Piloci nie mówili po rosyjsku? „To bzdura”

(fot.life.ru)

Rosyjski portal life.ru dotarł do Pawła Plusnina, kontrolera lotów z lotniska pod Smoleńskiem, który jako ostatni rozmawiał z polską załogą. Twierdzi, że polscy piloci nie znali rosyjskiego. – To bzdura – komentuje dla portalu tvp.info płk Tomasz Pietrzak, były dowódca 36. specjalnego pułku lotnictwa transportowego.

Plusnin przyznał w rozmowie z rosyjskim portalem, że zalecał polskiej załodze lądowanie na lotnisku zastępczym, kiedy tylko pogoda zaczęła się pogarszać. – Piloci odpowiedzieli, że wystarczy im paliwa, spróbują wykonać jeszcze jedno podejście i jeśli się im nie powiedzie, to skierują się na inne lotnisko – mówił.

Na pytanie o ewentualne problemy z łącznością Plusnin odparł, że ta utrzymana była jeszcze przez dłuższy czas, jednak załoga nie przekazywała informacji o wysokości lotu podczas próby lądowania. – Z ekipą prowadzi się wymianę radiową. Tu jej nie było – dodał Rosjanin. Jego zdaniem komunikacyjny problem tkwił w słabej znajomości cyfr w języku rosyjskim. Plusnin nie miał żadnej informacji o wysokości lotu polskiego Tu-154.

Kontroler stwierdził, że pilot samodzielnie podjął decyzję o lądowaniu. – Rekomendowałem mu, żeby tego nie robił – przyznał Plusnin.

Były szef pułku: to bzdury

Rewelacje Plusina podważa jednak płk. Tomasz Pietrzak, były dowódca 36. specjalnego pułku lotnictwa transportowego, który zapewnia transport najważniejszym osobom w państwie. – Twierdzenie, że kapitan Arkadiusz Protasiuk i inni członkowie załogi nie znali rosyjskiego, to bzdura. Przez trzynaście lat lataliśmy razem. Wielokrotnie lądowaliśmy na terenie Rosji i gdy tylko Arek mógł, rozmawiał zawsze po rosyjsku. Nawet instrukcja do Tupolewa jest w języku rosyjskim. Zastanawiam się, czy ten kontroler rzeczywiście był na miejscu– dodaje.

Jego zdaniem, kapitan Arkadiusz Protasiuk był doświadczonym pilotem. – Najpierw był nawigatorem, potem pierwszym oficerem, w końcu dowódcą załogi. Ilość wylatanych przez niego godzin była imponująca – zaznacza.

Były szef 36. specjalnego pułku lotnictwa transportowego podkreśla, że nie chce się wypowiadać na temat przyczyn katastrofy. Podkreśla jednak, że samolot był w miarę dobrym stanie technicznym. – Był wyposażony w nowoczesne przyrządy nawigacyjne, które jednak nie mogły zostać użyte z powodu słabego wyposażenia technicznego lotniska w Smoleńsku. Pod wieloma przypomina ono niestety lotnisko w Mirosławcu, na którym kilka lat temu rozbiła się wojskowa CASA. Na podobnych lotniskach nawet w złych warunkach atmosferycznych lądowaliśmy jednak wielokrotnie – zaznacza.

Płk. Pietrzak podkreśla też, że jeśli kontrola lotu w Smoleńsku uznała, że warunki atmosferyczne uniemożliwiały lądowanie, powinna zamknąć lotnisko, a nie tylko odradzać przeprowadzenie manewru. – W badaniu przyczyn katastrofy bardzo istotne będzie to, że rosyjski Ił, który podchodził do lądowania niedługo przed katastrofą, również leciał bardzo nisko i był przechylony. Tak twierdzą przynajmniej świadkowie – podkreśla.

Rozmowa Life News z Pawłem Plusninem

Jak wyglądała wasza rozmowa z ekipą?
- Sugerowano im lądowanie na zastępczym lotnisku. Nie zgadzali się na to.
Pan im to zaproponował?
- Tak.
Z jakiego powodu?
- Zobaczyłem, że pogoda pogorszyła się.
Jaką dostał Pan odpowiedź?
- Odpowiedź brzmiała: Paliwa wystarczy, podejście i skieruję się na inne lotnisko, jeśli się nie powiedzie.
Podobno były tez propozycje lądowania w innych miastach?
- Tak, to też proponowałem
Dlaczego odmówił?
- Jego należałoby o to zapytać.
Dlaczego oni podjęli taką decyzje? Kłócili się, czy może byli tak uparci, że Pan nie zdołał ich przekonać.
- Taka była decyzja dowódcy ekipy.
Co nastąpiło dalej? On powiedział, ze zrobi jeszcze jedno koło i poleci na zapasowe lotnisko?
- Nie, on powiedział, że jeśli nie wyląduje, to poleci na zapasowe lotnisko.
I co pan zrobił?
- Tak jak już mówiłem. Nie mogę więcej powiedzieć.
No ale co było dalej? Straciliście łączność?
- Nie, dlaczego? Łączność była jeszcze długa.
Co mówili?
- Rozmawiali o moich komendach. Na początku informowali, potem przestali.
Oni przestali słuchać Pana komend?
- Oni powinni byli potwierdzać, a nie robili tego.
Jakie potwierdzenia?
- Odnośnie wysokości przy próbie lądowania.
Nie dostawał pan takiej informacji?
- Nie.
Czy to się wiązało z niebezpieczeństwem?
- Z ekipą prowadzi się wymianę radiową, tutaj jej nie było.
Ale dlaczego oni nie potwierdzali?
- A skąd ja mam wiedzieć? Dlatego, ze słabo znali rosyjski.
Na pokładzie nie było nikogo, kto znał rosyjski?
- Byli, ale dla nich cyfry to czarna magia.
To znaczy, ze nie miał Pan żadnej informacji o ich wysokości?
- Żadnej.
Czyli, jeśli dobrze rozumiem, on jeszcze raz podszedł do lądowania, nie usiadł, poleciał na zastępcze lądowisko? Czy inaczej?
- Nie nie, inaczej. Zrobił jedno podejście i tyle. Potem zaczął lądować.
Zrobił to lądowanie, którego Pan mu zabronił?
- Nie, ja niczego nie mogłem mu zabronić. Ja mu rekomendowałem, żeby tego nie robił.

źródło:
Zobacz więcej