„Trwa wojna propagandowa. Komu puszczą nerwy?”

– Nie chodzi o jakąś pomoc dla tych cywilnych mieszkańców, ale żeby pokazać światu, Rosjanom, obywatelom Wschodu, że Rosja jest biała i piękna – mówił w rozmowie z TVP Info Jurij Taran, socjolog z fundacji „Nasz wybór”. – Tak naprawdę to jest wsparcie materialne, ludzkie i zbrojeniowe dla separatystów – stwierdził Jacek Saryusz-Wolski, eurodeputowany.

Rosyjski konwój z „pomocą humanitarną" dojechał w czwartek w okolice ukraińskiej granicy. Rozgłośnia Echo Moskwy – powołując się na dziennikarzy którzy towarzyszą konwojowi – poinformowała, że niemal 300 ciężarówek zatrzymało się niedaleko rosyjskiego miasta Kamiensk-Szachtinskij w obwodzie rostowskim. Część rosyjskich mediów donosi, że ciężarówki mogą nie wjechać na teren Ukrainy nawet do 17 sierpnia.

Jurij Taran, socjolog z fundacji „Nasz wybór” stwierdził, że od początku było wiadomo, że ten konwój nie przetnie granicy w normalnym punkcie i stąd wybór padł na punkt graniczny kontrolowany przez separatystów. – To było wiadomo od samego początku, że ten konwój nie przetnie granicy w normalnym punkcie. Wiadomo było gdzie zmierza ten konwój. To wojna propagandowa. Docierają pewne wiadomości, że tam był jeden wysłannik Czerwonego Krzyża, dziennikarze zachodni pokazują, że te ciężarówki są na wpół puste – mówił.

Dodał, że to, co się w tej chwili dzieje to „wojna nerwów”. – Tutaj trwa wojna nerwów, kto pierwszy ulegnie tej prowokacji – dodał Taran.

Jacek Saryusz-Wolski stwierdził natomiast, że konwój wysłany przez Rosję pełni trzy role. – Po pierwsze, to jest udawanie, że Rosja pomaga, a nie jest agresorem. Po drugie, że Rosja może w każdej chwili zarzucić, że nastąpił atak i musi ten konwój chronić, a ten atak można sobie samemu sprokurować. To może być atak sam na siebie. Po trzecie, to są dostawy leków, żywności, być może broni dla separatystów. W tym tysiąca żołnierzy, bo te 300 kamazów jest obsługiwane przez tysiąc żołnierzy – mówił gość TVP Info.


CZYTAJ TAKŻE: „Najpierw dostarczali czołgi i terrorystów, a teraz wodę i sól”. Ukraińcy już nie czekają na konwój, zwijają obóz na granicy

„Ceny w Rosji już idą w górę”

Specjaliści uważają, że Rosja odczuje nałożone na nią sankcje za dwa lata. Saryusz-Wolski stwierdził, że są one już odczuwalne, a ich zwiększenie jeszcze bardziej zmiękczyłoby Rosję.

– To nieprawda. Te sankcje już są odczuwalne. Półki w sklepach są puste, rubel idzie w dół, gospodarka rosyjska w recesji, sankcje już działają, są bardzo dotkliwe. Kapitał się wycofuje. To nie kwestia dwóch lat, za dwa lata wyczerpią się wszelkie rezerwy walutowe Rosji. Zwiększone sankcje wprowadzone teraz zmiękczyłyby stanowisko Rosji – stwierdził.

Taran dodał natomiast, że sankcje żywnościowe sprawiły, iż ceny w Rosji już idą w górę. – Putin nie wybrał masła ani chleba. Rosja sama przyjęła przeciwko sobie sankcje żywnościowe. Z Europy i Stanów Zjednoczonych dostawała bardzo dużo żywności, w tym momencie ceny już idą w górę – powiedział.


CZYTAJ TAKŻE: Konwój w drodze do Donbasu. Internauci spekulują co jest w ciężarówkach
teraz odtwarzane
„Ceny w Rosji już idą w górę”

„Dłużej niż sądzi Zachód, krócej niż myśli Putin”

Na pytanie, jak długo Rosjanie wytrzymają skutki sankcji, a co za tym idzie pustych półek w sklepach, obydwaj goście programu „Po przecinku” stwierdzili, że długo. – Wydaje mi się, że Rosjanie to naród, który lubi przeszkody, jest przyzwyczajony do tego. Przetrwał stulecia w biedzie. Teraz ma sentyment za ZSRR. To jest bardzo ważne, że oni z dumą wspominają, że ZSRR był potęgą światową – mówił Taran.

Saryusz-Wolski stwierdził, że ta wytrzymałość Rosjan nie będzie trwała jednak w nieskończoność. – Rosyjskie społeczeństwo wytrzyma dłużej niż sądzi Zachód, ale krócej niż myśli Putin. To nie jest jednak tak, że w nieskończoność. Będzie taki moment, kiedy zwłaszcza średnia klasa rosyjska obudzi się i zacznie protestować – stwierdził.

CZYTAJ TAKŻE RAPORT: Sankcje za sankcje. Rosja nie chce żywności z Zachodu

teraz odtwarzane
„Dłużej niż sądzi Zachód, krócej niż myśli Putin”

Zobacz więcej