„Motorola” – groził Polsce, dla Rosjan jest żywą legendą

Motorola, separatysta z Donbasu (fot. flickr.com/ Kadir Aksoy/twitter.com)

„Motorola”, separatysta z Donbasu, przez rosyjskie media jest kreowany na bohatera i celebrytę. Polacy usłyszeli o nim niedawno. – Motorola" idzie po was! – grozi w internetowym filmie, kiedy Polacy nie zgodzili się w piątek na przelot samolotu z rosyjskim ministrem obrony Siergiejem Szojgu.

„Motorola”, czyli Arsen Pawłow, jest jednym z dowódców oddziałów separatystów wspieranych przez Moskwę. Pochodzi z Karelii – rosyjskiej republiki położonej w północnej Europie, między Morzem Białym a Finlandią. Poza tym niewiele o nim wiadomo.



„Motorola” służył w rosyjskiej piechocie morskiej i dwa razy walczył w Czeczenii. Zrobiło się o nim głośno, gdy Polacy nie wpuścili w swoją przestrzeń powietrzną samolotu szefa rosyjskiego MON Siergieja Szojgu. – „Motorola” idzie po was! – wygrażał separatysta. Krótki film kończy salwa z wyrzutni rakietowych.

„Motorola” jest kreowany na bohatera narodowego. Celują w tym zwłaszcza internetowe strony separatystów m.in. „Rosyjska Wiosna”. Wszystko, według rosyjskiej propagandy, zaczęło się od zwycięstwa „faszystów” w Kijowie. – Kiedy na Majdanie w kierunku policjantów poleciały koktajle Mołotowa, zrozumiałem, że zaczęła się wojna. Nie było sensu czekać – mówił „Motorola” w wywiadzie dla gazety „Jutro”, która separatyście za jego „dokonania” frontowe wystawia prawdziwą laurkę.

Od Kijowa do Donbasu

Po wydarzeniach w Kijowie postanowił pojechać na wschód Ukrainy, gdzie zamierzał bronić mieszkających tam mieszkańców przed „ukraińskim ludobójstwem”.

– To nie jest wojna, to jest „ludobójstwo”. Ukraińcy nie walczą, tylko zabijają bezbronnych cywili. Wiedzą, że nie są w stanie wygrać militarnie – mówił w wywiadzie. Dla niego walka jest więc „koniecznością”, a on sam wykonuje tylko „patriotyczny obowiązek”. I według rosyjskiej propagandy robi to znakomicie.

„Motorola” – bohater Donbasu

Czytając doniesienia frontowe separatystów trudno nie wyjść z podziwu. To „Motorola” pod nieustającym „ogniem przeciwnika zniszczył wrogi czołg” i wraz ze swoją kompanią miał odeprzeć szturm ukraińskich czołgów i transporterów opancerzonych na posterunek polowy. W innej depeszy czytamy, że on sam zestrzelił dwa śmigłowce. Niestety, z braku materiałów, trudno zweryfikować większość z tych doniesień.

(fot. twitter.com/periclesukraine)

Odważny i romantyczny

„Motorola” to nie tylko frontowy bohater, ale „wrażliwy człowiek” i prawdziwy celebryta „Noworosji”. Elementem budowania jego wizerunku był np. huczny ślub wyprawiony w Doniecku. Państwo młodzi, bawili się razem z solidnie uzbrojonymi gośćmi. Zamiast garniturów weselnicy mieli na sobie mundury moro, a kałasznikowów było więcej niż wódki.



Ślub „Motoroli” i Jeleny był pierwszym oficjalnie zarejestrowanym w „Noworosji”. Separatysta poznał swoją wybrankę na polu walki, w miejscowości Siemionowka w Donbasie. Na wesele przyjechali wszyscy najważniejsi rebelianci – w tym Igor Striełkow, były przywódca Donieckiej Republiki Ludowej. Złożył on młodej parze, a właściwie „Motoroli”, serdeczne życzenia. – Daj boże jemu zdrowie i dużo dzieci, które będą takimi żołnierzami jak on – mówił ówczesny szef DNR.

Miodowy miesiąc na Krymie

W sieci pojawiały się również zdjęcia z podróży poślubnej młodej pary. Nowożeńcy, jak przystało na rosyjskich patriotów, swój miesiąc miodowy spędzili na Krymie. Przed żoną, jeśli spełnią się marzenia „Motoroli”, długie lata poświęcone wychowywaniu dzieci. – Pragnę sześciu synów i jednej córki. Wychowam je w duchu żołnierskich wartości – mówił „Motorola” w wywiadzie dla „Jutra”. Plany są więc wyjątkowo ambitne.

Ślub Motorlii i Jeleny (fot. ruskaviesna.ru)

źródło:
Zobacz więcej