowskim grupa zwana „obcinaczami placów” dokonała, co najmniej dwudziestu zgłoszonych uprowadzeń osób. Trzy ofiary nie przeżyły porwania. Do tej pory znaleziono tylko ciało Mariusza M. Śledczy są jednak na tropie porywaczy Eweliny B. (uprowadzonej w 2005 r.) i Harisha H. ( uprowadzony w 2004 r.). Wiadomo, że rodzina dziewczyny zapłaciła bandytom kilkaset tysięcy euro okupu. Ci jednak nie zwolnili Eweliny. Do prokuratury docierały informacje, że dziewczyna zginęła, bo zamęczyli ją pilnujący jej bandyci. Teraz jest szansa, że uda się ich zidentyfikować.

Harish H. został uprowadzony w 2004 r. Napastnicy pomylili go z jego szefem. Mimo to nie zrezygnowali z żądania okupu. Za uwolnienie zażądali kilkuset tysięcy euro. Rodzina Hindusa dostała trzy przesyłki z palcami. Policjanci ustalili, że obcięto je z martwego ciała.

Gang działał metodą "na policjanta". Używając elementów umundurowania policyjnego i pojazdów z lampami błyskowymi zatrzymywał do kontroli auta, którymi jechały wytypowane ofiary. W kilku przypadkach osoby uprowadzono w momencie, gdy te szły ulicą, wciągając je do furgonetki. Ofiary były następnie przetrzymywane w wynajmowanych domach i domkach letniskowych. Bandyci byli bardzo brutalni. Kilku ofiarom obcięli palce, które przesłali rodzinom, by udowodnić, że nie żartują. Stąd ich nazwa.

Jednak jak dotąd prokuratura nie oskarżyła żadnego z porywaczy za okaleczanie lub zabójstwo. Na porwaniach gang miał zarobić nawet 7 mln zł. Pod koniec 2008 r. zmarł jeden z mężczyzn porwanych przez zwyrodnialców, zostawiając żonę z trójką małych dzieci. – Nigdy nie zapomnę tego koszmaru i ich śmiechów, gdy bili mnie młotkiem po głowie czy strzelali z pistoletu bez amunicji. Podupadłem na zdrowiu, a jeszcze cały czas dostaję sms-y z pogróżkami – opowiadał przed śmiercią podwarszawski biznesmen.
Co najmniej dwudziestu zgłoszonych uprowadzeń osób (fot. policja)
Co najmniej dwudziestu zgłoszonych uprowadzeń osób (fot. policja)

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej