Ciechan, Reserved, Shell, Adidas. Czy bojkoty konsumenckie mają sens?

„Życzę ci mamusi z fujarką zamiast piersi. Będziesz miał co ssać” – to słowa, które napisał na Facebooku Marek Jakubiak, właściciel browaru Ciechan. Skierował je do boksera Dariusza Michalczewskiego. Niewybredna wypowiedź, odnosząca się do pomysłu adopcji dzieci przez pary homoseksualne, który poparł słynny sportowiec, wywołała prawdziwą burze i zapowiedź bojkotu piwa przez środowiska lewicowe i liberalne.

Środowiska przyjazne LGBT ogłosiły bojkot piw Ciechana, a litry napoju zaczęły znikać w zlewach i kubłach na śmieci.



Komentarze były podzielone. „Dziękuję, że to zrobiliście!”, „Już nigdy nie wypiję Ciechana” – pisali zwolennicy akcji. „Jakubiak dobrze powiedział”, „Może zróbcie bar dla homo” – odpowiadali na FB przeciwnicy, często w bardzo ostrych słowach.

Na Facebooku rozpętał się prawdziwy „flame war”, z charakterystyczną dla sieciowych polemik wymianą uprzejmości.

Skuteczna akcja czy darmowa reklama?

Konkurencja już się cieszy licząc potencjalne zyski. Wielu jednak twierdzi, że to kolejna niegroźna akcja „lewaków”, której siła oddziaływania nie wyjdzie poza warszawskie Powiśle czy pl. Zbawiciela. Niektórzy, jak właściciel browaru, twierdzą nawet, że piwo dzięki temu, stało się znane na całą Polskę.

Od „bostońskiej herbatki”…

Samo słowo „bojkot” pochodzi od nazwiska angielskiego zarządcy Charlesa Boycotta. W 1880 roku wprowadził on podwyżkę czynszu, co spowodowało protesty tamtejszych sprzedawców. Irlandczycy skazali go na społeczny ostracyzm. Nie obsługiwano go w sklepach, nie zauważono w kościele i na ulicy. Zapomniał o nim nawet listonosz.

Bojkot może mieć wielką siłę oddziaływania. Ba, doprowadzić do poważnych zmian na politycznej mapie świata! Tak było z popularną „bostońską herbatką”. W 1773 roku grupa Amerykanów, w proteście przeciwko cłom narzuconym przez Wielką Brytanię, wdarła się na brytyjskie statki i zniszczyła cały ładunek przywiezionej herbaty. Było to preludium wojny, która zakończyła się powstaniem USA.

…do Shella

– Obecnie bojkot konsumencki ma podłoże polityczne, społeczne czy etyczne. Jest reakcją na złe warunki pracy, przenoszenie produkcji, naruszanie praw zwierząt czy zatrucie środowiska – tłumaczy Stefan Hoffmann, 36-letni dyrektor Instytut Zarządzania na Uniwersytecie w Kilonii, który od wielu lat bada etyczne zachowania konsumentów.

Tak było m.in. z Shellem, który w 1995 r, chciał zatopić nieaktywną platformę wiertniczą. Dzięki skoordynowanej akcji konsumenckiej udało się wtedy wymusić na naftowym gigancie zmianę decyzji.

Na celowniku konsumentów znalazła się też Nokia. Niemcy oburzyli się, kiedy po pobraniu państwowych subwencji, koncern chciał przenieść część produkcji do tańszej Rumunii. Do przeprowadzki jednak nie doszło.

,,Bostońska herbatka" (fot. Wikipedia)

Bojkot po polsku

Powoli aktywizują się (głównie w internecie) też polscy konsumenci, a przykład „Ciechana” to nie pierwszy bojkot konsumencki w naszym kraju. Głośnie akcje namawiały m.in. do nie kupowania u „oszustów podatkowych” (Reserved), unikania „ruskich najeźdźców” (Łukoil) czy niektórych producentów obuwia (Adidas).

„Nie kupuję u oszustów podatkowych”

To był jeden z najgłośniejszych protestów konsumenckich w Polsce. Burzę na początku br. wywołała decyzja LPP (właściciel m.in. marki Reserved) o zastosowaniu zabiegu tzw. „optymalizacji podatkowej”. Firma zakomunikowała, że będzie płacić podatki nie w Polsce, ale w rajach podatkowych.



Reakcja konsumentów była błyskawiczna. Szybko powstał facebookowy profil „Reserved: Nie kupuję u oszustów podatkowych”, która w trzy dni zdobył 10 tys. fanów. Przez kilka dni przez Polacy dyskutowali też o patriotyzmie gospodarczym i moralności przedsiębiorców. Wydawało się, że cios w giganta odzieżowego będzie dotkliwy. Nic się jednak strasznego nie stało.

Według informacji do jakich dotarła „Gazeta Wyborcza”, bojkot nie odbił się w ogóle na kondycji finansowej spółki. Przychody LPP przekroczyły 320 mln zł i były wyższe od przychodów osiągniętych w styczniu 2013 roku o około 29 proc.

Bojkot odniósł jednak częściowy skutek. We wrześniu prezydent Bronisław Komorowski podpisał nowelę ustawy o CIT i PIT. Przepisy mają ukrócić wyprowadzanie przez firmy zysków do rajów podatkowych. Przewidują m.in., że dochody zagranicznych spółek-córek będą obłożone 19-proc. podatkiem. Przepisy mają wejść w życie w przyszłym roku.

Piwo Ciechan (fot. Wikipedia)

„Nie napychajmy Putinowi kieszni”

Bojkotuj rosyjskie produkty w odpowiedzi na rosyjskie embargo – tak jeszcze w sierpniu nawoływało wiele, głównie prawicowych gazet (m.in. „Gazeta Polska Codziennie”). Miała to być odpowiedź agresywną politykę Kremla na Ukrainie... i na rosyjskie embargo, które dotknęło m.in. polskich producentów warzyw i owoców. Lista, zakazanych, rosyjskich produktów, których mieli unikać Polacy była długa.

Rosyjska wódka…

Znalazły się na niej takie marki jak Żubrówka, Soplica, Absolwent czy Bols. Wszystkie te wódki są już w rękach firmy Russian Standard – największego rosyjskiego producenta alkoholi. Argumentowano i namawiano, aby nie napełniać kieszeni Putinowi oraz bogatym do nieprzyzwoitości oligarchom.

…i Łukoil

Prawicowa prasa agitowała też do bojkotu stacji Łukoil, który jest największym rosyjskim podatnikiem. Namawiano, aby tankować "patriotycznie" i wzmacniać wyłącznie polski budżet np. na Orlenie czy Lotosie. Bojkot (w przeciwieństwie do Ukrainy) nie spotkał się jednak z większym odzewem.

Internauci przegonili Adidasa ze Służewca

Ciekawy był też przykład bojkotu w skali lokalnej. W 2011 r. zarządca muru otaczającego tor wyścigowy na warszawskim Służewcu chciał zamontować na ogrodzeniu olbrzymie banery reklamowe. Pierwszą firmą, która podchwyciła pomysł był Adidas. To była zła decyzja.

Miejsce wybrano bardzo niefortunnie. Ten kilometrowy mur to ogólnopolska mekka grafficiarzy. Na Facebooku zawrzało. Szybko stworzono wydarzenie: „NIE DLA ZAMALOWANIA PRZEZ ADIDAS ŚCIANY SŁUŻEWIECKIEJ!!!”



Lajki rosły w lawinowym tempie. Podobnych inicjatyw było więcej. Powstała nawet facebookowa grupa, na której rozpoczął się regularny bojkot firmy Adidas. „Już nigdy nie kupię niczego z tej firmy!” - można było przeczytać na stronie. Po tej akcji obuwniczy koncern zaczął się chyłkiem wycofywać z decyzji, a graffiti nadal zdobią ścianę toru na Służewcu.
Ściana z grafitti na warszawskim Służewcu (fot. YouTube)

Czy bojkot ma sens ?

Sam bojkot, jak dowodzi wiele przypadków, może nie wywołać pożądanego skutku. Konsumenckie akcje przecierają jednak zwykle nowe szlaki, naświetla sprawę z nowej strony czy budzą ludzką wrażliwość. Dzięki mediom ludzie przez pewien czas dyskutują np. o społecznych obowiązkach przedsiębiorców, prawach środowisk homoseksualnych czy ekologii. I w ten sposób, choć na chwilę, z konsumentów stają się obywatelami.

źródło:
Zobacz więcej